“On our world we don’t have many choices. My people must take what we can find.”

 

 

Gantoris był człowiekiem z wulkanicznej planety Eol Sha. Odznaczał się wrażliwością na Moc, był więc wielką pomocą dla innych mieszkańców – mógł wszak przewidywać erupcje, lawiny i trzęsienia ziemi. Obdarzony niespotykaną charyzmą, był idealnym wodzem ludzi, którzy wierzyli mu bez najmniejszych zastrzeżeń. Jednak jego szczególna percepcja sprawiła, że jego sny nie były spokojne – często nawiedzał go w nich “Mężczyzna spowity Mrokiem”, ktoś, kto obiecywał mu wielką potęgę, lecz również oznaczał śmierć.

Kiedy Luke Skywalker poszukiwał kandydatów do świeżo otworzonej Akademii Jedi na Yavinie 4, natknął się na informację, jakoby ktoś wrażliwy na Moc założył niegdyś kolonię na Eol Sha. Postanowił wyruszyć na wulkaniczną planetę, a jego poszukiwania zakończyły się sukcesem. Gantoris jednak, obawiając się, że przybysz to osoba z jego koszmarów, poddał Luke’a wielu próbom. Kiedy Jedi przeszedł je pomyślnie, Gantoris, w zamian za obietnicę zapewnienia jego ludziom schronienia na innej planecie, postanowił polecieć z nim.

Zanim jednak udali się na Yavin 4, obaj odwiedzili Bespin, by tam przekonać zbieracza gazu imieniem Streen do przyłączenia się do ich grupy. Streen nie był jednak przekonany co celowości takiego szkolenia i dopiero demonstracja umiejętności Gantorisa, niedługo przecież studiującego ścieżki Mocy, przekonała go, iż warto porzucić życie samotnika.

Wkrótce Gantoris odwiedził także Coruscant, gdzie wraz z Leią Organą Solo poszukiwał planety, która nadawałaby się na nowy dom dla jego ludzi. W końcu uznał, że najlepiej w tej roli sprawdzi się Dantooine.

W Akademii Jedi wkrótce okazało się, że jest jednym z najbardziej utalentowanych uczniów, co nie pomogło mu wyzbyć się poczucia wyższości, którego nabył jako przywódca kolonistów z Eol Sha. Zresztą, nie zapominał o swoich ludziach, wypytując chociażby przewijających się przez Akademię wojskowych z Nowej Republiki o ich obecną sytuację. Uważał, że był najlepszy, jednak kiedy na Yavin 4 przybył Corran Horn, jego pozycja prymusa została zagrożona i obaj już wkrótce stali się rywalami, chociaż ich silnymi stronami było zupełnie co innego – jeśli chodzi o Gantorisa, był doskonały w wyczuwaniu zagrożeń i telekinezie.

Już wkrótce „Mężczyzna spowity Mrokiem” pojawił się w jego snach. Ponieważ niecierpliwy Gantoris był przekonany, że Luke Skywalker celowo ogranicza wiedzę studentów o Mocy i opóźnia rozwój swych podopiecznych, słowa nieznajomego, mówiące o tym, że jest w stanie podzielić się z nim sekretami Mocy, przypadły mu do gustu. I chociaż okazało się, że mężczyzna jest tak naprawdę Mrocznym Lordem Sithów, Exarem Kunem, Gantoris nie zawahał się ani przez moment. Pod kierunkiem ducha starożytnego Lorda zbudował między innymi bardzo niecodzienny miecz świetlny, którego ostrze mogło się dosyć nieoczekiwanie wydłużyć, co, jak łatwo się domyślić, dawało olbrzymią przewagą nad przeciwnikiem. Kun, nie chcąc też, by jego uczeń, pozbawiony snu, padł z wycieńczenia, nauczył go również pozbywać się zmęczenia poprzez medytację.

Wkrótce Gantoris uznał, że jest gotowy, by wyzwać na pojedynek samego Mistrza Akademii i stawił czoła Luke’owi Skywalkerowi, wykazując niespotykaną wręcz agresję. Luke przerwał walkę, wyrywając przeciwnikowi broń z ręki, oddał mu ją jednak i przykazał, by panował nad gniewem, bo jest to najszybsza droga na Ciemną Stronę.

Tej samej nocy Exar Kun odwiedził Gantorisa po raz kolejny. Młody Jedi wprawdzie nie wierzył już w jego szczere intencje, ale miał nadzieję, że będzie w stanie stawić mu czoła, by pozostawił w spokoju innych uczniów Akademii. Zamierzał posłuchać rady Skywalkera i nie dopuścić do siebie emocji, jednak kiedy Lord Sithów pokazał mu rzeź, jaką w tym samym czasie imperialne siły pod dowództwem admirał Daali przeprowadziły na byłych mieszkańcach Eol Sha, Gantoris nie wytrzymał i dał się ponieść. Niestety, siła jego gniewu okazała się zbyt słaba, by pokonać Exara Kuna, który spopielił młodego Jedi od wewnątrz.