WIELKA HISTORIA KRATH spisana z pradawnych ksiąg, odkrytych przez Wielebną Arcykapłankę Aranię Lawakiro, przez Jej wiernego sługę, członka potężnego House Ektrosis of Taldryan Ahrimana’sabaoth, sługę Mroku – i przez niego komentarzem opatrzona…

krath

 

I – WSTĘP: HISTORIA STAROŻYTNA ORDER OF KRATH
 

     Na czele Order of Krath od wieków niezmiennie stoi Arcykapłan, będący jednocześnie członkiem Dark Council. Prawem dla Krath jest jego słowo. Rzeczą członka Krath jest zgłębianie tajemnic Mocy, tych najczystszych i niemal religijnych Jej aspektów. To oni wydobywają z mroków zapomnienia słowa dawno przebrzmiałe, ale nie umarłe. Ich dziełem są tomy ksiąg zawierających wiedzę niedostępną śmiertelnikom. Orężem ich zaś sztuka negocjacji i dyplomacja…
     Historia ich protoplastów liczona jest w eonach i ginie w mgle zapomnienia, lecz jej strzępki od wieków przechowywane są w skarbnicach ich umysłów. Dziś i ty sięgasz po te tajemnice…

     Cztery tysiące lat temu władza licznych i potężnych Jedi obejmowała całą Galaktykę. Był to jednak również czas, w którym tysiące istnień czułych na Moc (szczególnie tych, które mogłyby stać się Rycerzami Jedi) ulegało pokusie Ciemnej Strony.

     W tych to dawno minionych czasach, w systemie gwiezdnym zwanym Systemem Cesarzowej Tety, imieniem wojowniczej kobiety, która u zarania epoki lotów kosmicznych zdołała podbić i zjednoczyć siedem światów tego systemu, zaczyna się nasza historia. W świecie ukrytym głęboko w czeluściach Jądra Galaktyki, który z roku na rok stawał się najpotężniejszym źródłem karbonitu… Mijały lata, a potomkowie Wielkiej Cesarzowej wspólnie z potężnymi i wpływowymi właścicielami kopalń karbonitu rośli w siłę, a ich wspólne potomstwo zaczęło formować nową elitarną grupę społeczną, dysponującą nieograniczonym wręcz bogactwem, ale jednocześnie pogrążająca się coraz bardziej w samozatraceniu, oddającą się jedynie coraz nowym rozrywkom i uciechom, zaczynającą parać się prymitywną magią… Lecz pewnego dnia to, co zaczęło się jako zabawa, całkowicie nimi zawładnęło i odmieniło ich życie. Oto bowiem w czasie wspólnych seansów udało im się przekroczyć niewidzialny skarbiec spajającej rzeczywistość astralnej mocy – Mocy właśnie, która pozwoliła im wkroczyć w świat nieograniczonych możliwości, dający kontrolę nad każdym aspektem bytu. W tych dniach pierwszym, który doświadczył owej potęgi był Satal Keto, i to on poprowadził resztę poprzez ścieżki niepojętej władzy, on pierwszy postawił stopę na drodze, którą dziś nam współcześni nazywają Ciemność.
     Wtedy to adepci nowej wiary nazwali się Krath na cześć pradawnego boga swoich ojców.

     Lecz Galaktyka należała wtedy do Jedi, którzy uzurpowali sobie prawo do wszelkiej Mocy, więc Krath poczęli budować potężne kosmiczne twierdze, w których gromadzili wszelką broń na wypadek wojny z Rycerzami Jedi, nie mieli bowiem zamiaru porzucić swych wierzeń…

     W tym czasie „jaśni jedi” czynili nadzór nad planetą Daneba, gdzie zebrali się w liczbie dziesięciu tysięcy, aby omówić strategię działania przeciwko Krath. Był i wśród nich potężny Mistrz Ulic Qel-Droma, który im tam przewodził i który rozumiał, że wojna wypowiedziana Krath będzie początkim śmierci tysięcy Jedi, która i tak nie zniszy Krath, ani mocy którym służą. Przeto, jako strażnik systemu Tety, postanowił zinfiltrować Sektę i odkryć Jej tajemnice, aby użyć ich przeciwko Niej. Pomimo sprzeciwów innych Jedi, nie pomny słów Mistrza Jedi Thona z Ambrii, jak postanowił, tak też i uczynił…

     Nikt nie wie co działo się później i jakimi ścieżkami chadzał Qel-Droma za tamtych dni, ale otchłanie ciemności pochłonęły go na kilka lat, w czasie których żaden z poszukujących go Jedi nie był w stanie odnaleźć chociażby śladu jego istnienia. Wszelka Moc Zakonu była bezsilna, miotając się poprzez Galaktykę w straceńczym popłochu, nie wiedząc czy Dromy nie ma już wśród żywych, czy jej moc jest zbyt słaba, aby go odszukać. Tymczasem mijały lata, aż pewnego dnia Qel-Droma niespodziewanie pojawił się ponownie niczym zmartwychwstała gwiazda, jaśniejąc… mrokiem. Jako Arcykapłan Krath!

     W czasie swego „niebytu” zmienił się nie do poznania, przeradzając się w wojownika władającego magią tak mroczną i potężną, że żaden z innych Krath nawet nie śnił o jej istnieniu. Pojawienie się „nowego” Dromy doprowadziło do zmian w strukturze organizacyjnej Krath, które podzieliło się teraz na trzy grupy: jedną zdominowaną przez założyciela Krath Satala Keto, drugą podporządkowaną jego kuzynce, władającej sztuką zbiorowego hipnotyzowania, potężnej Aleemie i trzecią najbardziej krwiożerczą, rządzoną żelazną ręką samego Ulica Qel-Dromy. To właśnie grupa Ulica nadała Krath nowe oblicze. Skoncentrowany na budowaniu militarnego zaplecza Droma, przekształcił część Sekty w doskonale zorganizowaną armię dysponującą potężną flotą gwiezdną, świetnym zapleczem i rozbudowaną logistyką. W krótkim czasie za pomocą tej doskonale działającej machiny wojennej podbił rozległe połacie Galaktyki ustanawiając w nich własne prawa, co jak mniemał, miało zapewnić Krath obronę przed Zakonem Jedi oraz Republiką, które za wszelką cenę postanowiły zniszczyć Sektę. Sprzymierzony z Aleemą Droma postanowił jednak w końcu powstrzymać Porządek Jedi i wypowiedział im wojnę. Dysponując insygniami Sithów, Mieczem i Amuletami, które Aleema i Satal Keto otrzymali po połączeniu się z duchami Freedon Nadda i Ommina, wsparty pomocą Exara Kuna i wojownika Mandalora, Qel-Droma pogrążył cały System Tety w Mroku. Opętany wizją szybkiego zwycięstwa, Droma wspólnie z Kunem spowodował śmierć Aleemy i Crado, i będąc u szczytu swej potęgi zdobył Ossus wraz ze znajdującą się tam starożytną biblioteką Jedi. Tam też Droma zabił w śmiertelnym pojedynku swego brata, Caya. Jednak Ciemna Strona Mocy jest kapryśną kochanką. Jeśli cię zaślepi nie ma dla ciebie ratunku. Krótko po swych zwycięstwach Droma, popadając w samozachwyt, zapomniał o potędze Jedi, zlekceważył swoich słabnących przeciwników i w ostateczności Nomi Sunrider pozbawiła go Mocy, a opuszczeni przez niego żołnierze Mandalora zostali rozbici przez flotę Republiki. Ostatni bohaterski opór stawiał jeszcze samotny Exar Kun, ale otoczony przez tysiące Jedi nie miał szans na zwycięstwo. W ostatecznej walce udało mu się jednak zachować życie i uśpić swego ducha w wiecznych murach świątyni Massassi na Yavin IV.

     Republika wraz ze swą wszechwładną administracją wchłonęła bezbronny już teraz System Tety, a Rycerze Jedi przystąpili do niszczenia wszelkich śladów po Krath, ale wiernym synom i córom Sekty udało się wydostać do systemu Parmeli, a stamtąd w nieskończony Wszechświat, gdzie Moc tylko czekała, aby mogli z niej czerpać…

„Wszystko jest wiedzą, wiedza zaś jest potęgą…”
Ahriman’sabaoth(Krath)/Ektrosis of Taldryan

 

II – WIELKA HISTORIA
 

     Na długo przed nastaniem Imperium Galaktycznego, przed pojawieniem się Sithów, a nawet przed narodzinami Zakonu Jedi, ludzie wznosili już ołtarze dla Kratha, boga czczonego przez prymitywny lud zwany Tameht. Po wielu analizach i badaniach nad wykopaliskami, współcześni badacze uznali Obrządek Krath za najstarszą znaną formę kultu religijnego w galaktyce. Starszą nawet niż powstały około 26 000 lat przed bitwą o Yavin Kult M’dweshuu celebrowany przez rasę Niktów .

     Według tamehtańskich legend Krath przemówił do ich najznakomitszych kowali i nakazał im wykonanie talizmanu, który miał posłużyć jako narzędzie do komunikacji pomiędzy bogiem, a jego ludem. Talizman ten został wykuty dokładnie według wskazówek Kratha, z wywierconym pośrodku sześciokątnym otworem. W otworze tym bóg rozkazał umieścić kryształ, o którego przeznaczeniu kowale Tameht nie mieli najmniejszego pojęcia, ale o którym dzisiaj wiemy, że odznaczał się nieprzeciętnymi właściwościami skupiania i magazynowania energii Mocy. Skonstruowanie talizmanu pozwoliło Krathowi na komunikowanie się z kowalami, a ci szybko jako jedyni upoważnieni do używania artefaktu stali się stanem duchownym Krath, Kapłanami Obrządku. Najwyższy Kapłan mógł nakładać talizman i samodzielnie „łączyć” się z bóstwem, kończyło się to jednak zawsze nieodmiennie popadnięciem w obłęd i demoniczne żądze. Kapłani zaczęli więc podejrzewać, że sprawcą tych nieszczęść jest jakaś tajemnicza siła przepływająca przez kryształ. Oddając się przez wiele miesięcy medytacjom, znaleźli w końcu rozwiązanie tego problemu. Wywiercili mianowicie w talizmanie dwa nowe otwory i umieścili w każdym po dodatkowym krysztale. Ta zmiana wydawała się być właściwą, ponieważ przez wiele następnych pokoleń żaden więcej Najwyższy Kapłan nie padł ofiarą obłędu.

     Przez setki pokoleń talizman pozostawał w rękach Tameht, a następnie ich następców ludu Zfana. Wreszcie około 12 000 lat przed BY dostał się w ręce cywilizacji zwanej Mshanyata, która w tamtym okresie rosła w siłę podbijając sąsiednie światy i ludy. Zwycięscy w wojnach, ale zauroczeni kulturą Zfana, Mshanyata przejęli od nich cały dorobek cywilizacyjno-kulturowy, w tym także religię. Jednak nowy Najwyższy Kapłan Krath, wywodzący się z rasy zdobywców postanowił usunąć dwa dodatkowe kryształy dodane przed mileniami przez kapłanów Tameht, uznając, że tylko po przywróceniu talizmanu do jego pierwotnego kształtu zdoła w pełni wykorzystać potęgę Krath, która przez tysiące lat pozostawała związana przez dodatkowe kamienie.

     Tymczasem 6500 lat przed BY pojawiła się nowa, rywalizująca z Mshanyata kultura zwana Makalasa, która z rosnącym przerażeniem obserwowała postępującą bezduszność i okrucieństwo kapłanów Mshanyata. Wtedy właśnie Obrządek Krath został raz na zawsze uznany za symbol zła w jego najczystszej i najbardziej demonicznej postaci, a galaktykę zaczęły okrążać ponure i przerażające legendy. W końcu Wojna Pięciu Tysięcy Dni przyniosła zagładę zwolenników boga Krath. Mshanyata zostali zniszczeni przez Makalasa, a talizman zaginął na setki pokoleń… do czasu aż został odnaleziony przez wrażliwego na Moc studenta prastarych nauk Sith.

     Niewiele pozostało z dawnej świetności ludu Makalasa, kiedy Cesarzowa Teta rozpoczęła w systemie tetańskim podbój wszystkich planet, zwany dzisiaj przez historyków wojnami zjednoczeniowymi lub unifikacyjnymi. W dziele zjednoczenia, którego się podjęła, niebagatelne znaczenie miał najazd sił Imperium Sith pod wodzą Lorda Nagi Sadowa, który w imię ratowania istnienia Republiki zmusił wrogich Cesarzowej landlordów i książąt do oddania się pod rozkazy jej generałów i mistrzów Jedi, znajdujących się na jej usługach. Pozwoliło to bez wątpienia z jednej strony na odparcie przeciwnika, z drugiej zaś na opanowanie opozycji wewnętrznej i, za cenę pewnych przywilejów, zagwarantowanie sobie przychylności oponentów korony. Utworzony w ten sposób feudalny system sprawowania władzy, oparty o silną arystokrację, przyczynił się do wytworzenia społeczeństwa silnie podzielonego klasowo, w którym zasadniczą rolę poczęła odgrywać warstwa tzw. „szlachetnie urodzonych”. Nie było to jednak na rękę silnej klasie kupców i przedsiębiorców, którzy choć faktycznie dzierżyli w swoich rękach stery tetańskiej gospodarki, zostali odsunięci od decyzji państwowych. Rosnący wzrost napięcia bez wątpienia doprowadzić mógł do konfliktu wewnątrzpaństwowego, ale szybkie złączenie w prawach i obowiązkach arystokracji i bogaczy załagodziło sytuację i stało się podwaliną pod nowy feudalno-korporacjonistyczny model państwa.

