Czym jest magia? Trudno jednoznacznie zdefiniować to zjawisko. Generalnie przyjmuje się, że magia to pewien ściśle określony zestaw reguł, pewnego rodzaju doktryna filozoficzna. Każdy z systemów magicznych zakłada zależności pomiędzy jakąś przyczyną a wynikłym z niej skutkiem. Najczęściej wyjaśnienia pozostają poza sferą racjonalizmu i wchodzą na plan ponadmaterialny, nadprzyrodzony. To właśnie bowiem siły ponadnaturalne stanowią bardzo istotny element magii, podobnie jak i religii.

O magii

W tym miejscu wypada zdefiniwać różnicę pomiędzy systemami magicznymi a religiami. We wszelkich publikacjach podkreślana jest bowiem pewna zbieżność między nimi. Należy przy tym podkreślić, że kultury antyczne, które zapoczątkowały większość tradycji magicznych lub przynajmniej stworzyły podwaliny pod późniejsze, częstokroć nie oddzielały tych dwóch dziedzin życia. Podobną tendencję można też dostrzec w przedstawionej w komiksach antycznej kulturze Sith. Także tam Moc, mogąca być utożsamiana z magią, odgrywa częściowo rolę systemu religijnego, a reguły jej używania to filozofia życia.

Jednak pomiędzy praktykami magicznymi a religią istnieje podstawowa różnica. Jest nią postawa. Kapłani to bowiem słudzy bogów. Są im podlegli, składają ofiary, mogą być ich rzecznikami i przedstawicielami w świecie materii, ale zakłada się, że to nie ich wola jest źródłem wszelkich działań. Bóstwo staje ponad człowiekiem. On natomiast przyjmuje postawę błagania, proszenia. Co więcej, próby kupczenia, szantażowania bogów na zasadzie “coś za coś” są traktowane nieprzychylnie, często jako herezja. W najlepszym przypadku powodują niełaskę bóstw.

Magia tymczasem odcina się od błagań. Podmiotem nie jest żaden supernaturalny byt. Podstawową rolę odgrywa osoba maga. Celem bowiem rytuałów nie jest wyproszenie łaski, lecz spełnienie swojego pragnienia. Niejako wymuszenie go. Mag nie prosi. Moc bierze się z niego samego i z jego woli, która pozwala mu naginać rzeczywistość zależnie od potrzeb. Nawet jeśli nawiązuje kontakty z istotami nadnaturalnymi w założeniu nie jest im podległy. Przychodzą z jego rozkazu i mają wypełnić wydane polecenia, a potem odejść. Z reguły wszystko odbywa się co najwyżej na zasadzie zapłaty maga za wykonaną dla niego pracę. Dlatego termin “ofiara” wydaje mi się tu raczej nieadekwatny. Jedynym wyjątkiem od zasady, że to mag dominuje jest sytuacja jego klęski. Czarownik popełnia błąd, za który płaci cenę zniewolenia duszy i często umysłu.

Ponadto obrzędy religijne mają na celu adorowanie bóstwa już ze względu na fakt jego istnienia, jako istoty wyższej. Rytuały magii charakteryzuje tymczasem bezwzględny praktycyzm. Każdy z nich ma swój ściśle określony cel.

Warto wspomnieć, że religie politeistyczne współistniały pokojowo z magią. Dopiero pojawienie się monoteizmu to czas niełaski dla czarów. Dlaczego? Magia stała się bowiem nie współpracą z Bogiem, ale wkraczaniem – bezprawnym – na Jego teren. Stawała się zmienianiem biegu rzeczy wbrew Boskiej woli, a tego człowiekowi nie wolno było robić.

Wracając do zasadniczego tematu – czym jest magia. Jedną z podstaw jest tzw. “myślenie magiczne” czyli wiara w pewne cudowne i często nadnaturalne zależności pomiędzy rzeczami i zjawiskami.

Kolejny aspekt magii to potrzeba jej czynienia. Zakłada się, że jest nią spełnienie pragnień i życzeń, które nie mogą zostać spełnione w inny sposób. Zakres tychże jest niezwykle szeroki. Od najprostszych, najbardziej przyziemnych i nierozerwalnie powiązanych z egzystencją, aż po pragnienie posiadania mocy ponadnaturalnych i czynienia cudów.

