wiecznystos

Sam Korriban jest miejscem tajemniczym i na poły legendarnym, o Wiecznym Stosie nie wiadomo niemal nic. Nieliczni naukowcy lub Jedi, studiujący najstarsze manuskrypty, zdobyte podczas Wielkiej Wojny Hipeprzestrzennej lub przy późniejszych, niezwykle rzadkich okazjach, mają świadomość istnienia tego fenomenu. Poza tym Wieczny Stos przetrwał też w niektórych prastarych opowieściach, wspominających grozę dawnych dni. Jak dotąd sami Sithowie też nie wydają się być mocno zainteresowani tym miejscem. Pojawia się ono tylko w ogólnych opisach geografii planety. Mimo to nawet wśród Bractwa Ciemności krążyły i krążą pewne legendy oraz plotki o korzystaniu z potęgi Wiecznego Stosu.

Na pewno wiadomo tylko tyle, że to niezwykłe zjawisko znajduje się na wschód od Doliny Mrocznych Lordów i ma bardzo silny związek z Ciemną Stroną Mocy. Mówi się, że Stos płonie ogniem samej jej esencji.

Powiadają, że ten słup ognia powstał wraz z planetą-grobowcem i równocześnie z jej końcem zgaśnie. Jak jest naprawdę – nie wie nikt. Płomień Stosu ma tryskać z samego serca Korribanu. Wysokość słupa ognia to kilka, a nawet kilkanaście metrów. O ile jasne jest powiązanie tego fenomenu z Mocą, a zwłaszcza jej Ciemną Stroną, to jedna rzecz pozostaje zagadką. Czy to aura planety spowodowała uczynienie jej grobowcem, czy wręcz przeciwnie, w miarę rozbudowy nekropolii, nasycała się ona energią Ciemnej Strony. W związku z tym rzeczywiste źródło emanacji Wiecznego Stosu pozostaje nieznane. Powszechniej jednak przyjmuje się, że to Ciemna Strona ściągnęła na Korriban kondukty pogrzebowe Mrocznych Lordów i u zarania planety stworzyła ognisty fenomen.

Mimo swej niezwykłej natury, Wieczny Stos nie był nigdy często odwiedzany przez „gości” planety. Znajduje się on, jak to powiedziano wyżej, na wschód od Doliny Mrocznych Lordów, w odległości ponad kilometra w linii prostej. Droga jednakże prowadzi przez dość poważne wzniesienie, jest trudna, uciążliwa i do samego Stosu potrafi opadać stromymi szlakami. Samo niezwykłe zjawisko ukryte jest w lejkowatej niecce, otoczonej rudymi skałami Korribanu. Wokół wylotu krateru, z którego bije ogień, znajduje się szeroki na około dwa, trzy metry pas równej przestrzeni, przechodzący w skalisty stok, poprzecinany kilkoma wąskimi, trudnymi ścieżkami. Prawda jest jednak taka, że niewielu ma pojęcie, jak one naprawdę powstały i kto nimi uczęszcza.

Wieczny Stos wydaje się być tyleż potężnym, co dzikim węzłem i punktem Mocy na Korribanie. Omijają go najczęściej drapieżniki, nie chronią nieumarli ani inne twory strażnicze Sithów. Raczej nie poszukują go łowcy skarbów czy przygód – wreszcie i Sithowie nie wydają się nim zainteresowani. Rzeczywiście, w tak niezwykłej Galaktyce, a nawet tylko na tak tajemniczej planecie jak Korriban, Stos może wydawać się banalny. Mimo to chyba warto przyjrzeć mu się bliżej. Jeśli nie jako jednemu z najniezwyklejszych sanktuariów Mocy, to przynajmniej jako symbolowi. Komu Cień nie jest straszny, komu w Mocy mrok jest sprzymierzeńcem i bronią – ten znaleźć tu może ukojenie. U stóp samopodsycającego się, wiecznego słupa ognia odnajdzie samą istotę Mocy i jej Ciemnej Strony. Bo są one wieczne, nieskończone… I choćby najciemniejsze, to kryją w sobie potężną, nieugaszoną siłę, jaką niesie światło wiedzy i poznania. Zwłaszcza dla Sithów ważne być powinno, że tu, na Korribanie, bije wielki, mroczny płomień, który jest nieodłączną częścią tajemnicy tej planety. Także na przekór najchętniej przyjmowanej doktrynie Jedi, jak i nadętym twierdzeniom niektórych najbardziej ortodoksyjnych „mrocznych” – czyż to nie ciekawe, że na „najciemniejszej” planecie Galaktyki bije źródło nieugaszonego światła?