     Bliskie stosunki łączące możnowładców i przedsiębiorców, szczególnie właścicieli kopalni karbonitu, jednych z najbogatszych ludzi w galaktyce, doprowadziły w końcu do wykształcenia się ściśle zamkniętej, elitarnej kasty, w której rękach znalazła się cała władza w systemie, a także kontrola nad jego bogactwami. Ograniczono do minimum prawa wolnego rynku i konkurencji, a monopole stały się znakiem rozpoznawczym centralnie planowanej tetańskiej gospodarki.

     Otoczone przepychem, niezmuszane do żadnych obowiązkowych zajęć dzieci klasy panującej, pogrążone w rozwijającej się dekadencji, marnując swój czas oddawały się przyziemnym uciechom żywota. Do czasu, aż część z nich, wiedziona przez syna władcy Satala i jego kuzynkę Aleemę Keto, nie zaczęła na nowo odkrywać dawno zapomnianych praktyk Kapłanów Krath. W pierwszym momencie większość uczestników tego ruchu traktowała go jako dworską zabawę, jeszcze jeden sposób na zabicie czasu i wkradnięcie się w łaski następców tronu. Szybko jednak miało się okazać, że wrażliwe na Moc kuzynostwo obudziło na nowo do życia siły, o których od dawna myślano, że zostały na zawsze pogrzebane.

     Kiedy na Onderonie trwały walki zapoczątkowane przez bunt Naddystów, na planecie zjawiła się dwójka tajemniczych przybyszów, niezauważonych przez nikogo w wojennej zawierusze. Byli to Satal i Aleema, którzy zabawiając się artefaktami i materiałami zgromadzonymi przed tysiącem lat przez Mistrza Jedi Odan-Urra, podczas Wielkiej Wojny w nadprzestrzeni, zdołali w niewielkim stopniu zgłębić tajemnice mrocznej magii Sith. W ich rękach znajdowała się już, wcześniej skradziona z biblioteki na Coruscant, prastara księga z tajemnicami Sithów. Niestety napisana w dawno zapomnianym języku stanowiła jedynie kuszący, ale nieosiągalny przedmiot pożądania. Nic więc dziwnego, że wiadomość o buncie czcicieli Mrocznej Strony musiała przygnać tę dwójkę w poszukiwaniu kogoś, kto przetłumaczyłby im księgę, a także nauczył nowych, znacznie potężniejszych zaklęć. W głowie młodych ludzi rodził się już bowiem plan wykorzystania potęgi Mocy do przejęcia władzy w swoim państwie.

     Posługując się nieco wcześniej poznanymi technikami, a także przy odrobinie zwykłego szczęścia, arystokraci dotarli wreszcie do ogarniętej walkami stolicy Onderonu, Iziz. Zdołali nawet przedrzeć się do podziemi, gdzie król Ommin więził Mistrza Arcę. Starzec obdarował Satala Keto amuletem Sithów i zachwycony widokiem zdumiewającej księgi z tajemnicami Sithów, obiecał, że ją przetłumaczy.

     Kiedy pisarz króla pieczołowicie kopiował księgę, pojawił się duch Freedona Nadda. Wiedział, że miasto jest atakowane przez żołnierzy Republiki i że wkrótce przylecą zjednoczeni rycerze Jedi. Zdawał sobie sprawę, że król Ommin nie może zwyciężyć. Postanowił złączyć swój los z losem obojga arystokratów. Przekonał ich, że tylko oni – Satal Keto i Aleema – mogą przyspieszyć rozpoczęcie nowej złotej ery w historii Sithów. Obiecał, że zostanie ich przewodnikiem. Opuszczając Onderon oboje Krathowie wywozili ze sobą nie tylko sekrety Sith, księgę i talizman, ale i dwa podarowane im przez Nadda miecze, które jak głosi legenda skrzyżowały się ze sobą podczas pojedynku Sadowa i Kressha.

     Dzięki mocy talizmanu Satal z łatwością zgłębił tajniki księgi, którą skradł na Coruscant, a niebywały talent Aleemy szybko uczynił z niej jedną z najpotężniejszych iluzjonistek w dziejach Obrządku. Zbierający się w tajemnicy Krathowie zafascynowani coraz bardziej potęgą dwojga swych duchowych przewodników, stawali się z dnia na dzień karniejszą i lepiej zorganizowaną społecznością. Nowe idee zaczęły być wreszcie postrzegane jako ruch religijno-filozoficzny, a nie jako zabawa. Potajemnie, w ukryciu przed państwowymi urzędnikami, Satal zaczął tworzyć podwaliny pod budowę nowego państwa, nowego ustroju, przygotowując zastępy swych wiernych czcicieli do objęcia władzy w całym systemie. Starannie opracowywano plan przejęcia kontroli nad aparatem administracyjnym i wojskiem. Także coraz więcej wpływowych osób przyłączało się do ruchu, a fanatyzm nowych członków zdumiewał nawet samych Satala i Aleemę. W końcu ich siła była tak wielka, iż zdecydowali się oni sięgnąć po władzę.

     Przybycie Lorda i Lady Keto na krążący wokół pustynnej planety posterunek górniczy, zarządzany przez prezesa Bearusa było ze względów bezpieczeństwa utrzymywane w najwyższej tajemnicy, dlatego wiadomość o przybyciu tam w tym samym czasie Korusa, nauczyciela następcy tronu wraz z sześcioma studentami, wywołała prawdziwe poruszenie u starego władcy. Nie chodziło tu bowiem tylko o złamanie protokołu, ale i pogwałcenie naczelnej zasady bezpieczeństwa, która zakładała, że w miejscu nie objętym wystarczającą ochroną nie mogą wspólnie przebywać władca i jego następca. Jednak młody pretendent do tronu nie zamierzał czekać i doskonale wiedział, co robi. Oto bowiem nadarzała się doskonała okazja, aby zrealizować opracowywany od miesięcy plan.

     Przy użyciu magii Aleemy Satal pozbył się królewskiej gwardii przybocznej i całkowicie opanował posterunek Bearusa. Będąc zaś panem sytuacji rozkazał stracić swego ojca i macochę. Zrobił to zaś w sposób wyjątkowo perfidny, zanurzając ich w karbonicie, aby potem uczynić z nich ozdoby w sali jadalnej swego zamku. Bunt podniesiony przez syna przeciwko własnemu ojcu był szokiem dla starej arystokracji tetańskiej, która jednak szybko przekonała się, że także jej dzieci zwrócą się przeciwko niej. Doskonale zorganizowana akcja przejmowania kontroli nad Systemem Tety przypominała arcymistrzowskie posunięcia prastarych Lordów Sith. Niewielkie siły lojalistów, starające się stawiać opór nowym władcom, szybko zostały rozbite przez wojska generała Vulpe, jednego z najstarszych i najbardziej oddanych żołnierzy w szeregach Krath. Jednak wciąż istniała opozycja wobec Krath, głównie skoncentrowana na planecie Kirrek, ale także w stolicy Cinnagar.

     Czas rewolucji wymaga rewolucyjnych praw i rządów. Zresztą sama filozofia Sith i Krath oparta na zupełnie innych założeniach niż dotychczasowy system republikański wymuszała stosowanie zupełnie innych form nacisku i przymusu bezpośredniego. Państwo zmieniało się, zmieniały się także obyczaje polityczne. Mówi się i pisze dzisiaj dużo o okrucieństwie Satala i Aleemy wobec własnych poddanych, o stosowaniu tortur i masowych egzekucji, dokonywanych publicznie na przeciwnikach reżimu i ich rodzinach. Zapomina się jednak, iż były to także metody starych władców Systemu Tety, w tym również Cesarzowej. Znamienne są tu słowa samej Aleemy, wypowiedziane przez nią podczas pamiętnego uroczystego obiadu, na którym w charakterze „przystawki” podano głowę ministra Halkansa. Warto je zacytować: „Czasami stare sposoby są najlepsze.”

     Tymczasem jednak zaniepokojona utratą kontroli nad systemem tetańskim Republika, odcięta od dostaw cennego karbonitu, postanowiła działać. O ile życzeniem republikańskich senatorów było jedynie otrzymanie zapewnienia, że nowe władze systemu będą respektowały dotychczasowe porozumienia handlowe w obrocie towarowo-pieniężnym, o tyle Rada Jedi, jak zwykle zaniepokojona rosnącą popularnością sprzecznych z jej doktryną ruchów religijnych i filozoficznych, postanowiła doprowadzić do odcięcia Krathów od wpływu na rządy. W tym celu mistrz Jedi Arca wyznaczył dwoje swych uczniów, Ulica Qel-Dromę i Nomi Sunrider, aby stanęli na czele połączonych sił Jedi i Republiki, które miały przywrócić w Systemie Tety lojalne wobec Republiki i Zakonu władze.

     Podczas, gdy Droma i Sunrider gromadzili siły, Krathowie przystąpili do ostatecznego podboju wszystkich siedmiu światów Systemu Tety. W zasadzie opierała się im już jedynie Koros Major, dlatego to właśnie na jej orbicie Krathowie zaczęli gromadzić flotę uderzeniową, która miała stanowić wsparcie dla antycznej wojskowej stacji bojowej. Trzeba w tym miejscu uczciwie przyznać, że podporządkowanie tetańskiej gospodarki i przemysłu celom zbrojeniowym przyniosło zdumiewające efekty, czyniąc z Tetan w krótkim czasie największego producenta broni i sprzętu wojskowego w galaktyce. Drugim czynnikiem odróżniającym ten reżim od innych rządów galaktycznych, był powrót do ubierania żołnierzy w ceremonialne zbroje bitewne, znane w tamtych czasach już raczej jedynie z opowieści i hologramów, niż z autopsji. Wszystko to razem, powodowało u Krathów silne przywiązanie do sztuki wojennej i etosu wojownika.

     Nieznające wojny przez cale stulecia światy tetańskie nie potrzebowały nowoczesnej broni masowego rażenia, która tak bardzo odmieniła nowoczesne pole walki. Wychowani w duchu tradycyjnej walki i posługiwania się starożytną bronią, Tetanie ponad wszystko inne cenili walkę wręcz, twarzą w twarz z przeciwnikiem, kiedy o wyniku starcia decydował kunszt posługiwania się mieczem lub halabardą. Teraz jednak musieli zmierzyć się z bronią jeszcze dawniejszych wieków, bronią o wiele potężniejszą – magią Sith.

     Aleema potrafiła doskonale wykorzystać niuanse tetańskiego sposobu walki wręcz. Zmuszając przeciwników za pomocą swych iluzji do uwierzenia, że ich broń zamienia się w dzikie i wrogie im bestie, sprawiała, że pozbawieni oręża ginęli zazwyczaj szybciej od ciosów własnej imaginacji, niż z ręki krathańskich wojowników.

     Inwazja na Koros Major trwała już od kilku godzin, kiedy z hiperprzestrzeni wyłoniła się flota połączonych sił Zakonu i Republiki, dowodzona przez komandora Vanicusa, ale faktycznie podporządkowana Ulicowi Qel-Dromie. Potężna armada statków została skierowana na orbitę planety w celu rozbicia sił Krathów i objęcia jej protektoratem. Zwraca przy tym uwagę fakt braku jakichkolwiek potwierdzonych dzisiaj decyzji senatu Republiki w sprawie naruszenia terytorium Systemu Tety przez republikańskie wojska. W świetle tych faktów za właściwe należałoby uznać stanowisko zakładające, że głównym motorem działań skierowanych przeciwko nowym rządom tetańskim był Zakon Jedi, który działał z pogwałceniem prawa światów do samostanowienia. Podkreślić także wypada, że wbrew stanowisku oficjalnej historiografii republikańskiej, rządy Krathów jakkolwiek okrutne i zdecydowane w swych działaniach, sprzeczne w wielu praktykach z zasadami prawa międzygalaktycznego, były jednak przez zdecydowaną większość społeczeństwa akceptowane i popierane. Gwarantowały bowiem szerokim masom Tetan bezpieczeństwo i sprawiedliwszy niż do tej pory podział dóbr. Ponad dziewięćdziesięcioprocentowa część populacji przechodząca na nową religię akceptowała tym samym nowy, teokratyczny ustrój państwa. Prawo zaś galaktyczne, inkorporowane przed wiekami do tetańskiego systemu prawnego w wyniku krwawych wojen unifikacyjnych, teraz zostało zastąpione na drodze rewolucji przez powszechnie akceptowane prawo, opierające się na religijnej doktrynie Krath .

     Przystępując do swej akcji pacyfikacyjnej siły Zakonu i Republiki zdawały sobie doskonale sprawę, że Krathowie nie posłuchają wezwania do zawieszenie broni. Przygotowane przeto były do skomasowanego ataku na stację bojową, na pokładzie której przebywali Satal i Aleema. Celem zaś tego ataku miało być, nie jak przedstawiają to historycy republikańscy, zmuszenie nowych władców do poddania się, ale ich usunięcie. Dodatkowo Jedi byli pewni łatwego zwycięstwa, nie zdawali sobie bowiem sprawy z potęgi rodu Keto, a wychowywani w kulcie niepokonanego Zakonu Jedi, nawet nie dopuszczali do siebie myśli, że porażka jest możliwa.

     Połączone siły republikańskie miały znaczną przewagę nad flotą Krathów, tym bardziej, że ta ciągle prowadziła działania na Koros Major. Pomimo tego, dowódcom republikańskim nie udało się zmusić Krathów do odwrotu. Jednak Nomi Sunrider dosyć szybko zorientowała się, że atakujące w pierwszej fali natarcia kosmiczne grazery są jedynie wytworem magii Sith, co pozwoliło republikanom przejść do kontrofensywy i nawet otoczyć ciasnym pierścieniem okrążenia główną stację bojową Krath, to genialny fortel Satala Keto rozstrzygnął o losach całej bitwy i położył kres marzeniom Zakonu o szybkiej i łatwej wojnie.

