Bractwo

Nie wiem ile już czasu upłynęło. Nie wiem ile jeszcze czasu pozostało. Ale wiem, że to moje ostatnie chwile, że otworzą się drzwi celi, że wyprowadzą mnie i to będzie już koniec. Przeklęte zlecenie, przeklęta chciwość, przeklęta po trzykroć ciekawość. Przeklęty i ty. Będę jednak profesjonalistą do końca, jeden ze strażników przekaże ten gryps, a ty dostaniesz swoje informacje. Wybacz lakoniczność notatki, warunki nie sprzyjają elokwencji. Nawet nie zmieszczę twojego nazwiska zleceniodawco, przepraszam bardzo. To ironia, gdybyś nie zauważył.

Przeczucie miałeś dobre. Już widzę jak władczo marszczysz czoło i prychasz, że oto wiedzę posiadałeś, że twoje – jakże dobitnie akcentujesz słowo „moje” – źródła są najlepsze w galaktyce, że tylko chciałeś potwierdzenia. Oczywiście. Ale zauważ, że nie można „posiadać wiedzy”, to taki potworek językowy, nie wiem skąd przyszedł, u ciebie się zadomowił i regularnie pokazuje. Ojej, za dużo szczegółów? Coś takiego. Miejmy jednak nadzieję, że nikt tego grypsu nie przechwyci. A po drugie, to twoje „najlepsze za pieniądze” źródła wiele nie są warte. Nie jest prawdą, jakoby Sithowie się odradzali. Oni doskonale prosperują. Dość znacząca różnica, prawda? A to dopiero początek niespodzianek.

Sugerowany kierunek poszukiwań też był błędny. Może nie całkowicie, ale jednak. Sithów należy szukać nie tylko w Zewnętrznych Rubieżach, ale również, albo może przede wszystkim tu – w Republice oraz tym bardziej w Imperium. Macki ich wpływów oplatają całą Galaktykę i przenikają struktury rządowe, militarne, kryminalne, a nawet korporacyjne! Ich pacynki często nieświadomie tańczą, jak im zagrają i nie są w stanie wskazać dalszych kierunków poszukiwań. Ale poszlaki i czytanie między wierszami dały mi podstawy by wierzyć w istnienie planety zwanej Korriban, czy Moraband, czy jak jeszcze się ta mityczna kolebka Mrocznych Lordów nazywała. Ale władcy marionetek zazdrośnie strzegą swoich tajemnic i dość dobrze zacierają ślady, więc po pierwsze nie mam pewności, że to jeden i ten sam świat, ani tym bardziej nie zdobyłem jego lokalizacji. A po drugie z całym przekonaniem mogę powiedzieć, że Sithowie kontrolują więcej planet niż tylko ten jeden wielki, pustynny grobowiec. W tym niemal na pewno co najmniej jedną, która ma dalece rozwiniętą infrastrukturę i populację liczoną w setkach milionów. Takie zaplecze pozwoliło im posiadać własną armię i flotę! Może nie są one duże, może nie zawojują nimi galaktyki, ale posiadanie własnych stoczni, które zdolne są do budowy własnych projektów niszczycieli gwiezdnych, mówi samo za siebie!

Co dalej? Wybacz że ponownie z pogardą wspomnę tu twoje „źródła”, jednak wciskana jako pewnik bajka o „zasadzie dwóch” mocno utrudniła mi życie. Szukałem dwóch, znalazłem całe mrowie. Ilu informatorów zraziłem zarzucając konfabulacje, trudno zliczyć. Wiem, moja wina. Moja wina, że wierzyłem źródłom bogatego i pewnego siebie zleceniodawcy, a nie przekupnym gołodupcom. Zapewne teraz z marsową miną wspominasz coś o Radzie Jedi i ich słowach. No to pogłęb marsa i pomyśl nad tym: Sithów jest wielu, jest Mroczny Lord rządzący autorytarnie, jest cała Rada Lordów, są Mistrzowie im podlegli i jest cała reszta, na Nowicjuszach skończywszy. Widzisz to, mój dobroczyńco? Nowicjuszach! Czyli aktywnie rozwijająca się organizacja, nie jakaś parka sekciarzy.

W zasadzie to wszystko. Żeby poznać ich cele trzeba by było się bardziej zbliżyć, mieć więcej czasu. Niestety, ja już go nie mam. Wspominałem, że piszę z więziennej celi? No właśnie. Dużo daje do myślenia reakcja naszych demokratycznych władz. Chwila w republikańskiej przestrzeni dla zweryfikowania pewnych informacji starczyła by znaleźć się w opiekuńczych objęciach aparatu sprawiedliwości. Sianie defetyzmu, podburzanie i nawet zdrada. Co, jak, dlaczego, kto – niezawisły sąd nie raczył tłumaczyć. Więc czekam na nieuniknione. Nie wiem ile jeszcze czasu pozostało, nie wiem ile już czasu upłynęło.