Charakterystyczne są także sposoby urzeczywistnienia tych pragnień. Wszystkie bowiem obrzędy magiczne opierają się na istnieniu: zaklęcia, symbolu i rytuału. Pozostaje wszakże poważne zastrzeżenie. Mianowicie każdy system magiczny charakteryzuje się innymi cechami, posiada inne zaklęcia, symbolikę i sposób odprawiania rytuałów. Zależy to od rodzaju magii i kręgu kulturowego.

Tak czy inaczej podmiotową rolę odgrywa osoba samego maga, jako twórcy i w pewnym sensie przyczyny danego efektu. Od niego zależy powodzenie lub nie rytuału, a także jego zły bądź dobry charakter. Ingerencja w rzeczywistość zachodzi za pośrednictwem emocji, specyficznych technik i energii o dwojakim źródle. Może ona pochodzić z osoby samego maga, jego woli i mocy. Może też mieć źródło zewnętrzne. Przykładowo, zmiana może się dokonać mocą przywołanego demona lub żywiołaka czy też innej istoty ewokowanej (przyzwanej) przez czarującego, np. anioła.

Szczególnie ważnym aspeketem magii, budzącym szalenie wiele dyskusji jest jej zły lub dobry charakter. Przede wszystkim religie monoteistyczne wprowadziły przekonanie, że praktyki magiczne same w sobie są złem. Ingerują bowiem w Boży świat. Warto jednakże wspomnieć, że magii udawało się prześliznąć poprzez oskarżenia o herezję. Przykładowo, dzięki ideologii. Spójrzmy bowiem na żydowską kabałę. Jest to nic innego jak praktyka magiczna. Jednakże określa się, że jej nauki mają prowadzić do zbliżenia do Boga, do poznania Go bliżej. Dlatego właśnie hebrajska magia liczb istnieje stosunkowo jawnie i ma się całkiem nieźle.

Drugi pogląd, reprezentowany na przykład przez zwolenników magii natury, mówi, że każde działanie wbrew woli innej osoby (nawet pomoc jej!) lub bez jej wiedzy (kiedy jej dotyczy) jest złem. Taki światopogląd reprezentują przykładowo wiccanie – neopogańscy magowie natury, czczący ziemię jako płodną matkę.

Jeszcze inna, chyba najbardziej rozpowszechniona wersja, do której się przychylam, mówi, że o charakterze magii decyduje sposób i cel jej użycia, ergo osoba czarownika. Przykładowo leczenie to tak zwana “biała”, czyli dobra, magia. Natomiast sprawienie, aby kogoś zaczął dręczyć pech – to aspekt zły, “czarny”. Tak więc złem będzie sprowadzenie choroby na swojego wroga, nawet jeśli dał nam się we znaki. Dodatkowo, istnieje karmiczna zasada, że zło i dobro, jakie wyrządzimy powróci do nas prędzej czy później, ale… W formie trzykrotnej! Zdaje się jednak, że nie wszystkie systemy magiczne biorą ją pod uwagę. Tak czy inaczej -podstawowym kryterium charakteru magii jest tu serce czarującego.

Poza podziałem na białą i czarną magia dzieli się też na inne rodzaje. Przykładowo: naturalną, chaosu, enochiańską, teurgię, goecję, szamanizm, sympatyczną i wysoką, czyli ceremonialną. Ona to właśnie najczęściej jest określana ezoteryczną ze względu na jej elitarny charakter i otaczający ją nimb tajemnicy. Generalnie jednak słowo ezoteryka obejmuje magię jako całość(i nie tylko ją). Warto przy tej okazji wyjaśnić słowo “Magya”(lub “Magija”, “Magiya”). Jest ono odpowiednikiem angielskiego “Magick”. Ten neologizm został ukuty przez Aleistera Crowleya dla odróżnienia “prawdziwej” (w rozumieniu: wysokiej) magii od “magic”, czyli najczęściej kuglarskich sztuczek prezentowanych na jarmarkach. To właśnie Magya zdaje się być najbardziej podobną do sztuk magicznych starożytnych Sith.