     Fortel zastosowany przez Satala był tak prosty, jak genialny. Wykorzystując raz jeszcze zdolności Aleemy, Satal nakazał jej stworzenie iluzji setek atakujących republikańskie pozycje myśliwców formacji „Chaos”. Tak jak się spodziewał, posiłkujący się teraz Mocą Jedi szybko to odkryli i zaniechali ataku na widmowe, jak im się zdawało okręty. Tymczasem jednak większość atakujących statków była… prawdziwa, a kierowani wolą swego pana piloci gotowi byli na wykonanie samobójczego uderzenia. Kiedy Jedi zorientowali się, że zostali wyprowadzeni w pole, było już za późno. Setki maszyn „Chaosu” zaatakowało nie przygotowane do obrony okręty republikańskie. Ich ofiarą padł także okręt flagowy armady, „Zaufanie”, na którego pokładzie ciężko ranny został Ulic Qel-Droma. Nakazując swoim okrętom odwrót, komandor Vanicus był świadkiem pierwszej od setek lat porażki Republiki. Zdziesiątkowana armada opuszczała w nieskładnym pośpiechu orbitę Koros Major, która chwilę wcześniej znalazła się już pod całkowitą kontrolą Krathów.

     Klęska pod Koros Major była prawdziwym szokiem, a Republika stała się największą ofiarą swej własnej propagandy. Przekonana bowiem o swej niezwyciężoności i utrzymywana w tym przekonaniu przez wieki przez apologetów swej własnej historii nie potrafiła otrząsnąć się z zadanego jej ciosu.

     Tysiące Jedi, mistrzów i rycerzy, ogarniętych paniką, ale i z uczuciem upokorzenia, zebrało się po klęsce pod Koros Major na nie mającym dotychczas w historii precedensu wiecu wojennym na planecie Deneba. Tam na górze Meru radzić miano o sposobach zniszczenia Krathów i odzyskania kontroli nad bogatym w surowce Systemem Tety. Nikt z przybyłych nie ukrywał już także faktu, że w wojnie tej chodziło przede wszystkim o wytępienie niebezpiecznej dla Zakonu „herezji” i przywrócenie nadwątlonego zaufania do potęgi Zakonu. Przewodniczącym wiecu był Odan-Urr, który w wyraźny sposób faworyzował podczas obrad skrzydło związane z placówką onderońską, z Ulicem i Nomi na czele. Podczas dyskusji pojawiło się wiele krytycznych głosów, co do sposobu dowodzenia operacją pod Koros Major, a wielu obecnych domagało się wręcz odebrania statusu strażnika systemu Ulicowi. Zarysował się także wyraźny podział na tych, którzy chcieli prowadzić walkę zbrojną z Krath, mającą w ich przekonaniu doprowadzić do restauracji rządów demokratycznych w systemie, jak i na tych, dla których głównym celem było całkowite wytępienie Krathów i ich religii, nawet jeśli miałoby to oznaczać poświęcenie Tetan.

     Z całkowitą niemal dezaprobatą spotkał się natomiast plan Ulica, aby jeden z Jedi przeniknął do struktur Krathów i przyjmując ich religię poznał tajniki ich obrzędów i czarnoksięskiego rzemiosła, aby później zdobytą wiedzę wykorzystać do zniszczenia Obrządku od wewnątrz. Najgłośniej przeciwko takiemu sposobowi protestowali starzy mistrzowie z Arcą na czele.

     Słabość Zakonu i Republiki była jednak jeszcze większa niż się to wszystkim wydawało. Siłom Krath udało się bowiem nie tylko dowiedzieć o czasie i miejscu spotkania Jedi na Denebie, ale, co jest szczególnie zastanawiające, przeniknąć przez pierścień ochronny wokół planety i zaatakować, zrzucając z orbity na powierzchnię kapsuły bojowe, wypełnione przez droidy wojenne. Oczywiście samo uderzenie takimi siłami nie było obliczone na zadanie decydującego ciosu zgromadzonemu w jednym miejscu wrogowi, ale straty i tak były duże, zaś efekt psychologiczny nie do przecenienia. „Rajd denebiański” obnażył z całą mocą słabości republikańskiej sztuki wojennej i zapoczątkował okres działań krathańskich sił zbrojnych poza terenami Systemu Tety.

     Warto w tym miejscu zwrócić szczególną uwagę na dosyć często pomijany w oficjalnej historiografii wątek, a mianowicie „bunt” droidów protokolarnych będących do dyspozycji Jedi podczas obrad na górze Meru. Wielu badaczy uważa, i jest to dzisiaj oficjalnie przyjęte stanowisko, że droidy te uległy uszkodzeniu w wyniku transmisji nadawanej bądź przez roboty wojenne Krathów, bądź przez kapsuły nadawcze umieszczone podczas zrzutu na orbicie planety. Wydaje się to jednak mało prawdopodobne, bowiem dziwne oznaki zachowania protokolantów dostrzeżono na długo przed atakiem. Choć sprawa ta prawdopodobnie nigdy nie zostanie do końca wyjaśniona, pojawiają się również głosy, iż wśród osób zgromadzonych na Denebie byli także… sympatycy i szpiedzy Krathów .

     Atak droidów, co było łatwe do przewidzenia, został odparty, ale Zakon stracił wielu swych członków, w tym swego mistrza Arcę, za którego śmierć osobiście obwiniał się Droma. Teraz, po stracie swego mistrza, ten młody i ambitny rycerz, pozbawiony nadzoru Rady, samodzielny strażnik systemu mógł bez przeszkód zrealizować swój plan przeniknięcia w szeregi Krath. Zadufany jednak w sobie i butny, kierowany mrzonką o własnej wartości w starciu z Ciemną Stroną Mocy i gniewem, sam nie zdawał sobie sprawy jak łatwą ofiarą stawał się dla swojego przeciwnika.

     Przed wyruszeniem do Systemu Tety Ulic udał się jednak najpierw na Ossus, do mistrza Ood, do wielkiej biblioteki Jedi, gdzie miał zamiar zgłębić całą znaną historię Tetan. Do tego celu miała mu posłużyć księga napisana własnoręcznie przez Cesarzową Tetę w jej 175 urodziny. Na Ossus Ulic spotkał się także z mistrzem Odanem-Urr, który przedstawił mu starożytny holocron Sith, próbując ostrzec go w ten sposób przed realizacją planu, który powoli stawał się obsesją Dromy. Młody Jedi zignorował jednak wszelkie ostrzeżenia. Nawet jego rodzony brat Cay nie był w stanie odwieść go od pomysłu wniknięcia w szeregi Krath.

     Po całonocnych studiach księgi Tety, wczesnym rankiem Droma wyruszył do Cinnagar na pokładzie frachtowca „Kestrel Nova”, zdobytego podczas potyczki z piratami niedaleko Tanaab. Podając się za szmuglera miał zamiar bez problemów wylądować w jednym z kosmoportów stolicy państwa Krath. Odlatującego samotnie na spotkanie swego przeznaczenia żegnała tylko Nomi Sunrider z córką. Była pierwsza połowa 3997 roku przed BY. Choć nikt wówczas jeszcze tego nie wiedział, w przeciągu dwunastu miesięcy galaktykę miała ogarnąć największa wojna w jej dotychczasowej historii, wojna zwana także Wojną Sithów.

     Droma spodziewał się, że jego przybycie na Cinnagar pozostanie niezauważone i będzie mógł w sekrecie spenetrować szeregi Obrządku. W rzeczywistości jednak zaledwie w kilka godzin po jego przybyciu, dzięki doskonale zorganizowanej siatce wywiadowczej prywatnych szpiegów, a także tajnej policji, Satal Keto wiedział nie tylko o przybyciu młodego Jedi, ale także i o tym, że należy on do Zakonu. Władca Krathów wydał już nawet rozkaz zlikwidowania Ulica, ale pod wpływem Aleemy, która z nieznanych powodów żywo zainteresowała się Dromą, postanowił wstrzymać się z jego zgładzeniem.

     Następnego dnia po przybyciu na Cinnagar Ulic udał się na miejsce publicznych egzekucji dokonywanych przez Aleemę na buntownikach i tych handlarzach karbonitu, którzy nie chcieli uznać ani władzy Krath, ani nowych państwowych monopoli. Podczas tej mrocznej „ceremonii” doszło jednak do dobrze zorganizowanego powstania górników, którzy przystąpili do szturmu na pozycje Krathów, zagrażając bezpośrednio życiu Satala i Aleemy. Nie oglądając się nawet na konsekwencje swoich czynów, myśląc, że śmierć przywódców Krath pokrzyżuje tylko jego plany zgłębienia tajników Sith i wykorzenienia „herezji” ostatecznie i raz na zawsze, Ulic postanowił z bronią w ręku stanąć w obronie Krathów, poświęcając przy tym życie i wolnościowe dążenia tetańskich górników. Własnoręcznie nawet zabił jednego z nich. Nie miał jednak najmniejszego pojęcia, że Krathowie zakpili z niego, że cały czas był jedynie zabawką w ich rękach. Wszystko bowiem, włącznie z atakiem buntowników zostało starannie zaplanowane przez Aleemę, która w perfekcyjny sposób potrafiła wykorzystać sprzeczne uczucia miotające teraz młodym Jedi do własnych celów.

     Podczas, gdy Aleema udawała opiekuńczość wobec rannego Dromy, w komnatach cinnagarskiej cytadeli kuzynostwu Keto ukazał się po raz ostatni duch Freedona Nadda. Ostrzegł ich, że prawdziwym zagrożeniem dla ich władzy jest nie kto inny, tylko przebywający wówczas na Yavin IV, rosnący w siłę, w pełni już niemal ukształtowany przez Mrok Exar Kun, nowy i najpoważniejszy pretendent do tytułu Mrocznego Lorda Sith. W swych ostatnich słowach Nadd związał Ketów niejako w triumwirat z Dromą, wspominając ostatkiem swej woli, że „prawdziwa siła Sith leży w waszej trójce”, co przynajmniej Aleema uznała za przepowiednię dotyczącą Ulica. Satal jednak pozostawał nieufny.

     Na tle Dromy dochodziło do coraz poważniejszego zatargu pomiędzy Satalem i Aleemą, tak że zagrożona została nawet jedność Obrządku. Z jednej strony w sporze tym chodziło o samą obawę przed zdradą Ulica, jaką żywił wobec niego Satal, ale także o osobistą niechęć spowodowaną zwykłą zazdrością władcy Tetan o swoją kuzynkę, która nie ukrywała, że Jedi fascynuje ją nie tylko jako potężny sprzymierzeniec, ale także, a nie wiadomo czy nie przede wszystkim, jako mężczyzna. Satal nie był jednak na tyle naiwny, aby pozwolić swym pierwotnym instynktom zatriumfować nad zimną, polityczną kalkulacją. Ostatecznie więc uległ Aleemie, jednak na swoich warunkach. Ulica przeniesiono do tzw. Żelaznej Cytadeli, gdzie odbywała się „reedukacja” wszystkich opornych i gdzie poddawano nowych członków próbie lojalności. Tam przesłuchiwany na granicy wytrzymałości przez specjalne droidy Ulic, został poddany najtrudniejszemu testowi w swoim życiu. Została mu mianowicie wstrzyknięta przez Satala trucizna Sith i jeżeli Droma miał przeżyć musiał użyć swych najpotężniejszych mocy, aby ją zneutralizować. Ulic przeżył test i Satal, chcąc nie chcąc, oddał go Aleemie, która przy pomocy swego przybocznego, Norgora, zabrała go w stanie transu pourazowego do swych komnat, gdzie miała nadzieję, że Ulic nie tylko odzyska siły, ale i na zawsze pogrąży się w mroku Ciemnej Strony Mocy.

     Tymczasem mijały tygodnie i zaniepokojeni brakiem jakichkolwiek wiadomości od Ulica jego przyjaciele, Nomi Sunrider, Cay i Tott Doneeta, postanowili udać się na Cinnagar, aby zbadać, co stało się z młodym Jedi. Aby jednak nie narażać go na ryzyko dekonspiracji postanowiono, że Nomi samodzielnie i w pojedynkę postara się skontaktować z Dromą, pozostali zaś Jedi będą czekać na orbicie planety skryci w cieniu księżyca na pokładzie „Nebulon Rangera”.

     Nomi wylądowała na powierzchni planety zrzucona na obrzeżach miasta w specjalnej kapsule i natychmiast rozpoczęła poszukiwania Ulica. Pomimo jednak, że starała się w swych peregrynacjach posługiwać Mocą, nie była w stanie wyczuć choćby najmniejszego śladu swego niedawnego towarzysza. Za to doskonale wyczuwała silną emanację mroku dochodzącą z Żelaznej Cytadeli. Wiedziona instynktem zdała sobie wnet sprawę, że najprawdopodobniej tam znajdzie przedmiot swoich poszukiwań. Jedynym jednak sposobem, aby dostać się do twierdzy było dać się pojmać, ujawnić, że jest się Jedi.

     Pojmaną Nomi Sunrider zaprowadzono natychmiast do sali wojennej, gdzie właśnie trwała dyskusja nad powierzeniem dowództwa sił Krathów Ulicowi, który wydawał się być najlepiej ze wszystkich obeznany w sprawach nowoczesnych technik militarnych. Pokazując związaną Nomi Ulicowi, Satal Keto miał nadzieję udowodnić mu zdradę i pozbyć się go raz na zawsze z szeregów Krath. Także Aleema uważnie śledziła, starając się wysondować myśli Dromy, przebieg rozmowy dwójki rycerzy Jedi. Świadomy zagrożenia Ulic, ale gotowy do końca kontynuować swój plan, zgodził się na zgładzenie Nomi. I choć było to tylko działanie na pokaz, utwierdzone wiarą w to, że dziewczynie uda się wyswobodzić przed zaplanowaną na następny dzień egzekucją, reakcja zszokowanej Sunrider utwierdziła Aleemę w przekonaniu, że Ulic całkowicie już uległ jej wpływom i jest jedyną osobą, która zdolna byłaby wprowadzić w życie jej ambitny plan władania całą galaktyką.

