Krytyka polityki społecznej Zakonu Jedi Sporządzona przez członka Ektrosis of Taldryan – Ahrimana’sabaoth w ramach wykładu na temat sztuki dyplomacji i sprawowania kontroli.

“Wszystko jest wiedzą, wiedza zaś jest potęgą…”

Żyjemy w cynicznych czasach, którymi rządzą chęć szybkiego zysku i maksymalizacji uciech, zaiste hedonizm opanowany do perfekcji. Bez wątpienia szkodzi to jednak stosunkom społecznym i rozwarstwieniu struktury społecznej- rodzi się nowy, feudalny porządek, na którego straży stoi skostniały, niereformowalny Zakon; nie przystosował się on niestety do zmiany sytuacji. Prastare rody, które kiedyś odgrywały znaczną rolę w kształtowaniu polityki zastąpione zostały na arenie dziejów przez wpływowy biznes, dysponujący olbrzymim kapitałem; obce są mu ideały republikańskie, wolności jednostki upatruje on w wolnym przepływie kapitału, merkantylizuje wszelkie zachowania społeczne. Pieniądź na straży prawa, a nie na odwrót. Ustawy i przepisy kupowane są za pieniądze; niewielki zaś procent ludzi ma udział w tak skonstruowanym systemie prawa. Ci, którzy mają kontra ci, którzy mieć nie będą, bowiem rozdzielono już to, co zostało do podziału. A pośrod tego wszystkiego Zakon, stojący na stanowisku, że prawo naszego pracodawcy jest wartością absolutną. Nie rozumieją Jedi, że nie stoją na straży porządku, ale na straży skarbca wielkich korporacji, nierzadko zresztą fortun pochodzących z nielegalnej działalności; bowiem nawet prawo pieniądza dla zachowania równowagi w systemie własnego obiegu rezerwuje obszar czynności podlegających sankcjom. Wychodzą bowiem Jedi z założenia, że prawo uchwalane przez tak zwanych reprezentantów woli społecznej(w rzeczy samej pieniądz dziś a nie zasługi zdobywa głosy)jest prawem tego społeczeństwa. W istocie jednak nie ma prawa nie podlegającego krytyce, a co niejednokrotnie podkreślaliśmy prawem niech zajmą się uczeni w piśmie, a nie dzierżący doraźnie władzę nuworysze. Jednak taka krytyka do Jedi nie dociera, oni nie widzą różnicy pomiędzy wolą ogłupiałej tłuszczy, wyrażonej przez usta wybrane z kupieckiej oferty przedstawicieli do władz na kramie powszechnie zwanym wyborami, a wolą niekompetentnego do decydowania o losach Galaktyki gremium złożonego z osób, które za ten jarmark płacą.

Jedi ma swój “święty kościół” i prędzej sczeznie niźli pozwoli na zmiany. Niech się wali, niech się pali, ale Jedi i tak powie: nie! Bowiem zagrożenia upatruje on przede wszystkim w zmianach. Cała jego filozofia wszak opiera się na tym, że stary porządek musi istnieć, bo wszak tylko taki jest mu znany. Nie bez znaczenia jest tu fakt, że w tym porządku Jedi ma jasno określoną rolę, której łatwo jest mu się trzymać, bowiem pomimo zapewnień mile łechce go własna wpływowa pozycja w tej społecznej drabinie, gdzie wydzielono mu zupełnie osobny szczebelek. Przy tym Jedi oderwany jest od prozaicznej ludzkiej rzeczywistości dnia codziennego. Miłujący odosobnienie, stroniący od innych, zagrzebany w pyle przeszłości, zmurszały jak księgi, których nawet ze strachu nie czyta do końca, nie rozumie po prostu potrzeb zwykłych ludzi. Nie pojmie, że świat domaga się zmian, nie w imię czyjegoś widzimisię, ale aby uchronić się przed marazmem. Nie ma w swej mądrości pojęcia, że nie każda jednostka zdolna jest do samodzielności i że trzeba nią kierować w imię jej dobrze pojętego interesu. Ale żeby to zrozumieć trzebaby się wznieść ponad przyziemność, a tego Jedi nie zrobi- wszak nie będzie się wywyższał ponad współplemieńców. Jemu wystarczą sztuczki do rozwiązywania rodzinnych sporów. I właśnie ta barbarzyńska krótkowzroczność, ta fałszywie pojmowana skromność jest powodem największej słabości Jedi. Chcąc być kochanymi za wszelką cenę są jak matka, która pozwala dziecku na wszystko, nawet na łapanie wrzątku gołymi dłońmi. Na dłuższą metę, ta sprawdzająca się jak na razie polityka, skutkuje tylko degeneracją cywilizacji i rozpadem fundamentalnych wartości, ludzie bowiem obserwując, że pomimo zmian pojęciom pewnym nie przypisuje się nowych określeń popadają w przekonanie, że cnota pozostała cnotą nawet wtedy gdy dość znacznie odbiega od tego, czym nazywało się nią wczoraj. Choć wszyscy wokół widzą, że nic nie jest jak dawniej patrząc na Jedi paradujących dumnie pod sztandarami trwania za wszelką cenę, niezmiennie i do przodu, czuje zdezorientowanie i poddaje się zwątpieniu. Odrzuca własny światopogląd na rzecz utartego już wzorca, skonstruowanego na potrzeby “wiedzących lepiej”. I w ten sposób tak zwana demokracja produkuje sobie obywateli na obraz i podobieństwo swoje, niszcząc w imię szablonu każdą odbiegającą od normy jednostkę. Temu właśnie jako czujący Moc w całej jej pełni protestujemy. My chcemy zmian, przewrotu, chcemy transformacji społeczeństwa do poziomu rzeczywistości, a nie wirtualnego świata dla pogrążonego w niewiedzy społeczeństwa. Ludzie są równi, wierzymy w to, ale nie jednakowi, a ci z nich, którzy czują Moc muszą prowadzić swoją drogą innych, nawet jeśli miałoby to oznaczać klęskę. Lepsza bowiem klęska przy próbie, niż pyrrusowe zwycięstwo. A taką właśnie glorię szykują sobie Jedi, nie rozumiejąc, że ludzie są egoistyczni i pożera ich Ciemna Strona ich natury, więc rządzić powinni ci, którzy ją poznali i potrafią kontrolować…