Godzi się także wyjaśnić źródłosłów terminu tak podstawowego, jak “mag”. Oznacza on adepta Sztuki (raczej Magyi Wysokiej), wyćwiczonego i zdyscyplinowanego. Człowieka, który udoskonalił swoje ciało i umysł, aby sprostać wymogom tego, cokolwiek rzadkiego, zajęcia. Pochodzi to słowo od plemienia z okolic Eufratu i Tygrysu, które w starożytnej Mezopotamii wydawało kapłanów i czarowników. Z czasem urząd ten stał się dziedziczny, a plemię wchłonięte do mieszanki tamtejszych ludów. Pozostała jednak cześć dla ognia i przeświadczenie o panowaniu nad płomieniem i błyskawicą – takie bowiem miały być talenty magów.

Na koniec w tym punkcie rozważań ujmę dość specyficzny charakter większości systemów magicznych. Będzie to miało oddźwięk w dalszej części pracy, poświęconej analogiom między Sztuką a Mocą (podobnie i etymologia słowa “mag”). Mianowicie zdawać by się mogło, że skoro magia ma na celu spełnienie zachcianek czarodzieja – jest systemem egoistycznym. Światopoglądem osobnika narcystycznego, przekonanego o własnej wielkości i potędze, zapatrzonego w siebie. Nic bardziej mylnego! Zwłaszcza w odniesieniu do Magyi Wysokiej. Bowiem podstawą zawładnięcia własnymi mocami jest samokontrola i wieczne doskonalenie siebie. Nie ma tu miejsca na pustotę i zadufanie. Powód jest bardzo prosty – każdy, kto WIERZY w prawdziwość swych praktyk musi być gotowy na to, że każdy błąd i przecenienie własnych sił może go kosztować bardzo wiele. Z życiem włącznie. Dlatego też konieczna jest wielka wiedza i dyscyplina umysłowa, a co za tym idzie – podporządkowanie ciała sferze mentalnej, co uzyskuje się choćby poprzez medytację.

Starożytność uniwersum “Star Wars” – Sithowie i Dark Jedi

Warto zacząć tutaj od krótkiego objaśnienia dwóch użytych w temacie rozdziału terminów. Zacznijmy więc od korzeni:

Dark Jedi – tłumaczone może to być dwojako, mianowicie “Mroczni” lub “Ciemni” Jedi. W tym przypadku jednak pozwolę sobie narzucić wersję pierwszą. Nie jest to li tylko zachcianka. Chodzi bowiem o pokazanie pierwszych Jedi, którzy po Wielkiej Schizmie zostali wygnani jako niebezpieczni. Byli wszak użytkownikami Ciemnej Strony Mocy. Aby kontrolować odwieczną i wszechobecną energię używali nie tylko technik uspokających, medytacyjnych, ale także swoich emocji. Również tych najgroźniejszych, dysponujących najbardziej niszczycielskim potencjałem. Jednakże nieodłącznym elementem tego treningu była KONTROLA gniewu, agresji, nienawiści. Przegrali jednak Mroczni Jedi konflikt ze swymi braćmi. Ci, którzy przeżyli, zostali wysłani na tułaczkę bez celu poza granice znanego Wszechświata. Tam napotkali planetę (prawdopodobnie Ziost) zamieszkaną przez prymitywny lud.

Sithowie – bo to oni byli tymże plemieniem – byli mieli kapłanów i magów, którzy w pierwotny sposób ujarzmili potęgi Mocy i kierowali nimi z pewną biegłością, najwyraźniej niedostępną Jedi i Mrocznym ich braciom. Szamani stanowili bowiem część prymitywnego ludu, ich sposób użytkowania Mocy siłą rzeczy musiał się różnić od tego wypracowanego przez pokolenia wysublimowanych filozofów i myślicieli cywilizowanej części Galatyki. Kiedy jednak statki z pierwszymi Mrocznymi wylądowały na planecie, wkrótce Sith przyjęli przybyszów jak bogów. Wyniesieni do tej rangi Dark Jedi stworzyli własne Imperium. Dzięki krzyżówkom międzyrasowym i kolonizacji nowych światów z ich mieszanki wyłoniła się nowa rasa Sith.