     Satal nie był jednak tak naiwny, jak jego zaślepiona miłością do Dromy i ufnością we własne siły kuzynka. Cały czas, nieprzerwanie śledził każdy ruch Ulica. Sam Droma tymczasem także oddawał się coraz bardziej, nie zauważenie dla siebie, Ciemnej Stronie Mocy, podsycanej nieustannie przez pożądanie do pięknej Aleemy. Wreszcie w noc poprzedzającą egzekucję Nomi Sunrider Ulic uległ pięknej kapłance Krath i został jej kochankiem. Wcześniej jednak, nieomotany do końca czarami iluzjonistki, nagrał wiadomość dla Nomi, w której przekazał jej instrukcję ucieczki. Satal Keto przewidział jednak zdradę Qel-Dromy, teraz zaś dodatkowo dysponował także dowodem w postaci pojmanego droida. Lord Keto nie zamierzał dłużej zwlekać. W środku nocy wydał swemu naczelnikowi i zaufanemu doradcy Norgorowi rozkaz doprowadzenia przed swoje oblicze Nomi Sunrider i natychmiastowego zgładzenia Qel-Dromy, nawet przy sprzeciwie Aleemy.

     Krathowie doceniali zdolności Nomi Sunrider. Lord Keto nie zaniedbał niczego wysyłając do jej eskortowania dwudziestu swoich weteranów. Nie mógł jednak przewidzieć, że postawiona pod ścianą Jedi użyje najpotężniejszej medytacji wojennej, aby zwrócić krathańskich wojowników przeciwko sobie. Dzięki tej technice, a także wielkiemu łutowi szczęścia Nomi udało się wydostać z cytadeli i skontaktować z Cayem Qel-Dromą i Tottem Doneetą.

     W tym samym czasie kompletnym niepowodzeniem zakończyła się próba zamachu na Dromę przeprowadzona przez niewolników Lorda Keto. Aleema, gotowa już teraz pozbyć się swojego kuzyna, wykorzystała narastający w rycerzu Jedi gniew i skierowała go przeciwko Satalowi. Podczas, gdy ostrzeliwując się z powietrza na dziedzińcu pałacu Krath lądowali Cay i Tott, Ulic gotowy na wszystko przemierzał korytarze twierdzy w poszukiwaniu Lorda Keto. Znalazł go na balkonie widokowym dokładnie w momencie, kiedy ten szykował się do pojmania trójki rycerzy Jedi przybyłych na ratunek Dromie. Między obu mężczyznami doszło do krwawego pojedynku, którego stawką było życie i przywództwo nad Obrządkiem Krath. Doprowadzony do wściekłości, kierowany gniewem, który na nowo rozpalił w nim sithyjską truciznę, Ulic wykorzystał cały potencjał Mocy, aby zabić Satala Keto. Tym samym dokonała się w nim przemiana. Teraz był już nieodwracalnie związany z Ciemną Stroną Mocy i Obrządkiem Krath. Przepełniony złością i goryczą zaatakował nawet swych niedawnych towarzyszy Jedi, którzy musieli salwować się ucieczką w hiperprzestrzeń. Wciąż jeszcze udając przed samym sobą, iż robi to dla dobra Zakonu i Republiki Ulic Qel-Droma, rycerz Jedi i uczeń mistrza Arca, przyjął tytuł następcy Lorda Keto, Najwyższego Kapłana Krath.

     Przyjaciele Dromy nie zamierzali jednak wcale jeszcze rezygnować z próby odbicia go Krathom. Podczas, gdy Aleema Keto coraz bardziej kusiła Ulica, który teraz mając do dyspozycji amulet Krath należący niegdyś do Satala stawał się coraz potężniejszy, ale i bardziej podatny na działanie Ciemnej Strony Mocy, w porozumieniu ze swymi mistrzami rycerze Jedi zaplanowali nalot na Cinnagar.

     Niewielkie, ale szybkie i zwrotne siły, złożone z czterech jednoosobowych myśliwców najnowszej generacji i transportera przenoszącego na swym pokładzie bestie bitewne z Onderonu, szybko pozbyły się pól ochronnych z sąsiedztwa pałacu Krath i pozwoliły na atak wewnątrz budynku. Wdzierając się na potężnych latających onderońskich stworzeniach w głąb cytadeli Nomi Sunrider, Cay Qel-Droma i Qrrrl Toq mieli tylko jeden cel – zabrać stamtąd Ulica i bezpiecznie odlecieć na Ossus. Jednak Ulic wybrał już znacznie wcześniej swoje przeznaczenie. Postanowił pozostać wśród Krathów. Sprzeciwił się Jedi i gotowy był nawet zabić ich, jeśli staraliby mu się przeszkodzić. W końcu rycerze Zakonu musieli pogodzić się z faktem, że Droma jest dla nich stracony. Wycofali się z Cinnagar pozostawiając Ulica z Aleemą. Dziś z perspektywy czasu atak na Żelazną Cytadelę wydaje się być jednym z najbardziej bezsensownych działań podjętych przez Jedi w całej ich historii. I tak zresztą dla nich charakterystycznych. Oto bowiem w pełni udaje się zrealizować zakładane przed rozpoczęciem misji cele: udaje się zaskoczyć przeciwnika szybkim i zdecydowanym atakiem, przeniknąć w głąb jego terytorium, pokonać wszystkie szczeble obrony, pojmać Dromę i unieszkodliwić Aleemę, a następnie wszystko to zaprzepaszcza się jednostkową decyzją o wycofaniu się wobec sprzeciwu Dromy dobrowolnego opuszczenia szeregów Krath. Tak oto oparta o niejasne przesłanki natury filozoficznej indolencja doprowadza w ostateczności do pozostawienia wroga nietkniętym i gotowym do odwetu. Kardynalny błąd, którego nigdy nie popełniłby Sith.

     Jednak atak Zakonu nie był owego dnia jedynym zmartwieniem Ulica i Aleemy. Oto bowiem jeszcze przed rozpoczęciem nalotu, na Cinnagar wylądował Exar Kun, który upatrując zagrożenia w wiedzących o jego istnieniu kapłanach Krath, postanowił ich zgładzić.

     Aleema pierwsza zaatakowała Kuna swoją magią, ale jej umiejętności były niczym w porównaniu z potęgą prawdziwego Lorda Sith. Jedna dziecinna sztuczka wystarczyła, aby kobieta nieprzytomna osunęła się na kamienną posadzkę pałacowej komnaty. Wtedy dopiero rozpoczęła się prawdziwa walka. Kun i Droma skrzyżowali ze sobą swoje miecze świetlne i z dziką furią natarli na siebie. Wtedy właśnie ożyły starożytne amulety, które obaj mężczyźni nosili na swych ciałach. Olbrzymi strumień energii wypełnił komnatę, a w refleksie wytworzonego przez niego światła obaj walczący ujrzeli sylwetkę zmarłego przed tysiącem lat Marki Ragnosa, najpotężniejszego spośród wszystkich Mrocznych Lordów Sith w dziejach Imperium. Lord lordów przemówił do nich w dawno zapomnianym języku, nakazując im, aby tak jak połączyły się w jedność ich amulety i oni dokonali zjednoczenia w dziele odbudowy Imperium Sith. Ragnos docenił potęgę Kuna, przepełniającą go Moc i mistrzostwo w posługiwaniu się pradawnymi technikami Sithów i ich massasskich kapłanów. Wypowiadając pamiętne po wsze czasy słowa „Exarze Kun, dlatego iż dzięki tobie Sith nigdy nie zginą…” naznaczył go znamieniem Mrocznego Lorda Sith, czyniąc z niego tym samym władcę wszystkich tych, którzy zechcieliby podążać w samodoskonaleniu Mroczną Ścieżką. Ulica wyznaczył zaś na pierwszego spośród tych, którzy mieli służyć nowemu następcy Mrocznych Lordów. Tego dnia Kun i Droma zawarli przymierze, które na zawsze odmieniło losy galaktyki. Przyglądająca się braterskiemu uściskowi tych dwóch mężczyzn, powracająca do świadomości Aleema ze zdziwieniem, fascynacją, ale i przerażeniem dostrzegła, że oto ten, który miał być jedynie narzędziem w jej rękach stał się teraz tysiąckroć potężniejszy niż cała jej magia, a na dodatek skłonił się przed kimś, kogo siły nawet nie umiała sobie wyobrazić.

     Nastał rok 3996 przed BY. W przeciągu sześciu miesięcy Ulic Qel-Droma, Najwyższy Kapłan Krathów i dowódca ich wojsk, dokonał dzieła wielkiej reformy sił militarnych Obrządku. Unowocześnił sposób szkolenia żołnierzy, opracował strategię pasującą do nowoczesnego pola walki. Wiedział bowiem, że teraz świadomy już w pełni zagrożenia Zakon nie da się oszukać tak łatwo jak wcześniej. Przepełniony Ciemną Stroną Mocy, z Aleemą u boku, czekał cierpliwie na rozkazy Exara Kuna, pewny, że dzień restauracji Imperium Sith jest bliski. Przygotowany do wojny z Republiką, nie spodziewał się jednak nowego, nadciągającego z daleka zagrożenia.

     Dumni, nieustraszeni i niepokonani do tej pory, ukrywający swe twarze za rytualnymi maskami swoich sławnych w całej galaktyce zbroi, mandaloriańscy wojownicy dowodzeni przez swego wodza Mandalora wyruszyli z Kuar na nową krucjatę. Pogrupowani w zjednoczone pod dowództwem jednego warlorda klany, walczący nie dla władzy, sławy czy bogactwa, ale jedynie dla własnego honoru, znajdujący realizację jedynie w niszczeniu nieprzyjaciół, za swój cel obrali System Tety. Uzbrojeni w siejące śmierć, półinteligentne droidy bojowe klasy „Bazyliszek”, gotowi użyć broni atomowej, z dziką furią zaatakowali orbitalne tetańskie huty, w których wytapiano karbonit.

     Atak Mandalorian całkowicie zaskoczył Dromę, w dodatku w nieprzewidziany sposób komplikował długofalowe plany władcy Krath. Specyfika prowadzenia wojny przez mandaloriańskie klany negowała zaś całkowicie proces pertraktacji. Aby poradzić sobie z tym zagrożeniem, trzeba było stoczyć walkę. Początkowo Droma chciał zmierzyć się z krzyżowcami w zbrojnym starciu dwóch armii, szybko jednak uświadomił sobie, że dysponując jedynie archaicznym sprzętem wojennym Tetan, nie zdoła szybko i skutecznie pokonać wyposażonego w najnowocześniejszy sprzęt przeciwnika. Chcąc nie chcąc przystał więc na propozycję Mandalora, aby o wyniku wojny zadecydował osobisty pojedynek obu wodzów.

     Od setek lat galaktyka nie słyszała o takim męstwie, przywiązaniu do honoru i bezprecedensowym umiłowaniu własnej tradycji, które sprawiły, że imię Mandalore po dziś dzień jest synonimem antycznego herosa, żyjącego dla nieśmiertelnej chwały i sławy. Oto bowiem wódz niepokonanej armii, mogący posłać na śmierć w zwycięskim boju tysiące swych żołnierzy, postanowił samotnie stanąć naprzeciwko swego wroga, aby własną krwią nakreślić historię swego narodu. Stawką pojedynku było bowiem nie tylko życie wodza, ale i przyszłość całej rasy.

     Walka pomiędzy Dromą, a Mandalorem odbyła się na ojczystej planecie tego drugiego, Kuar. O świcie, na otwartych, rozłożystych polach harkul obaj wodzowie stanęli naprzeciwko siebie w pełnym rynsztunku bojowym. Mandalorianin dosiadający swego „Bazyliszka”, Droma odziany jedynie w lekki pancerz, z mieczem świetlnym w ręku. Wokół nich w promieniu setek metrów zgromadzili się naczelnicy klanów oraz Aleema ze swoją przyboczną świtą. Panował jeszcze półmrok, a z zachodu nadciągnął mroźny wiatr, kiedy pierwszy w swym wojennym rydwanie zaatakował Mandalore. Przerażona Aleema Keto zdała sobie w jednej chwili sprawę, że oto w tym brutalnym starciu na jednej szali znalazły się jej życie i sny o potędze. Zdjęta strachem zapragnęła w pierwszej chwili uciec z Kuar, ale ostatecznie przybita świadomością, że i tak nie udałoby się jej ukryć, pozostała przy boku Ulica do samego końca. Zapamiętała jednak dokładnie tamtą chwilę i nigdy już nie zapomniała Dromie, że tak według niej lekkomyślnie zaryzykował wszystko, nad czym wspólnie pracowali. Wiele miesięcy później miało to doprowadzić do tragicznych w skutkach następstw.

     Tymczasem jednak zadając celny cios mieczem świetlnym Dromie udało się zniszczyć droida wojennego, dosiadanego przez Mandalorianina. Ulic potrafił jednak zachować się honorowo i chowając swój miecz świetlny stoczył teraz walkę za pomocą mandaloriańskiej broni, wielkiego, przypominającego wahadło topora. Ostatecznie zwycięstwo należało do niego. Tak jak i do niego należała komenda nad mandaloriańskimi klanami. Pokonany Mandalore nie prosił o litość, ani nie starał się zmieniać postanowień zakładu. Jedynym jego życzeniem była godna śmierć. Qel-Droma miał jednak wobec niego inne plany. Wiedział, że nigdzie w galaktyce nie znalazłby tak lojalnego i oddanego, a przy tym tak dzielnego i doskonale wyszkolonego wojownika, który w dodatku najlepiej znał mandaloriańską koncepcję walki. Darując Mandalorowi życie i oddając mu dowództwo nad klanami, Droma nie tylko zyskał potężnego sprzymierzeńca w walce z Republiką i Zakonem, ale i wiernego przyjaciela.

