alchemiaStarożytni Lordowie Sithów używali wiedzy pradawnych kapłanów by ugruntować swoją władzę nad ludem zamieszkującym system Horuset. Wśród wielu przydatnych umiejętności, które udało się zaadoptować do celów Wygnańców, były zdolność tworzenia amuletów oraz magia Sithów. Jednak najbardziej niesamowitą zdolnością z jaką kiedykolwiek spotkali się nasi archeolodzy i historycy była nauka zwana alchemią. Z całą pewnością możemy stwierdzić, że kilku Lordów w Imperium parało się tą dziedziną wiedzy. Inni posiadali cały szereg wiernych sobie alchemików.

W rzeczywistości istotą alchemii jest zamienianie jednych rzeczy w inne. Proces taki dzisiejsza fizyka określana mianem transmutacji pierwiastków i jest on dostępny naszej nauce dzięki kontrolowaniu przemian jądrowych. Ten proces nosił nazwę “transmutacji” już w starożytności. Wiemy na pewno, że w tamtych czasach alchemia uznawana była raczej za naukę niż za magię. Ponadto jesteśmy w stanie stwierdzić, że dzieliła się ona na wiele części: poczynając od czegoś co można nazwać płatnerstwem, a kończą na rzeczy dla której nazwa “bioinżynieria” wcale nie wydaje się nieodpowiednia. Ten krótki dokument skupia się jedynie na istocie samej transmutacji – techniki wykorzystywanej przez wszystkie działy alchemii.

Jak już zauważyłem alchemię uznawano za naukę, więc podlegała ona prawom przyrody. Dlatego dla procesu transmutacji starożytni skonstruowali kilka zasad które dzisiaj nazwalibyśmy raczej prawami – zachowania masy i energii. Ogólnie rzecz ujmując wynikało z tego, że nie można transmutować małego kamyczka w blok skalny, ani odwrotnie (sic). Naruszenie tej “równowagi” wymiany zazwyczaj kończyło się tragicznie dla alchemika – przestawał kontrolować cały proces, a jego ciało stawało się materią, która ową “równowagę” przywracała. Ponadto ważne było by przedmiot transmutowany i produkt, który chce się uzyskać miały jak najbardziej zbliżony skład chemiczny.

Sam proces transmutacji wymagał niemałych przygotowań. Podstawową czynnością było wyrysowanie tzw. kręgu transmutacyjnego. Wzornictwo było różne w zależności od rodzaju dokonywanej transmutacji. Dziś wiemy dwie pewne rzeczy: kręgi opierały się na wyrysowanym okręgu (ten element występował zawsze) i symbolach wewnątrz niego. Kilku naszych archeologów jest zdania, że rzeczone symbole wykazują duże podobieństwo do runów Sithów. W jakim celu rysowano kręgi – tego dokładnie nie wiemy, ale po długotrwałych badaniach wysunęliśmy teorię, która logicznie tłumaczy pewne aspekty transmutacji. Będę używać trybu przypuszczającego gdyż są to nasze przypuszczenia, a nie dowiedzione fakty. Po pierwsze krąg miałby wyznaczać zasięg transmutacji. Rzeczy wewnątrz kręgu byłyby materiałem do transmutacji, podczas gdy wszystko poza kręgiem miałoby pozostać nienaruszone. Po drugie krąg w pewnym sensie działałby jak amulet. Wzmacniałby i ukierunkowywałby Moc, którą używałoby się nad nim. Zakończywszy dywagacje, warto wspomnieć, że materiał jakim wyrysowano krąg nie miał znaczenia – w pradawnych pismach uczeni stwierdzają, że krąg wyrysowany czyjąś krwią nie jest w niczym silniejszy niż krąg o tym samym wzorze wyrysowany kredą. Drugą częścią transmutacji – już po wyrysowaniu kręgu – było zebranie energii.

Dziś wiemy, że sam fizyczny proces transmutacji wymaga dostępu do wysokowydajnych źródeł energii, których w starożytności nieznano. Dlatego też alchemicy posługiwali się Mocą, a ściślej czymś co zwykliśmy nazywać jej Ciemną Stroną. Często sam proces koncentracji Mocy trwał wiele dni (dla wyjątkowo trudnych transmutacji). W tym czasie alchemik dokładnie wyobrażał sobie wygląd przedmiotu, który miał być efektem transmutacji i dogłębnie poznawał jego skład chemiczny. Po tych przygotowaniach, kiedy krąg był już wyrysowany, a wewnątrz niego znajdowała się odpowiednia materia i gdy alchemik zebrał już odpowiednią energię dochodziło w końcu do samego aktu transmutacji. Alchemik klękał przy kręgu w odległości nie większej niż pół metra od niego. Następnie czynił następującą rzecz – wykonywał pojedyncze klaśnięcie dłońmi o siebie. Wiele miejsca poświęca się w dziełach starożytnych temu czynowi. Klaśnięcie powinno być słyszalne, aczkolwiek niezbyt głośne. W momencie klaśnięcia dłonie powinny idealnie do siebie przylegać. Czy był to perfekcjonizm wynikający z rytuału czy też służyło to jakiemuś konkretnemu celowi – dziś nie jesteśmy w stanie tego stwierdzić. To, co możemy powiedzieć na pewno to fakt, że od razu po “klaśnięciu” alchemik kładł dłonie wewnątrz kręgu transmutacyjnego, ale tuż przy linii zewnętrznego okręgu. Dłonie powinny być ułożone równolegle względem siebie, a odległość między nimi miała wynosić około dwudziestu centymetrów. Chwilę po tym czynie rozpoczynała się transmutacja. Nie zmieniając pozycji dłoni alchemik wysyłał jakoby przez nie całą zgromadzoną przez siebie energię, jednocześnie dokładnie wizualizując w myślach przedmiot, który miał się stać efektem transmutacji. W tym momencie pojawiało się światło (jego kolor miał podobno zależeć od charakteru alchemika i rodzaju przemiany) promieniujące z kręgu, a dokładnie z jego poszczególnych symboli. Trwało to od kilku do kilkunastu sekund. Po tym transmutacja kończyła się, światło znikało, a wewnątrz kręgu zamiast materii ułożonej tam pierwotnie znajdował się owoc mniej lub bardziej udanej transmutacji. Nawiasem mówiąc owo światło stałą się przyczyną zażartej dyskusji wśród współczesnych fizyków Bractwa. Większość z nich uważa, że był to klasyczny przykład promieniowania charakterystycznego dla przemian jądrowych. Inni natomiast udowadniają, że żaden ze znanych alchemików nie cierpiał na nic co mogłoby być choć trochę podobne do choroby popromiennej. Kwestia ta pozostaje obecnie nierozstrzygnięta.