Byli to już raczej Sithowie niejako z tytułu bardziej niż z “krwi”, że tak to określę. W ich żyłach płynęła wszak zarówno krew Mrocznych Jedi, jak i pierwotnych Sith. Dodatkowo zyskały także ich zdolności używania Mocy, wzbogacone o wiele “czarnoksięskich sztuczek”, które do tej pory pozostawały tylko domeną szamanów.

Imperium zatem rozrastało się. Wzrastały także zdolności władania polem energetycznym, zwanym Mocą. Wkrótce wykształciła się Kapituła, Rada Lordów. Na jej czele stał Mroczny Lord – najpotężniejszy z Lordów, najsilniejszy Mocą Sith. Pod nim znajdowała się cała piramida związków wiernopoddańczych, na której samym dole znajdowali się niewolnicy. Były to nieszczęsne istoty, którym Moc nie okazała swych łask. Im to powierzano najgorsze prace, ale często i honor stawał się ich udziałem, bo wojownik w siłach Lorda Sithów nie był byle kim. Imperium Sith stało się swego rodzaju teokracją, gdzie Moc (z pełnym “równouprawnieniem” czy nawet wyniesieniem wyżej Ciemnej Strony) pełniła funkcję religii. Jak widzimy na przykładzie ceremonii pogrzebowej Marki Ragnosa, Lord Sithów pełnił także funkcje kapłana. Mamy tu do czynienia ze zjednoczeniem trzech sfer życia społecznego. A mianowicie: religii, magii i najwyższej, absolutnej władzy.

Imperium Sith rozpadło się po Wielkiej Wojnie Hiperprzestrzennej. Mniej więcej od tego momentu wypada traktować Sithów nie jako oddzielną rasę czy naród, a kontynuatorów tradycji i spadkobierców nauk. Na czoło wysuwa się tu przede wszystkim Exar Kun, który w krótkim czasie zgromadził po raz wtóry pod sztandarem Sith potęgę mogącą zagrozić Republice. Po jego klęsce wypada także wymienić reformatora – Dartha Bane’a, który niejako przeniósł Sith do podziemia, ustanawiając zasadę, że na raz może istnieć tylko dwóch. Ale tu już osiągamy granice starożytności. A dwóch Mrocznych czyha w cieniu…

Moc Jedi i magia – zbieżności

Już sama Oryginalna Trylogia narzuca pewne skojarzenia Mocy z magią. Weźmy na przykład mistyczne wykłady Mistrza Yody, mówiące o wszechogarniającym polu energii, które spaja wszystko i wszystko we Wszechświecie przenika. Moc jest we wszystkim i wszystko jest skąpane w Mocy. Jedi uczy się kontrolować ją w sobie, a jednocześnie poddawać się jej podpowiedziom, kiedy tego potrzebuje. Pozwala mu to uzyskać iście nadnaturalne zdolności. Żeby wspomnieć tylko o wzmocnieniu, a nawet przemianie zmysłów (przykładowo, aby widzieć w widmach światła innych niż widzialne dla istot ludzkich) czy telekinezie, pozwalającej też na lewitację. Przewidywanie i ograniczone kontrolowanie pogody, wpływ na umysły, wreszcie spoglądanie poprzez tkankę czasu i przestrzeni.

Czy wszystko to nie ma w sobie pewnego – wyraźnego, dodajmy – pierwiastka magicznego? Coś się dzieje, ale jest nieuchwytne rozumowo, często działa wbrew racjonalnym prawom. Oczywiście, dla Jedi jest uzasadnione i powiązane banalnym łańcuchem przyczynowo-skutkowym. Ale takoż jest ze wszystkimi systemami magicznymi.

Kolejna zbieżność to pragmatyzm. Użycie Mocy przez Jedi to nie oddawanie czci wyższej istocie. Bo jakiej? Oczywiście, może być powiązane z kultem religijnym, ale nie ma wątpliwości – zawsze istnieje ściśle określony cel. To nie jest sztuka dla sztuki. Tak samo jak w magii, także i tutaj Jedi nie prosi o możliwość, powiedzmy, wykonania kilkumetrowego skoku. On kształtuje pole Mocy. Wpływa na nie własną wyćwiczoną wolą i osiąga (lub nie) upragniony rezultat. Także i tutaj mamy więc do czynienia z postawą roszczeniową, a nie błagalną.

