omocyUżytkownicy Mocy istnieją w naszej galaktyce od dziesiątków tysięcy lat.

Ponad trzydzieści tysięcy lat temu pierwsi z nich przechodzili już na Ciemną Jej Stronę. W ciągu zaś tego czasu ich poglądy na otaczającą ich rzeczywistość ewoluowały nieustannie w kierunku racjonalnej akceptacji bytu. Nigdy jednak wszak wiara w Moc, wyniesiona uprzednio na ołtarzu religijnego mistycyzmu, nie zerwała ostatecznie z pewnym sacrum swego pochodzenia. Jakkolwiek zarzucono już prymitywne koncepcje postrzegania Mocy w kategoriach metafizycznego melanżu szamanizmu i paranormalnego władztwa nad światem duchów, wciąż jednak metody kontrolowania Mocy wymykają się spod czysto naukowej doktryny materialistycznej.

Właściwie najlepiej byłoby scharakteryzować światopogląd dzisiejszych Jedi (w szerokim, pierwotnym znaczeniu tego słowa) jako “małżeństwo z rozsądku” twardej rzeczywistości fizyki kwantowej i spirytualistycznej koncepcji “świadomego” wszechświata, w którym rolę bezosobowego bóstwa przejęła empirycznie doświadczalna właściwość fizykalna zwana Mocą.

Znakiem naszych czasów jest więc odcinanie się od mistycyzmu, wielkiej tajemnicy, na rzecz racjonalnego badania zjawisk za pomocą dostępnych narzędzi naukowych. Podlegające dotąd jedynie osądowi percepcji mózgowej zagadnienia, są dzisiaj rozpatrywane w oparciu o czystą, wynaturzoną technologię maszyn. Świadoma Mocy dusza została wyparta przez zerojedynkowy bełkot komputerów analizujących fakty, których nie są w stanie doświadczyć. W tych warunkach wielu młodych adeptów naszej sztuki odcina się od tradycji przodków, twierdząc, że świat idzie naprzód i my także powinniśmy się z nim zabrać w tę podróż w przyszłość.

Tak, zgadza się, świat się zmienia, a my musimy się przystosowywać do tych zmian, lecz niech u podstaw wszystkich wyborów pozostanie nieubłagany fakt, że to jedynie my i nasze otoczenie są zmienne, Moc bowiem pozostaje bez przerwy ta sama; inaczej jedynie w zależności od warunków i własnych predyspozycji możemy ją postrzegać. Nigdy bowiem nie jest Ona nam dana w swej czystej, pierwotnej postaci, zniekształcona przez niedoskonałości tworzącej nasze organizmy materii. Ta bowiem materia wchodząc w interakcje z Mocą, deformuje ostatecznie docierający do nas od Niej sygnał. Jest to odwieczna zasada głosząca, że już sama obserwacja zjawiska zmienia jego naturę.

A cóż my innego robimy, jeśli nie cały czas bacznie obserwujemy Moc starając się dostroić jak najwierniej do Niej, ale i aby tym samym poddawać Ją coraz większym deformacjom.

Moc jest bowiem obecna wszędzie tam, gdzie istnieje życie, to subatomowa cząstka, fala, wartość, pole (nazwijcie to jak chcecie), która wykorzystując właściwości elektromagnetycznego pola każdej żywej istoty tworzy coś na kształt holograficznej świadomości tej istoty, JA reagujące poza wszelkimi odruchami, niezależne od popędów i instynktów, funkcjonujące na wyższym poziomie abstrakcji. Właśnie to JA, które u istot świadomych nazywamy z dawien dawna duszą bądź duchem, wytwarza i przyciąga byty, które objawiają się nam jako wyrażenia naszej świadomej interpretacji własnego otoczenia. Te byty to właśnie akceptowalne przez nasze ograniczone wymiarami środowisko emanacje Mocy, które składają się na różnorodną, ale wspólną wszystkim użytkownikom Mocy świadomość wspólnej koegzystencji.

Kusi dziś wielu, aby z powiernika odwiecznej zagadki wszechświata uczynić biologię naszych ciał, aby midichlorianom oddać władztwo nad możliwościami kontrolowania Mocy, aby poddać się uspokajającej wszystkich wątpiących tezie, że oto tak naprawdę Moc jest jedynie jeszcze jednym darem natury skwapliwie wykorzystanym przez nasze ciało, że jest niczym drganie powietrza zamieniane przez ucho w dźwięki, albo rzeka fotonów osiadająca na tamie nerwów wzrokowych widmem obrazu. Lecz ta zakleszczona w aroganckiej nauce teoria nie wydzieli bezsprzecznej granicy, za którą z prazupy wszechrzeczy, z tego tygla pramaterii wyłania się ta cegiełka wszechświata, która lapidarnie krążącym po orbicie atomom nada iskrę geniuszu i ożywi to, co dotąd pozostawało martwe. A jeśli i nawet wskaże ten bodziec, który obdarza życiem, niech również nazwie tą siłę, dzięki której istota doświadcza samej siebie. Na koniec zaś niech upora się z pytaniem, dlaczego Moc emanuje jedynie na tę świadomość, która została “poświęcona” darem organicznego życia (samoświadomość droidyczna nie jest wszak mocokoegzystencjalna?

Jeśli zaś nie może tego zrobić niech uszanuje naszą wolę pozostania wiernych tradycji naszych Mistrzów z przeszłości, którzy w Mocy widzieli spektrum absolutu, olbrzymiego międzywymiarowego morza, po którego falach nieskończenie w czasie żegluje tworząca wszystko wokoło, w tym także nas, pramateria, wymykająca się zawodnym prawom ustanawianym przez naukę, tożsama jedynie tej nieuchwytnej sztuce cierpliwego dostrajania się, nazywanej przez niektórych magią.

Chcemy, i mamy do tego prawo, wierzyć, że oto zostaliśmy wybrani i że zostało zasiane w nas ziarno, które sprawia, że lepiej niż inni rozumiemy otaczający nas świat, że jesteśmy kolejnym krokiem wszechświata w jego drodze do odzyskania dawno temu straconej równowagi. Jeśli bowiem w czasie Wielkiego Wybuchu rozdzieliło się to, co do tej pory stanowiło jedność i doskonałość, to jedynie w świadomości naszego bytu znajduje się nadzieja na odtworzenie tej doskonałości, w której możliwe jest osiągnięcie całkowitego spełnienia, stania się wszechogarniającym absolutem.

Powrót do Jądra Ciemności, tej praprzyczyny wszelkiego rozwoju jest możliwy i nie oznacza regresu, a jedynie osiągnięcie ostatecznej formy rzeczywistości. Na tym jednak poziomie abstrakcji, ograniczeni logiczno-myślowym precedensem własnego rozumowania nie potrafimy sobie tego w pełni wyobrazić, fragmenty obrazu całości dostrzegając jedynie poprzez odczuwanie Mocą.

Podejmując wysiłek ruszenia po Mrocznej Ścieżce czynimy pierwszy krok w kierunku wyzwolenia się od pragnień, namiętności i iluzji, którymi karmi nas codzienność. Otrzymując u kresu tej drogi nagrodę w postaci panowania nad esencją własnego ducha, wolni od materii ciała, możemy nareszcie zjednoczyć się z Mocą w jej całkowicie bezatrybutywnej formie.

Dlatego wybierając drogę Sitha jedynie spełniamy obowiązek wobec siły, która powołała nas do życia. Jest nam bowiem dany nie tylko przywilej akceptacji własnego losu, ale i odpowiedzialność posłannictwa.