Jednym z ciekawszych problemów była transmutacja obiektów żywych – zwłaszcza zwierząt i ludzi. Twory powstałe w wyniku takiej transmutacji nazywano chimerami. Cała trudność polegała na stworzeniu co najmniej dwóch chimer tego samego gatunku i różnych płci. Tylko stworzenie takiej pary gwarantowało zaistnienie nowego gatunku. Bardzo rzadko takie tworzenie nowych ras kończyło się sukcesem – potrzeba było do tego lat ciężkiej pracy, zdolnego i silnego Mocą alchemika (a więc zazwyczaj Lorda Sithów) oraz – co tu dużo kryć – odrobiny szczęścia. Największą trudność sprawiało transmutowanie istot inteligentnych. Był to proces który w dziewięciu przypadkach na dziesięć kończył się śmiercią tak niedoszłej chimery jak i samego alchemika. Ówcześni alchemicy przypisywali to istnieniu duszy i trudności jaką sprawia ona w związku z prawami zachowania masy i energii. Wyjątkowym przypadkiem transmutacji istot inteligentnych były próby wskrzeszania. Wszystkie podręczniki alchemii surowo tego zabraniały – jednak znajdowali się śmiałkowie, którzy nie zważali na zakazy. Przygniatającej większości z nich nie udawało się przeżyć samej transmutacji, a efekt ich pracy był mizerny. Większość z tych, którym udawało się ujść z życiem musiało stawić czoła faktowi, że produkt ich transmutacji był całkowitą porażką – zazwyczaj był to dziwny potworek, który umierał chwilę po zakończonej transmutacji. Dzięki badaniom archeologicznym udało się potwierdzić jedynie trzy przypadki wskrzeszania zakończonego całkowitym sukcesem. To, co udało nam się stwierdzić z całą pewnością to fakt, że do wskrzeszenia jakiejś osoby potrzebne były dwa substraty – ciało wskrzeszanej osoby oraz normalna, żywa osoba tego samego gatunku i tej samej płci. Jak tłumaczyli starożytni alchemicy – “prawa natury obowiązują”, a więc w tym przypadku zasada “życie za życie”. Warto w tym miejscu wspomnieć o homunculusach (liczba mnoga – homunculi) czyli sztucznie stworzonych istotach inteligentnych. Źródłosłów tego wyrazu nie jest do końca znany lecz część naszych językoznawców twierdzi, że słowo to pochodzi z języka, który już w czasach Xima Despoty uznawany był za prastary. Stworzenie homunculusa było niemalże tak samo trudne co wskrzeszaniem, ale niosło ze sobą znacznie mniejsze ryzyko nagłej śmierci alchemika.

Na przestrzeni kilkunastu tysięcy lat rozwoju alchemii udało się powołać do życia kilkadziesiąt homunculusów. Były to dziwne istoty – wyglądały zupełnie jak inne istoty inteligentne (rasę, wiek, płeć i wygląd określał alchemik-stwórca), mogły się rozmnażać (wielokrotnie badano dzieci homunculusów i były one najzupełniej normalne), posiadały rozum i wolną wolę. Były jednak całkowicie niewrażliwe na Moc, nie istniały w jej polu. Alchemicy wierzyli, że ta anomalia bierze się z faktu, że te istoty nie posiadają duszy. Z zapisków, które udało nam się odcyfrować wiemy, że aby stworzyć homunculusa należało wyrysować wielce skomplikowany krąg, a jako substraty trzeba było użyć pierwiastków na które składa się ludzkie ciało w odpowiedniej ilości (np. 35 litrów wody) i gromadzić energię przez kilkadziesiąt dni.

Tu mniej więcej kończy się nasza obecna wiedza o alchemii. Należy jednak zauważyć, że prace archeologiczne wciąż trwają, tłumaczone są nowe zwoje, więc jest całkiem prawdopodobne, że już niedługo poznamy nowe, ciekawe szczegóły nauki zwanej alchemią.