Z poprzednim punktem wiąże się kolejny. Jest nim podmiotowość Jedi/maga w procesie osiągania zamierzonego celu. To od Jedi i jego wyszkolenia zależy czy mu się uda. Należy tu oczywiście przyjąć, że przez Jedi rozumiemy osobę silną Mocą, która przeszła już pewien trening. Moc nie “opuszcza” tego, kto nią włada, nie odwraca się nagle. Nie zdarzyła się jeszcze sytuacja, aby w pół lewitacji jakiś Jedi upadł bez powodu, ot tak. Kryje się tu jednakże pewne zastrzeżenie. Mimo bowiem wyraźnej postawy żądania oficjalne nauki Jedi głoszą poddanie się Mocy, pasywność, bierność. Czyżby więc upadał tu argument o podmiotowości użytkownika? Nie, nie sądzę. Mimo wszystko cały efekt nadal bierze swój początek w osobie Jedi. Moc nie działa przez nich sama, nie są bezwolnymi marionetkami, które nagle zaczną działać tylko dlatego, że “tak chce Moc”. Może więc tu kryje się wewnętrzna sprzeczność w nauce Zakonu?

Trening w Mocy, podobnie jak nauka Magii Wysokiej (Ceremonialnej, jak rzekliśmy wcześniej), wymaga dużego poświęcenia i samodyscypliny. Dodatkową, od razu rzucającą się w oczy zbieżnością jest choćby medytacja. Używana w celu zajrzenia w głąb siebie, uspokojenia umysłu, zbadania swych uczuć. Później staje się elementem odczuwania świata zewnętrznego, narzędziem koncentracji, wreszcie i wpływania nań. Ponadto stanowi kolejną drogę do podporządkowania ciała, fizyczności, komendzie silnej woli, umysłu. Kto nie wierzy może się przekonać starając się utrzymać na wodzy myśli i ciało podczas minimum półgodzinnego bezruchu w trakcie ćwiczenia medytacji. Po kwadransie uporczywa potrzeba zmiany pozycji czy nawet głupie swędzenie staje się przerażająco nieodparte. Że nie wspomnę już o myślach, z których każda dąży we własnym kierunku niezależnie od innych.

Warto też wspomnieć, że w Mocy mamy podział. Sztuczny, ale jednak. Co zabawniejsze, jest to podział tej samej zasadniczo natury co w przypadku magii. Tak więc biała i czarna magia są, odpowiednio, Jasną i Ciemną Stroną Mocy. Oba podziały sztuczne. Oba jednak mają swój cel. Bo po co dzielić świat na kierunki? Aby móc cokolwiek w nim precyzyjnie określić. Intrygującym jest jednak źródło podziału Mocy. Tak więc postawa pasywna, bierna, postawa pogodzenia ze światem i z sobą to domena Jasnej Strony. Jej przyporządkowuje się moce dobroczynne, jak leczenie. Fascynująca jest tu koncepcja, że istota ludzka, więcej nawet! Każda żywa istota – może odrzucić emocje i nie kierować się nimi! Bo podleganie emocjom to już domena Ciemnej Strony. Najdziwniejsze jest to, że dochodzimy wtedy do szalonej koncepcji, że na przykład miłość to objaw Mroku. Ale możliwe, że to tylko założenie prewencyjne niejako. W końcu jak traktować kogoś, kto zabił przy użyciu Mocy, aby uratować ukochaną osobę? Tak czy inaczej – agresja to Ciemna Strona. Gniew, nienawiść, strach. Można tu przytoczyć wiele cytatów, ale wszystkie sprowadzają się do tego jednego wniosku. Mamy więc kolejną zbieżność – jeśli krzywdzisz inną istotę, używasz czarnej magii… Pardon! Ciemnej Strony Mocy.