     Dysponując teraz dwiema wielkimi armiami, Tetan i Mandalorian, Ulic Qel-Droma przystąpił do wielkiej ofensywy poza rejon siedmiu światów tetańskich. Wciąż jednak brakowało mu okrętów wojennych i statków transportowych niezbędnych do zrealizowania najważniejszego, w jego mniemaniu, celu – ataku na Coruscant.

     Krathowie byli sprytni, udając, iż zadowalają się przejęciem pełnej kontroli nad Systemem Cesarzowej, atakowali teraz poza jego granicami posterunki Republiki całkowicie anonimowo, nie pozostawiając żadnych dowodów swej działalności. Stosując walkę partyzancką utwierdzali swego przeciwnika w przekonaniu, że atakowany jest przez piratów lub inne konsorcja kryminalno-przemytnicze.

     W przeciągu dwóch tygodni Tetanie przeprowadzili cztery udane rajdy na posterunki, strażnice i stocznie republikańskie, za każdym razem wymykając się siłom komandora Vanicusa. Ich najbardziej spektakularną, ale i najbardziej brzemienną w skutkach akcją, okazał się być atak na stocznie orbitujące wokół Foerost. Błyskawiczna operacja, przeprowadzona przy użyciu sił szwadronu „Chaos” oraz mandaloriańskich komandosów pozwoliła Ulicowi na przejęcie stoczni w niespełna kilkanaście minut, zdobycie kodów operacyjnych znajdujących się w nich najnowocześniejszych okrętów bojowych Republiki i przejęcie nad nimi całkowitej kontroli. W ten sposób Ulic znalazł się w posiadaniu ponad 300 statków gotowych do wykorzystania przy frontalnym uderzeniu w serce Republiki.

     Wydawało się jednak, że pod Foerost Ulic popełnił poważny błąd. Z pokładu centrum zarządzania stoczni skontaktował się z będącym w drodze na Yavin IV Exarem Kunem, któremu wbrew jego sprzeciwom, zapowiedział atak na Coruscant oraz planowaną operację przejęcia stacji kontroli skoków nadprzestrzennych na Kemplex IX. Rozmowa ta zaś została nagrana przez ściśle utajniony system monitorujący stoczni, którego tetańskim technikom nie udało się zniszczyć wraz z resztą sprzętu i oprogramowania .

     Tymczasem na Coruscant, w siedzibie senatu, zwołane zostało posiedzenie rządu oraz przedstawicieli Zakonu, mające zająć się opracowaniem planów, których celem było rozwiązanie opanowującego Republikę konfliktu. Tam też senatorowie i Jedi otrzymali raport komandora Vanicusa ostatecznie demaskujący Ulica Qel-Dromę jako organizatora i dowódcę najazdów na siły republikańskie. Zapoznali się także z planem zasadzki przygotowywanej przez republikańskie siły w Systemie Crona, w pobliżu Kemplex IX, a mające na celu całkowite położenie kresu ofensywie Krathów w galaktyce.

     Kemplex IX nigdy nie był jednak następnym celem Najwyższego Kapłana Krath. Stosując prosty manewr dezinformacji w szeregach wroga, Droma skierował siły Republiki daleko od miejsca celu swego prawdziwego ataku, Coruscant. Pozbawiona teraz obrony floty stolica Republiki stała otworem przed armiami Krath.

     Atak na Coruscant był najbardziej zaskakującym i śmiałym posunięciem Dromy. Nikt bowiem oprócz Mrocznego Jedi nie odważyłby się zaatakować „serca Republiki”, nawet pozbawionego wsparcia floty gwiezdnej. Siła skoncentrowanych bowiem na planecie Jedi i wojska była ogromna. Ulic miał jednak potężnych sprzymierzeńców, Mandalorian, których umiejętności o lata świetlne przewyższały wyszkolenie republikańskich żołnierzy.

     Droma znał doskonale kulturę wojenną Zakonu i Republiki. Wiedział, że kierowany centralnie z Centrum Dowodzenia opór będzie trwał dokładnie do momentu przejęcia kontroli nad sztabem, dlatego też chcąc wykorzystać kompletne zaskoczenie obrońców, postanowił za wszelką cenę w pierwszej kolejności zająć Centrum i pojmać dowodzących obroną mistrzów Jedi. Wiedział, że złamanie ich oporu będzie ostatecznym kluczem do sukcesu. W pierwszym momencie wydał rozkaz skierowania w ten rejon walk falangi tetańskiej piechoty wspieranej przez setki mandaloriańskich bestii bitewnych, a wiedziony namowami Aleemy, zezwolił Mandalore’owi na atak na tajne laboratoria republikańskie, gdzie wódz klanów miał nadzieję zdobyć nowe technologie. Droma nie spodziewał się nawet, że Aleema celowo chce pozbawić go wsparcia jego najwierniejszego żołnierza i odciąć go od jego wojsk. Przerażona bowiem rozmiarami wojny, jakiej do tej pory nie widziała, postanowiła samodzielnie zająć pozycję władczyni Tetan i Najwyższej Kapłanki Obrządku Krath.

     Ulicowi udało się ostatecznie przedrzeć do sztabu, gdzie używając magii Krath starał się nakłonić oficerów łączności do wydania rozkazu wszystkim admirałom sił republikańskich, aby swoje okręty skierowali do stoczni w Systemie Vento, pod jednakowe koordynaty (07.882.76.999–), co w ostateczności miało doprowadzić do zderzenia się ze sobą tych okrętów i zagłady całej republikańskiej floty wojennej. W tym samym czasie Aleema, rozsiewając pogłoski o śmierci Dromy nakazała odwrót i przegrupowanie sił mandaloriańsko-tetańskich na okrętach stacjonujących na orbicie Coruscant. Nieświadomy tej zdrady Droma został otoczony przez rycerzy Jedi w budynku Centrum Dowodzenia i zmuszony do poddania się. Tam też Odan-Urr zapowiedział mu, że niezależnie od stanowiska senatu, zostanie przez Jedi skazany na śmierć za zdradę Zakonu .

     Podczas gdy Droma został uwięziony jako dowódca „buntu przeciwko Zakonowi i Republice” i oczekiwał na proces, a w zasadzie na egzekucję, Aleema powróciła na Cinnagar, aby w pełni rozkoszować się samodzielną władzą nad Systemem Tety. Na nieszczęście dla niej, wielu żołnierzy Dromy nie chciało bez sprzeciwów uznać jej władzy nad wojskiem i flotą. Dlatego też masowo mnożyły się egzekucje dokonywane przez władczynię na buntujących się żołnierzach i oficerach. Także Mandalore analizujący bezustannie przyczyny klęski pod Coruscant i pojmanie Dromy coraz bardziej utwierdzał się w przekonaniu o zdradzie Aleemy, która tymczasem próbując swego uwodzicielskiego czaru, starała się omotać wodza. Ten jednak, związany przysięgą wierności i honorowym przyrzeczeniem wiernej służby swemu dowódcy, pozostawał nieugięty. Widząc zaś, że jego monity dotyczące uwolnienia Dromy z rąk Zakonu trafiają w próżnię postanowił działać za plecami Lady Keto, która w międzyczasie przygotowywała się do ataku na Kemplex IX, które jak sądziła, po wykryciu dywersji Ulica, pozostało ponownie bezbronne.

     W całkowitej tajemnicy przed Aleemą, której zdrady był teraz pewien, Mandalore udał się najszybciej jak to tylko możliwe na Yavin IV, na spotkanie z mężczyzną, którego widział do tej pory tylko raz, ale o którym wiedział, ze jego pan darzy go wielkim szacunkiem, z Exarem Kunem. Na pokrytym dżunglą księżycu, dumny wojownik, władca wszystkich, zjednoczonych klanów Mandalorian, klęknąwszy w pyle, błagał Mrocznego Lorda Sithów o pomoc dla swego dowódcy i przyjaciela. W tamten chłodny wieczór potężny Sith nie odwrócił się od swego sojusznika, nie pozostał głuchy na prośby jego sługi, ale wiedziony solidarnością z bratem w Mroku, zabrawszy ze sobą jedynie garstkę najwierniejszych przybocznych massasskich wojowników, udał się na Coruscant, aby ocalić życie Dromy.

     Wkraczając na salę posiedzeń senatu Republiki, Exar Kun za pomocą swoich czarów owładnął umysłami wszystkich znajdujących się tam osób poza garstką Jedi. Pokazując im swoją potęgę, raz na zawsze uzmysłowił wszystkim jak wielka przepaść dzieli światy Jedi i Sith, manipulując zaś dowolnie kanclerzem Republiki pokazał wszystkim, jakim słabym i bezbronnym narzędziem są w konfrontacji z użytkownikami Mocy. Udowadniając całkowitą zależność Republiki od Zakonu Jedi, Kun ośmieszył dewocyjne przekonanie senatorów o więzi spajającej w „szlachetności” Jedi i innych ludzi, oddanych im pod „opiekę”. Kun bez problemu uwolnił Dromę, a w czasie pokazu swej potęgi zabił w pojedynku na miecze świetlne mistrza Jedi Vodo-Siosk Baasa, swego dawnego nauczyciela i mentora.

     Uwolniony Droma udał się wraz z Mandalore i Kunem na Yavin IV, gdzie wódz mandaloriańskich klanów przedstawił Kapłanowi Krath dowody świadczące o zdradzie Aleemy. Ulic był już jednak świadom roli jaką odegrała w całej tej sprawie Lady Keto. Zrozumienie zaś faktu, że został wykorzystany najpierw dla pozbycia się z jej drogi Satala, a później umożliwienia jej przejęcia kontroli nad całym Obrządkiem sprawiło, że Droma nie tylko postanowił raz na zawsze uwolnić się od wpływów tej kobiety, ale także zaczął coraz częściej rozpamiętywać swój związek z Nomi Sunrider. Nie dając jednak nic po sobie poznać, przyjął gościnnie swą dawną kochankę na Yavin IV, udając równocześnie, iż oddaje jej honor dowodzenia najbliższym atakiem sił krathańskich na Kemplex IX.

     Aleema była niesłychanie dumna, że osobiście będzie dowodzić działaniami w sektorze Auril. Było to dla niej tym ważniejsze, że pro-ulicowska opozycja w armii została teraz ostatecznie przekonana do niej i to przez samego Dromę, który powierzył jej dowództwo, co jak sądziła było oznaką uznania i szacunku. Dlatego nie zastanawiała się nawet, dlaczego Exar Kun na jej dowódcę polowego wyznaczył swego ucznia Credo, który zawiódł go w poprzedniej misji, i dlaczego cieszący się uznaniem Dromy Mandalore został pozbawiony dowództwa na czas trwania tego ataku. Wyposażona jednak w okręt Nagi Sadowa, na którego pokładzie znajdowała się potężna broń potrafiąca czerpać z energii gwiazd, Aleema Keto była pewna, że tak uzbrojona, nawet bez pomocy Mandalorian, odniesie łatwe zwycięstwo, które na zawsze okryje sławą jej imię. W najgorszych nawet snach nie przypuszczała jednak, że stała się ofiarą precyzyjnie zaplanowanej przez Dromę i Kuna zemsty, która dodatkowo miała położyć kres panowaniu Republiki w galaktyce.

     Na pokładzie okrętu Nagi Sadowa oddanego jej pod komendę przez Exara Kuna, Aleema wkroczyła do Gromady Crona w Sektorze Auril, aby ukryć się tam w cieniu jednej z dziesięciu gwiazd, czekając na kontratak sił Republiki. Przeciwko niej wystartowało już jednak wcześniej z Ossus na swych okrętach wojennych troje rycerzy Jedi: Qrrl Toq, Dace Diath i Shoaneb Culu, którzy teraz nakazali jej poddanie się, a zignorowani rozpoczęli ostrzał jej statku. Aleema odpowiedziała tajemniczą i potężną bronią starożytnego Dark Lorda. Zasysając niejako całą potęgę jądra jednego ze słońc, skierowała ją prosto przeciwko okrętom Jedi, zaś śmiercionośne promieniowanie gamma i rentgenowskie w mgnieniu oka zabiło wszystkich na pokładzie, pozostawiając w przestrzeni jedynie metalowe, spieczone energią słoneczną trumny, które same także ostatecznie uległy anihilacji. Ale atak Aleemy spowodował reakcję łańcuchową w jądrze gwiazdy, której nie dało się już powstrzymać żadną miarą. Zachodzące pod niewyobrażalnym ciśnieniem wybuchy termonuklearne mogły doprowadzić tylko do jednego. Do niewyobrażalnej eksplozji na skalę kosmiczną. Dokładnie tak, jak planowali to Exar Kun i Ulic Qel-Droma, powierzając Lady Keto jej „ostatnie zadanie”. Objęte jądrowym kataklizmem gwiazdy Gromady Crona przerodziły się w supernową, jakiej galaktyka jeszcze nie widziała w swej historii. Na jej drodze zagłady zaś znalazła się planeta Ossus, uznawana przez część historyków za miejsce, gdzie swe istnienie rozpoczął Zakon Jedi i gdzie znajdowała się największa w owym czasie skarbnica wiedzy i artefaktów związanych z Mocą. Właśnie dostaniu się do Wielkiej Biblioteki na Ossus służył cały misterny plan Kuna i Dromy, którzy wiedzieli, że zmuszona do ewakuacji planeta, zostanie pozbawiona obrony, a znajdujące się na jej powierzchni skarby będą dla nich łatwym łupem.

     Wysyłając Mandalora z większością jego wojowników z zadaniem zajęcia Mrocznej Cytadeli w Iziz na Onderonie, Kun i Droma przy wsparciu niewielkich sił weszli w atmosferę Ossus, aby być świadkami pospiesznej i chaotycznej ewakuacji. Na nieszczęście jednak dla Dromy, jego obecność została wyczuta przez jego brata i Nomi Sunrider. Cay na pokładzie „Nebulon Rangera” zaatakował okręt swego brata, chcąc go zmusić do wylądowania. Qel-Droma natomiast starał się za wszelką cenę uniknąć starcia, w końcu jednak otworzył ogień w kierunku myśliwca Caya i zestrzelił go.

     Cay przeżył lądowanie, ale nie zamierzał pozwolić odejść Ulicowi. Obaj mężczyźni stanęli więc naprzeciwko siebie w bratobójczym pojedynku. Walka przeciągała się, a Exar Kun nie mógł dłużej czekać. Zabierając cenne skarby skradzione przez Massassów z kolekcji Jedi, pewny, że Droma sobie poradzi, wydał rozkaz powrotu na Yavin IV. Niemal w tym samym momencie, w którym jego statek „Starstorm” opuszczał orbitę Ossus, Ulic Qel-Droma zadał ostatni, decydujący, śmiertelny cios swemu bratu.

     Przywalony ciężarem swego czynu i przez chwilę zdruzgotany jego konsekwencjami Ulic pozwolił zaskoczyć się Nomi Sunrider, która wpadłszy we wściekłość, kierowana po części przez Ciemną Stronę Mocy, zaatakowała go przy pomocy swojej medytacji bitewnej i stosując techniki mistrza Odan-Urra uczyniła ślepym na Moc. Ulic Qel-Droma w jednej chwili stracił wszystko. Odcięty przez barierę światła od przepełniającego wszystko pola Mocy był już tylko żałosnym wspomnieniem potężnego niegdyś wojownika i kapłana. Powalony na kolana, łkał tylko jak dziecko nad zwłokami swojego brata. Nie był już Najwyższym Kapłanem Krath, ani Sithem, ani nawet Jedi. Był tylko zwykłym, złamanym przez swych nieprzyjaciół człowiekiem bez domu i ojczyzny. Wygnańcem i potępieńcem, który nie mógł liczyć nawet na pogardliwe współczucie.

     Jednak koniec Dromy nie był końcem snów o potędze Obrządku Krath. Na orbicie Onderonu, nieświadomi ostatecznej klęski swego wodza, Mandalorianie, zgodnie ze swymi wcześniejszymi rozkazami, przystąpili do ataku na Iziz. Przeciwko nim, w przestworza planety wzniosło się tysiące onderońskich bestii dosiadanych przez najlepszych żołnierzy Orona Kiry i królowej Galii. Cienie wielkiej bitwy zasnuły całą powierzchnię Iziz, a krew spływająca z nieba, zapowiadała powódź śmierci i zniszczenia. I gdy wydawało się, że obrońcy miasta ulegną brutalnej pięści mandaloriańskich klanów, na orbitę planety weszły oddziały floty komandora Vanicusa. Połączone siły Onderończyków i republikanów były przygniatające, ich zwycięstwo było jedynie kwestią czasu i mandaloriańscy wojownicy wiedzieli to doskonale, lecz ich motto było proste do zapamiętania i wyryte głęboko w sercu każdego z nich: „Walczymy, podbijamy, albo giniemy”. Lecz Mandalore wiedział także, że jego powinnością jako warlorda wszystkich klanów jest zapewnić przetrwanie rasie i tradycji. Dlatego widząc zagładę swych orbitujących wokół Onderonu okrętów bojowych mógł zrobić już tylko jedno, wydać rozkaz do odwrotu. Wiedział, że jedyną szansą jego żołnierzy jest przedostanie się na znajdujący się w bezpośrednim kontakcie z atmosferą planety, porośnięty dżunglą księżyc Dxun. Faktycznie części Mandalorian udało się przedrzeć przez linie wroga i wylądować na powierzchni księżyca. Jednak ich wódź zginął rozszarpany przez dxuńskie potwory. Tradycja wojowniczego ludu musiała być jednak zachowana, dlatego jeden z wojowników, zakładając na siebie rytualną maskę, obwołał się nowym Mandalore .

     Ulic Qel-Droma został pokonany i wykorzystany przez Zakon do zniszczenia Exara Kuna. Mandalorianie zostali rozbici i musieli odbudowywać swoją potęgę w tajemnicy i ukryciu. Znaleźli się na granicy wymarcia. Do Systemu Tety wkroczyły zwycięskie wojska Republiki, a wraz z nimi armia urzędników i Jedi. Rozpoczęły się masowe proskrypcje i procesy Krathów i ich sympatyków. Pod rządami nowych karteli wydobywczych, powiązanych umowami z Republiką, przy cichej aprobacie senatu i braku sprzeciwu ze strony Jedi, powstawały obozy koncentracyjne i kolonie karne, do których tysiącami zsyłano wszystkich podejrzanych o przychylność dla krathańskiej religii, która dodatkowo została zakazana przez nowe prawo.

     Jednak szykany dotykały w większości przypadków jedynie szeregowych członków Obrządku. Większość bowiem kapłanów i mistyków (spośród oczywiście tych, którzy nie zginęli podczas Wojny Sith) zdołała zbiec w różne zakątki galaktyki. Faktycznie jednak Obrządek, jakkolwiek cieszył się nadal sporym powodzeniem społeczeństwa i w formie bezobrzędowej wyznawany był nadal chętnie przez szerokie warstwy ludności, uległ rozbiciu i przeszedł w diasporę, bez wyraźnej hierarchii i bez przywódców tak religijnych, jak i politycznych.

     W Systemie Tety nie pozostał żaden z ocalałych po wojnie kapłanów Krath. Ci zaś, którzy uciekli zaczynali życie od nowa w różnych miejscach i w różnych zawodach. Jedynie trzem spośród nich udało się zbiec z grupą licznych wyznawców. Byli to Dava Accush, Werek Qowee i Hatxhir Taldryan. Dzieląc pomiędzy siebie ocalałe okręty Dromy i jego wojsko, zdecydowali się na exodus w różne części galaktyki. Zawarli między sobą jednak przymierze, które głosiło, że co dwanaście standardowych tetańskich lat każdy z nich przyśle na spotkanie na Tecie II swojego przedstawiciela i że żaden z nich nie spocznie dopóki nie odzyskają talizmanu Krath, który wciąż znajdował się w rękach Ulica Qel-Dromy.

     Kiedy jednak minęło pierwsze dwanaście lat na planecie zjawili się jedynie przedstawiciele dwóch klanów: Taldryan i Qowee. Po Accusha zaginął wszelki ślad i do dzisiaj nie udało się ustalić, co tak naprawdę się z nimi stało. Być może opuścili galaktykę i udali się daleko poza niezbadane rejony przestrzeni kosmicznej, a być może padli ofiarą licznych w owych czasach band pirackich. W każdym razie poza wzmiankami w rocznikach Taldryan, że w ogóle istnieli, nie zachowały się po nich żadne inne ślady.

     Spotkanie Taldryan i Qowee nie przebiegało w przyjaznej atmosferze. Żadnemu z klanów nie udało się odzyskać talizmanu Krath, Accusha zaginęli bez wieści, a w dodatku przedstawiciele obu rodów mieli inne spojrzenie na przyszłość Obrządku. Podczas gdy Taldryan proponowali zjednoczenie i odbudowę świetności Krath na którymś z odległych, zamieszkałych przez prymitywne ludy światów Zewnętrznych Rubieży, Qowee byli ogarnięci obsesją pozyskania dla swej sprawy Ulica Qel-Dromy i uczynienia go na powrót Najwyższym Kapłanem. Nie docierały do nich żadne argumenty, które mogłyby ich od tego odwieść. Nie rozumieli, że podobne próby nie dość, że bezcelowe, były w dodatku śmiertelnie niebezpieczne, gdyż mogły zdekonspirować Krathów i wystawić ich na łatwy łup Zakonu, który przekonany był, że całkowicie wytępił wszystkich „heretyków”. Hatxhir nie mógł pozwolić, aby obsesja Wereka Qowee zniweczyła jego długofalowe plany. Zmuszony do natychmiastowego działania, wydał polecenie śledzenia statku wysłanego przez konkurencyjny klan na Tetę II, gdy zaś ostatecznie potwierdził jego współrzędne, wydał swym wojskom rozkaz ataku i eliminacji przeciwnika. Zaapelował przy tym do swych żołnierzy, aby postarali się przeciągnąć na jego stronę jak najwięcej ludzi, lecz także, aby zabili wszystkich bez wyjątku przedstawicieli rodu Qowee, w tym także kobiety i dzieci.

     Rzeź do jakiej doszło na Derban Amor doprowadziła do niemal totalnej eksterminacji ludzi Wereka, bowiem niewielu z nich zdecydowało się na przyłączenie do Taldryan. Cel Hatxhira został jednak osiągnięty. Cały Obrządek Krath znalazł się teraz pod przywództwem jednego człowieka, człowieka co prawda silnego militarnie i potrafiącego zapewnić sobie posłuszeństwo Krath, ale pozbawionego umiejętności władania Mocą, przez co ograniczonego w wykonywaniu posługi kapłańskiej. Zresztą Obrządek stracił już wcześniej wszystkich swoich władających Mocą kapłanów i teraz ewoluował w stronę organizacji militarnej, a nie religijnej, opartej o mistycyzm rytualny i kręgi wtajemniczenia.

     Przez wiele pokoleń Krath czcili i kultywowali tradycję przodków, ale niemal zapomnieli znaczenia obrzędów, które odprawiali bardziej z przyzwyczajenia niż rzeczywistej potrzeby, zatarciu zaś uległy wszelkie kanony wiary. Religia stała się jedynie przedmiotem instrumentalnego traktowania, a starożytne zasady straciły rację bytu. Życie w izolacji od wpływów wielkiego świata pozwalało co prawda kulturze Krath egzystować w niezmienionej przez wieki formie, była to jednak duchowa wegetacja, za którą próżno było doszukiwać się pierwotnych treści. Słowa takie jak Sith, Droma, Kun czy Mandalore nabrały mistycznego znaczenia i choć istniały zapiski historyczne mówiące o minionych dziejach, historia Krath otoczona została mitami, aż w końcu stała się jedną wielką legendą. Przekazywaną z ust do ust, ale traktowaną jako bajka.

     Minęło prawie 1500 lat od czasów Wojny Sith, kiedy na planecie Ozzmah, tej samej na której schronili się po bitwie na Derban Amor Krathowie, wylądowali pierwsi obcy. Byli to wynajęci przez Huttów łowcy niewolników dowodzeni przez Antrociusa Xenatepę, Lorrdianina żywo interesującego się historią i archeologią, zmuszonego w wyniku przedziwnych zdarzeń losowych do pracy dla przestępczej organizacji huttyjskiej, na czele której stał Bromga Huttessa.

     Oglądając prastare budowle Krathów i studiując ich rytowniczy, starożytny język, Xenatepa wiedział, że oto otwiera się przed nim szansa na zrealizowanie swego największego marzenia, dostania się do Instytutu Archeologii na Coruscant. Wiedział, że odkrycie zaginionej, nieznanej kultury może być jego przepustką na salony republikańskiej nauki.

     Zafascynowany spotkaną cywilizacją studiował dokładnie jej historię, uczył się jej języka, zamieszkał nawet wśród ludu Taldryan i przyjął jego obyczaje. W krótkim czasie zyskał sobie także szacunek i uznanie. Wymownie pomogło mu w tym jego lorrdiańskie pochodzenie, które z jednej strony sprawiało, iż miał całkowicie podobny do człowieka wygląd, a z drugiej dawało mu prawdziwe mistrzostwo w porozumiewaniu się bez słów i naśladowaniu mowy dowolnych osobników.

     Antrocius Xenotepa znał jednak dobrze historię Republiki i słyszał o Wojnie Sith, w końcu także, kiedy w pełni zrozumiał pismo i mowę ludu Taldryan, odkrył całą prawdę o pochodzeniu mieszkańców Ozzmah. Wyciągnął na światło dzienne, to co przed wiekami ukryli sami przed sobą i o czym w końcu zapomnieli. Podniecenie, które go w tamtym momencie ogarnęło sprawiło, że Lorrdianin zapragnął zejść do doliny, w której pochowano przed wiekami ostatnich kapłanów Krath i rozpocząć wykopaliska. Wiedział jednak, że wszystko musiało zostać utrzymane w tajemnicy tak przed Huttami, jak i Republiką. Wykorzystując swój spryt i szacunek, jakim cieszył się wśród Taldryan tak pokierował wydarzeniami, aby doprowadzić do zamordowania wszystkich przebywających z nim na planecie ludzi Huttów. Teraz nieskrępowany przez nikogo, namówił mieszkańców Ozzmah, aby rozpoczęli odkopywanie wykutych głęboko w ziemi grobowców Hatxhira Taldryan i jego potomków Hadriana i Sadahala. Prace trwały wiele miesięcy i pochłonęły wiele ofiar śmiertelnych, bowiem miejsce wykopalisk ciągle nawiedzały jakieś katastrofy. Z każdym zaś zabitym górnikiem gęstniała wokół cmentarzyska atmosfera Ciemnej Strony Mocy i coraz więcej Taldryan zaczynało wpadać w dziwny do wytłumaczenia trans, przypominający opętanie. Aż w dniu, w którym kilofy kopaczy uderzyły o żelazne wrota katakumb, nad Doliną Świętych, jak nazywano miejsce pochówku dawnych władców, oczom robotników i Xenotepy ukazał się tajemniczy obłok energii, który zaatakował i przeniknął ciało Lorrdianina.

     Przez wiele miesięcy Antrocius leżał w śpiączce, na granicy życia i śmierci, doglądany troskliwie przez swą taldryańską żonę, Nuubię, a w tym czasie inni mieszkańcy Ozzmah zaczęli odprawiać dawno zapomniane obrzędy. Wybudowali nowy ołtarz Kratha i rozpoczęli składanie ofiar ze zwierząt i własnych dzieci. Podczas święta, które nazwali Dniem Czarnego Słońca, zabili wszystkich pierworodnych synów, a ich krwią napełnili wyniesione wcześniej z komnaty grobowej Hatxhira kruże. Gdy zaś Dzień Czarnego Słońca zakończył się, Xenotepa wstał z łoża śmierci niczym nowonarodzony, aby ogłosić się nowym Najwyższym Kapłanem Krath. Przepełniony teraz duchem ożywionego ofiarą z ludzkiej krwi Hatxhira, Lorrdianin nakazał Krathom budowę wielkiej świątyni, sam zaś wyruszył na poszukiwania talizmanu Krath, o którym słyszał jeszcze na długo przed odkryciem Ozzmah, jednak wtedy traktował wszelkie informacje na jego temat jak legendy.      Antrocius rozpoczął dokładne poszukiwania talizmanu. Zbadał wszelkie tropy i pogłoski. Udał się na Coruscant, do głównego archiwum Republiki, na Ossus, na Cinnagar, a nawet na Yavin IV. Prywatne śledztwo zaprowadziło go do komnat najgroźniejszych przestępców i przemytników w galaktyce, jak i najznamienitszych uczonych i badaczy tamtego okresu. Wszystko jednak na próżno. Każdy trop, który podjął, okazywał się ostatecznie fałszywy. Krath jednak nie rezygnował. Tymczasem mijały miesiące i Huttowie zaniepokoili się brakiem wieści od swego podwładnego. Nie mogąc zaś namierzyć żadnego z jego ludzi, wynajęli łowców nagród, którzy mieli dostarczyć Xenotepę żywego lub martwego przed ich oblicze. Przekonani bowiem byli, że ten zdradził ich i wraz z pozostałymi członkami swojego oddziału łowców niewolników rozpoczął samodzielny interes.

     W połowie 2205 roku przed BY Xenotepa wylądował na Rhen Var, gdzie jak udało mu się ustalić w roku 3986 lub 3985 przed BY, z rąk mężczyzny o imieniu Hoggon zginął Ulic Qel-Droma, jeden z największych w historii, upadły niestety, Wielki Kapłan Krathów. Pokryta wiecznym lodem mała planetka stała się więc grobowcem tego, który ostatni widział na własne oczy talizman Krath i nowy kapłan Obrządku miał nadzieję, że być może właśnie tu, na tym niezamieszkałym świecie, uda mu się znaleźć rozwiązanie zagadki.

     Poszcząc przez dwanaście dni i nocy Antrocius odprawiał na lodowej pustyni zaklęcia i rytuały, którymi miał nadzieję przebudzić ducha Dromy, aby ten wskazał mu położenie relikwii Krath. Na próżno jednak. Odpowiadał mu tylko mroźny wiatr i śnieżne burze. Wyczerpany postem i złamany przez morderczą aurę planety, Lorrdianin poddał się z zamiarem powrotu na swój statek i opuszczenia Rhen Var jeszcze przed wschodem słońca. Słaniając się na nogach, wracał w kierunku lądowiska, kiedy nagle zawaliła się pod nim ziemia i spadł w wielki lodowy tunel ciągnący się kilometrami pod powierzchnią planety. Pozbawiony pożywienia, zagubiony w niekończącym się korytarzu, zaniechał walki o przetrwanie i czekał już tylko na sen, który miał mu przynieść śmierć przez zamarznięcie. Jednak żyjący w nim duch Hatxhira Taldryan nie zamierzał dać się pożreć nicości i w ostatnim desperackim akcie woli wykrzyczał w lodowej pułapce imię Dromy, przeklinając go za jego słabość i uległość wobec Zakonu Jedi. Skumulowana w tym wybuchu ogromna energia nienawiści i gniewu sprawiła, że z Mroku wyłoniła się ta cząstka ducha Ulica, która na zawsze została skażona trucizną Sith. Migotliwy i słaby, ale na chwilę wyrwany z otchłani duch Dromy wskazał Xenotepie drogę wyjścia i miejsce, gdzie ukrył wszystkie swe rzeczy.

     Ogarnięty nowym zapałem, zapominając o zmęczeniu, przeniknięty Ciemną Stroną Mocy, Lorrdianin zaczął za pomocą klamry swego pasa kuć w lodowej niszy, którą wskazał mu duch. Trwało to wiele godzin, ale kiedy ustąpiła ostatnia przeszkoda, Xenotepa trzymał w swych rękach skórzany wór, w którym oprócz szat liturgicznych i zwykłych ubrań, zawinięty w wyświechtany kawałek włókna spoczywał talizman Krath oraz amulet w formie rękawicy połączonej łańcuszkami z bransoletą. Ten sam, który Satal Keto otrzymał przed wiekami od ducha Nadda. Antrocius założył amulet i talizman, i choć nigdy wcześniej nie zdradzał żadnych oznak wyczulenia na Moc, w jednej chwili poczuł jak jakaś nieznana siła przepływa przez jego ciało i napełnia je energią. W jednej sekundzie stał się władcą, ale i niewolnikiem, umieszczonego w talizmanie kryształu.

     Lorrdianin wrócił na Ozzmah całkowicie odmieniony. Władczy, wyniosły i okrutny. Zamieszkał w świątyni, którą jeszcze przed odlotem na poszukiwania nakazał wybudować klanowi Taldryan, i odprawiał krwawe rytuały, które napełniały go jeszcze większą siłą. Religia Krath znowu nabrała głębszego sensu, a kasta kapłanów na powrót przejęła władzę nad całym ludem. Ogarnięty postępującym szaleństwem Xenotepa zapragnął podboju. Tymczasem lud Ozzmah był zacofany, nieliczny i słaby tak gospodarczo, jak i militarnie. Jednak rojenia władcy były silniejsze niż zdrowy rozsądek.

     W 1997 roku przed BY Xenotepa poprowadził swój lud na krucjatę przeciwko sąsiednim planetom, zamieszkałym przez wędrujące plemiona Phindianów zesłanych tu po „odnowie” przez Syndykat .

     Niewiele dzisiaj wiadomo o tej wojnie, bowiem od czasu „szaleństwa Xenotepy” nikt z klanu Taldryan nie zajmował się spisywaniem wydarzeń. Wszelkie relacje z tego okresu pochodzą więc z informacji zebranych przez zespoły badawcze z okresu Imperium Galaktycznego, według których w konflikcie mieli wziąć udział nie tylko Krath i plemiona Phindianów, ale także sam Syndykat i Huttowie. Udało się natomiast ustalić ponad wszelką wątpliwość, że Xenotepa zginął w zasadzce w pobliżu Unstrel VIII, przygotowanej przez pracujących dla Huttów łowców nagród, zaś Krathowie zostali doszczętnie rozbici przez siły Syndykatu, wszyscy zaś ocaleni z pogromu zostali sprzedani w niewolę przez huttyjskich handlarzy niewolników. Do dzisiaj pozostaje jednak niewyjaśniony pewien wątek tej sprawy. Otóż ciało Xenotepy i znajdujące się w jego posiadaniu artefakty Sith i Krath nigdy nie dotarły do pałacu Bromgi Huttesse. Padły one bowiem łupem tajemniczego Mrocznego Jedi, ukrywającego się pod imieniem Asttabull, który samotnie napadł na wracających ze swym łupem łowców Bromgi i o którym po tym wydarzeniu ślad zaginął.

     Po wojnie Xenotepy Obrządek Krath właściwie przestał istnieć. Najwyższy Kapłan poniósł śmierć, cała populacja lubu Taldryan zginęła albo dostała się do niewoli, Ozmmah została zrównana z powierzchnią ziemi, talizman zaś zaginął bez śladu. Przez ponad 1900 lat nie pojawiła się żadna wzmianka o Krath i ich religii. Nic więcej, niż legendy opisujące zamierzchłe dzieje Wojny Sith.

     Odrodzenie Obrządku przyniosły dopiero narodziny Imperium Galaktycznego pod berłem Imperatora Palpatine’a, który jeszcze jako Darth Sidious, około roku 72 przed BY, rozpoczął gromadzenie wszelkich danych i artefaktów dotyczących użytkowników Ciemnej Strony Mocy. Jako potomek Mrocznych Lordów był pierwszym, który skończył z rządzącą od czasów bitwy pod Ruusan zasadą ustaloną przez Darth Bane’a, konstytuującą istnienie tylko dwóch Sithów jednocześnie: Mistrza i ucznia.

     Kiedy ostatecznie w roku 32 przed BY Palpatine został Wielkim Kanclerzem Republiki, rozpoczął wielki projekt odbudowy potęgi Imperium Sith. Setki młodych ludzi z całej galaktyki wrażliwych na Moc trafiło do tajnych akademii, gdzie w ograniczonym stopniu uczyli się posługiwać Ciemną Stroną Mocy. W przyszłości dzieci te miały zostać łowcami Jedi, imperialnymi Inkwizytorami oraz specjalnymi, wtajemniczonymi w obrządki Wewnętrznego Kręgu agentami na usługach Imperatora. Część z nich zaś miała przeczesywać galaktykę w poszukiwaniu pozostałości po starożytnych Mrocznych Jedi.

     Jednym z takich imperialnych „archeologów” była Arania Lawakiro, ulubienica Palpatine’a z akademii na Byss i jego kurtyzana, która błyskawicznie pięła się po szczeblach kariery w Wewnętrznym Kręgu, aż do godności Woli Imperatora (Will of Emperor). Imperator prowadził ciekawą politykę wobec swoich Mrocznych Jedi. Z jednej strony wydawało się, że nadal kultywuje tradycję zapoczątkowaną przez Bane’a, otaczając się zawsze w bezpośredniej odległości tylko jednym Sithem, którego nazywał swoim uczniem. Z drugiej jednak, w tajemnicy przed swymi, zdać by się mogło zaufanymi sojusznikami, powierzał innym adeptom Mrocznej Ścieżki obowiązki wskrzeszania starodawnych obrządków lub przejmowania kontroli nad innymi, istniejącymi w ukryciu. Sam także tworzył coraz to nowe bractwa i zakony, z których jedne nie wiedziały o istnieniu drugich. Dodatkowo przygotowywał armię mrocznych urzędników, którzy docelowo mieli przejąć w jego imieniu władzę w Imperium z rąk wojskowych i biurokratów. Jednak w tym pozornym nieładzie i niezdecydowaniu, którą drogą podążać, kryła się metoda, zwana przez samego Palpatine’a Nauką Ciemności. Chodziło w niej mianowicie o to, aby zgłębić wszystkie, absolutnie wszystkie istniejące i odkryte drogi prowadzące do kontroli nad Ciemną Stroną Mocy, aby następnie czerpiąc z każdej co najlepsze, odnaleźć arcyskuteczną jej formę.

     W wielkim planie Imperatora swoje miejsce miała i Arania, która doskonale sprawdziła się w czasach Czystki i która teraz została wysłana na Odległe Rubieże, aby poszukiwać zaginionych artefaktów Ciemnej Strony Mocy. Ona właśnie na jednej z nieoznaczonych na galaktycznych mapach, nie mających nazwy planet odkryła groby Sithów pokonanych podczas trwających 1400 lat wcześniej wojen wewnętrznych przez konkurencyjne ugrupowanie. W jednym zaś z tych grobowców odnalazła artefakty należące niegdyś do Ulica Qel-Dromy, a przed nim do Nadda i Satala Keto. Lawakiro odszukała także ukryty na cmentarzysku holocron opowiadający dzieje Wojny Sith i Obrządku Krath.

     Dumna i szczęśliwa ze swych zdobyczy udała się na Coruscant, aby o wszystkim powiadomić Imperatora. Jakież było jednak jej zdziwienie, kiedy w drodze do stolicy Imperium została pojmana przez imperialnego inkwizytora Melana Pyrra i w charakterze więźnia odstawiona na Byss, gdzie miała stanąć przed Wielkim Inkwizytorem Tremaynem oskarżona o zdradę stanu.

     Okazało się bowiem, że Najwyższy Prorok Imperatora Kadann przewidział w jednej ze swoich wizji, jak kobieta staje na czele wielu Mrocznych Jedi i nazywana jest przez nich Najwyższym Kapłanem. Los Aranii wydawał się przesądzony, tym bardziej, że wizje Kadanna potwierdził Jedgar, Wielki Prorok Imperatora.

     Wyrok Inkwizycji był jednoznaczny – śmierć. Na egzekucję do cytadeli Forrsth przybył osobiście sam Imperator i to właśnie uratowało życie kobiety. Ta bowiem w swym ostatnim życzeniu zapragnęła po raz ostatni złożyć hołd Palpatine’owi. Podczas spotkania Darth Sidious, wykorzystując swoją potęgę Mocy, poddał Aranię osobistemu przesłuchaniu, nie znajdując zaś w niej nawet cienia złych intencji, uwolnił ją i przywrócił do łask. Pomny jednak wizji swych proroków „zesłał” ją na Fortis Mundi, gdzie miała zająć się szkoleniem kilku wiedźm uprowadzonych z Dhatomiry.

     Tymczasem Imperator studiował holocron i artefakty dostarczone mu przez Melana Pyrra. Z każdym zaś kolejnym dniem utwierdzał się w postanowieniu, że należy wskrzesić zapomniany Obrządek Krath. Czując jednak moc talizmanu postanowił ukryć go i nie dawać go Pyrrowi, któremu nakazał reaktywację Obrządku.

     Pozbawiony talizmanu, ale wyposażony w amulet Satala Keto i środki z kasy Imperium, Pyrr rozpoczął na Merel budowę ołtarza i świątyni Krath oraz szkolenie przysłanych mu do pomocy przez Imperatora młodych akolitów Sith. W krótkim czasie wybudował także bibliotekę, w której zaczęły powstawać pisane w krathańskim języku traktaty i rozważania historyczne. W końcu pewnego dnia Merel odwiedził sam Imperator i w świątyni Krath, odziany w rytualne szaty i talizman, odprawił liturgię na cześć Kratha. Wtedy to właśnie doznał mistycznego oświecenia i zespolenia z „duchowym wymiarem wszechświata”, co skłoniło go w przyszłości do rozpoczęcia prac nad swym dziełem „The Creation of Monsters” .

     Z każdym rokiem szeregi Obrządku powiększały się o nowych adeptów, słanych na Merel przez Wewnętrzny Krąg z całej galaktyki. W roku bitwy o Yavin struktury Krath liczyły już ponad siedmiuset członków, z czego ponad połowę stanowili w pełni już ukształtowani Mroczni Jedi, potrafiący kontrolować i posługiwać się Mocą.

     Bitwa o Yavin i następujące po niej lawinowo wydarzenia sprawiły, że Imperator większość swego czasu zaczął poświęcać zagadnieniom innym, niż szkolenie przyszłych mistrzów Ciemnej Strony Mocy. Pozbawione ścisłego nadzoru szeregi wciąż jeszcze młodych i porywczych adeptów Mrocznej Ścieżki, zaczęły być toczone przez zazdrość i zawiść. Wśród adeptów zaczęło dochodzić do kłótni i otwartych, zbrojnych wystąpień przeciwko sobie. Szerzyły się ofiary niewłaściwego wykorzystania Mocy. Także wśród Krath. Pozbawiony zaś wsparcia Imperatora Pyrr, bojący się przyznać przed Palpatinem do porażki, tracił coraz bardziej kontrolę nad Obrządkiem. W końcu ta całkowicie wymknęła mu się z rąk.

     Pyrr został wyzwany przez cieszącego się uznaniem licznej grupy renegatów Mrocznego Jedi o imieniu Ursah Lall i zabity przez niego na stopniach schodów prowadzących do świątynnego westybulu. Wkrótce buntownicy przejęli kontrolę nad całą planetą, więżąc wszystkich oponentów w lochach pod świątynią.

     Imperator był właśnie w drodze na drugą Gwiazdę Śmierci, kiedy wyczuł zaburzenia Mocy, spowodowane wydarzeniami na Merel. Choć dużo ważniejsze sprawy zaprzątały mu teraz głowę, Imperator nie należał do osób, które pozostawiały bieg wydarzeń samemu sobie. Z pokładu swojego promu skontaktował się z wygnaną na Fortis Mundi Alanią Lawakiro i rozkazał jej udać się wraz z jej wiedźmami na zbuntowaną planetę i przywrócić tam porządek. Na spotkanie wysłał jej jednego ze swych gwardzistów, Tedara Havoca, który przed lądowaniem na Merel miał jej dostarczyć talizman Krath.

     Uzbrojona w talizman, który przepełnił ją wielką mocą, otoczona zastępem swoich doskonale wyszkolonych wiedźm, Arania nie miała najmniejszego problemu ze spacyfikowaniem planety i zaprowadzeniem na niej spokoju. Zabijając za pomocą spektakularnej iluzji Ursaha Lalla i jego najwierniejszych kapitanów, wymusiła posłuch pozostałych buntowników i wznawiając modły Obrządku czekała na dalsze rozkazy Palpatine’a. Jak jednak wiemy te nigdy nie nadeszły.

     Śmierć Imperatora na pokładzie Gwiazdy Śmierci załamała Aranię, która wciąż kochała swego władcę, pomimo, że już od lat nie dzieliła z nim łoża. Pogrążona w żalu i smutku kobieta przez trzydzieści tygodni odprawiała modły w intencji swojego Mistrza, które do historii przeszły jako Palpatinealia. Po okresie żałoby dźwignęła się jednak z kolan i ogłosiła Najwyższą Kapłanką Krath.

     Przez wiele lat budowała potęgę Obrządku, a kiedy nadarzyła się okazja oddała się pod wojskową opiekę Wielkiego Admirała Ronina i jego Imperatorskiego Młota. Zasiadła także jako przedstawiciel Krath w Mrocznej Radzie na Eos, stworzonej przez Mrocznych Jedi, założycieli Dark Brotherhood, skupiającego Sithów, Krathów i Obelisków oraz czczącego pamięć Imperium i Imperatora.

 

SUPLEMENT
 

     Dzisiaj Obrządek Krath, inaczej niż było to wieki temu, skupia wyłącznie osoby świadome Mocy i potrafiące z Niej korzystać, które postanowiły szukać na Mrocznej Ścieżce swej własnej drogi. Krathowie to przede wszystkim wielcy mistycy, badacze i filozofowie, którzy nieustannie poszukują odpowiedzi na pytanie o sens istnienia, wierząc, że istnieje nieśmiertelna więź pomiędzy świadomym wszechświatem, reprezentowanym metafizycznie przez awatary i emanacje, a potrafiącymi odczuwać obecność Mocy istotami. Podczas swych obrzędów i odprawiania czarów nader często są oni bowiem świadkami połączenia ze światem bezcielesnych form energii, reprezentujących stany świadomości, będących inteligentnymi bytami, które dzięki Mocy egzystują poza granicami widzialnego świata.

     Krathowie swoją siłę i wiarę czerpią z Ciemnej Strony, lecz nie oznacza to, że są jej niewolnikami. Wręcz przeciwnie, rzadko kiedy któryś z nich upada i daje się zatracić w Ciemności. Większość Krathów to Sithowie lub Mroczni Jedi, ale nie wszyscy. Zdarzają się i tacy, którzy wciąż wierzą, że pozostają Jedi, pomimo, że przeszli krwawą komunię wtajemniczenia. Ci wydają się żyć w ułudzie.

     Zdecydowana większość Krathów to członkowie Rodów, reprezentujących siedem wielkich Klanów, które wspólnie tworzą Mroczne Bractwo. Na czele Obrządku stoi zaś Najwyższy Kapłan Dark Adept Mairin Astoris.

Rody (w kolejności alfabetycznej reprezentowanych Klanów):
Ród Dominatus Klanu Alvaak
Ród Qel-Droma Klanu Arcona
Ród Marka Ragnos Klanu Naga Sadow
Ród Aleema Klanu Satal Keto
Ród Acclivis Draco Klanu Scholae Palpatinae
Ród Ektrosis Klanu Taldryan
Ród Gladius Klanu Tarentum

 

III – BRAKUJĄCE STRONICE
 

     Przyjmuje się, że po tym jak Qel-Droma, Kun i Manadalore zostali pokonani przez Republikę i Jedi, Krath ulegli niemal całkowitej zaglšdzie w trwających przez wiele tygodni walkach. Jedynie nielicznym udało się uciec i przedostać do Systemu Parmeli, ale wśród nich nie było nikogo spośród najwyższego szczebla wtajemniczenia. Z Cinnagar udało im się wywieźć jedynie kilka holocronów i zwojów z wiedzą Krath, w tym jeden z najważniejszych zawierający tajemny alfabet runiczny, dzięki któremu można było odszyfrować formuły pozwalające przywoływać awatary i bestie Mocy. Niestety w trakcie ucieczki zaginęły insygnia Sithów oraz talizman Krath, który odnaleziony został dopiero kilka lat temu przez Krath High Priesta AD Melana Pyrra. Pozbawieni przywództwa najznamienitszych, którzy zginęli pod mieczami Jedi, Krath prowadzili żałosną egzystencję, która pozwalała im jedynie na przetrwanie, ale nie na rozwój. Stopniowo więc zaczynali popadać w marazm, a ich świetność stała się jedynie mglistym wspomnieniem. Ich szeregi topniały z każdym pokoleniem, a nowi Krath dysponowali jedynie ułamkiem wiedzy swoich przodków. Wielu z nich odwróciło się całkowicie od Mrocznej Ścieżki zajmując się handlem bądź uprawą roli. Podobnie jak większość Mrocznych Jedi, Krath byli bliscy wyginięcia, kiedy młody adept Mocy Sidious, który z czasem przyjšł przydomek Dartha, zainteresował się holocronami, które były w ich posiadaniu. Nie zrażony słabością współczesnych sobie Krath, odkrył jak wielki potencjał niesie ze sobą wiedza, po którą nie odważyli się sięgnąć od stuleci. Zafascynowany starożytną potęgą Krath, SIdious wykorzystał ich doświadczenia do odbudowy Zakonu Mrocznych Jedi i poszerzenia swego politycznego władztwa:

     „At the height of New Order, long before the Rebellion gained its first victories, Palpatine would vacation on Byss and entertain his circle of intimates. Beings of great intelligence, they had proven their loyalty to their Master. Guests at the Palace were soon indoctrinated into the ways of the Dark Side. Unlike many of the Emperor’s other servants, a number of these were aliens. Most of these individuals had already mastered the unique sorceries of their species, and the Emperor has brought them to Byss as much to study their knowledge as to train them in his. While none of them were permitted to advance far compared to Palpatine’s own level of power, they did become quite powerful indeed. Some were taught ways of combat and made into Dark Jedi. Others joined the elite of Imperial functionaries, traversing the galaxy and seeing to the proper enforcement of Palatine’s decrees. Still others were courtiers at the Palace in the new capital on Byss. Whatever they do, they enact the Emperor’s will and policies with his total trust and confidence because their link to him through the Force allows him to always observe them. Before the Emperor’s defeat, many had been gathered into the Imperial Ruling Council. It had been planned that eventually these adepts would replace the system of Moffs, Grand Moffs and governors, instituting a Dark Side Theocracy. With his adepts securely in power, they were to participate in experiments on the „Science of Darkness”, feeding on and draining the life essence of the citizenry.”

     Powyższy fragment pochodzący z The Dark Empire Sourcebook jasno pokazuje, że Imperator przejęty zdobytą w młodości nauką Krath zamierzał wprowadzić porządek oparty na mistyczno-religijnym fundamencie wymyślonym przez Keto i Aleemę przed tysiącami lat. To właśnie dzięki zakrojonym na szeroką skalę akcjom Imperatora, w tym także utworzeniem przez niego Shadow Academy, liczba adeptów Ciemnej Strony rosła z roku na rok, a wśród nich oprócz Sithów szkolono także Krathów i Obelisków. Dzięki posiadaniu władzy politycznej, która dawała mu możliwość przeczesywania galaktyki w poszukiwaniu informacji, Imperator w krótkim czasie odnalazł wielkie zbiory starożytnych holocronów i ksiąg:

     „With the resources of a galaxy at his disposal, he gathered the greatest works of knowledge from over a million worlds. He studied the Force in all its guises throughout the galaxy, whether it was the shamanism of Jarvashquiine or the tales of Tyia. Coupled with perversions of the secrets he ripped from living minds of Jedi he captured during the Purge, he learned more than ever expected. […] He sifted this lore till he could find every secret he needed to continue his studies. He had long ago gone beyond any knowledge to be found in the recovered teachings of the Krath or the Heresiarchs. Since then, his studies had principally been experimental. He gathered this knowledge, mostly crude and simplistic variations on traditional Jedi teachings, into great assemblage of Dark Side Lore. He completed two volumes in the Dark Side Compendium: The Book of Anger and The Weakness of Inferiors. The Emperor’s third volume, The Creation of Monsters, is still in manuscript…” – the Dark Empire Sourcebook.

     Krath, jakkolwiek nie są wojownikami, stanowią jednak śmiertelne niebezpieczeństwo dla wszelkich swoich wrogów. Jako Jedi obdarzeni największą wiedzą i szkolący się we wpływaniu na innych potrafią zmusić swych adwersarzy, aby ci walczyli między sobą. Oni także tworzą historię Mrocznego Bractwa i chronią od zapomnienia starożytne sekrety Mrocznej Ścieżki. Bez Krath niemożliwa byłaby organizacja sprawnie funkcjonującego tworu politycznego. W obrębie takich tworów Krath pełnią społecznie funkcje urzędników. Tam, gdzie na nic zdaje się potęga floty i siła ognia oraz stali, tam cierpliwość Krath i ich umiejętność sterowania ludźmi przynoszą Mrocznym Jedi nieocenione korzyści.

Za zgodą HP Arani Lawakiro oraz KP Rastaline’a Majerle
PRT Ahriman’sabaoth(Krath)/Ektrosis of Taldryan
Tyro of Hex Phyle {SA:Core} {IWATS:Core}
„Cuius est solum, eius est usque ad coelum, ad sidera, ad infinitum”

 

 

Od autora:
Większość z tego to niestety informacje niekanoniczne, bowiem Krath nie są zbyt dobrze opisani przez oficjalną bibliografię lucasowską. Jedyne informacje o Krath, nie licząc serii komiksów opowiadających o starożytnej historii i Wojnie Sithów (o tym nie będę pisał, bo masz wszystko niemalże na ten temat na stronie BotS, tylko że rozdzielone na kilka części w biografiach Sithów, a ponadto zarys historii Krath można znaleźć w necie) to krótkie wzmianki na ich temat w The Dark Empire Sourcebook i „czymśtam” Lei Organy (zresztą to poprzez holocrony, które znalazła Organa dowiadujemy się o istnieniu Krath po raz pierwszy). Dlatego niemal wszystko, co dotyczy Krathów po upadku Qel-Dromy jest tworzonym od niemalże sześciu lat z górą fanficem, który jednak bardzo dobrze przyjął się wśród społeczności GW, szczególnie w Stanach i Kanadzie, a już na pewno jest uznawany za kanon przez internautów, będšcych miłośnikami gwiezdnej sagi.
 

Pierwotnie tekst składał się z trzech odrębnych części, napisanych przez Ahrimana’sabaotha na podstawie badań obrządku Krath i jego własnych. Powyższa kompilacja nie ingeruje w treść żadnego z rozdziałów, a tylko scala je w jeden tekst z dodaniem podtytułów. – Lord Neilax