Na koniec godzi się zwrócić uwagę, że sposób używania Mocy to doktryna filozoficzna. Jedi poddają się pewnym ustalonym zasadom, które normują ich życie i sposób zachowania. Obowiązuje więc pewna skromność i wstrzemięźliwość (Jedi nie pożąda przygód i podniet, jak twierdził Mistrz Yoda). Jednocześnie konieczne jest ciągłe samodoskonalenie i wielka dyscyplina, samokontrola. Jedi nastawiony jest do świata pozytywnie, nie wolno mu czynić zła, zabijać inaczej niż w bezpośredniej obronie własnej lub innej istoty zagrożonej. Z zastrzeżeniem, że nie powinien zabić Mocą – przy jej udziale Jedi nie atakuje. Służy mu ona do poznawanie wiedzy i w obronie. Warto jeszcze dodać, że najwyraźniej nie każda wiedza jest dozwolona, gdyż Mroczni Jedi nie używali Ciemnej Strony dla własnej li tylko zachcianki. Nie była on jedynie ich fanaberią, ale kolejnym źródłem wiedzy. Charakterystyczne jest także częściowe zastąpienie religii przez Moc i władanie nią. Jakkolwiek na różnych planetach istniały różnorakie religie, pośród Jedi nie widać tej wielości. Zdaje się nawet, że Moc wytworzyła w tej sferze pewną próżnię lub raczej przeniosła zainteresowanie tych istot na inną sferę w stu procentach. Nie widać bowiem jakiegoś głodu wiary ani nikogo raczej nie bulwersują Jedi jako “ateiści” i “bezbożnicy”. Trudno przy tym powiedzieć, aby Moc całkowicie zajęła miejsce religii. Nie są one bowiem równoważne.

Sztuki Sith i magia – zbieżności

W tym rozdziale czas wreszcie na meritum, przejście do głównego tematu rozważań. Jakkolwiek bowiem rozdziały pierwszy i drugi miały na celu rozdzielne przybliżenie obu porównywanych zagadnień, a trzeci – przedstawienie niejako korzeni głównego tematu (wszak Sithowie pochodzą od Jedi!), tak tutaj, już po tym obszernym, acz koniecznym wprowadzeniu, znajdujemy się już na gruncie Magii Sith.

Pierwszą z korelacji, którą da się zauważyć bez jakiejkolwiek niemal znajomości tematu jest sama nazwa! Wystarczy zajrzeć do komiksu “Złoty wiek Sith”, aby przekonać się, że sami Lordowie nazywali swoją domenę magią, czarnoksięstwem. Nieco dalej, to jest w “Upadku Imperium Sith” Jedi służący Republice mówią o tym, czego doświadczają “magia” i “czarna magia”. Naga Sadow jest czarnoksiężnikiem. Później tak bezpośrednie nawiązania do magii nieco odchodzą na plan dalszy. W Trylogii odzywają się jednak znowu i to przy okazji pojawienia się Mrocznego Lorda Sith, Dartha Vadera. Co prawda nawiązanie to jest sprowadzone do infantylizmu, jednak generalnie wypowiedź Taggego miała właśnie ośmieszyć Moc. Na swoje nieszczęście, tuż po tym, jak wypowiedział słowa: “Nas nie musi pan straszyć magicznymi sztuczkami, Lordzie Vader.” (za nowelizacją “Nowej Nadziei”, tłum. Piotr W. Cholewa), przekonał się o morderczej wprost skuteczności owych “sztuczek”. Co interesujące, używania Mocy przez Jedi z reguły nie określa się jako magii.

Większość zbieżności pomiędzy użytkowaniem Mocy przez Jedi a magią sprawdza się także w kulturze starożytnych Sith i ich następców. Jednakże tutaj dużo silniejszy jest związek z systemami magicznymi. Przede wszystkim bowiem Sithowie pochodzą od ludu pierwotnego. Jakkolwiek Mroczni Jedi byli o wiele bardziej cywilizowani, nastąpiło przenikanie się kultur. Było to niejako odgórnie wymuszone. Wszak wygnańcy pragnęli posiąść sekrety magów ludu, który uznał ich za swoich bogów.

Biorąc pod uwagę poziom cywilizacyjny, jaki osiągnęli Sith do momentu, kiedy wśród nich pojawili się Mroczni Jedi, należy przyjąć, że wykształcili oni kulturę opartą na szamanizmie. Założenie takie poddaję przez analogię do kultur pierwotnych naszego świata. Pomijam tutaj już podane w źródłach informacje, które to potwierdzają. Rozwijając wszakże tę myśl należy przyjąć – cały czas poprzez analogię – że szamani/magowie mieli dużą rolę w plemionach. Prawdopodobnie pełnili funkcję wodzów, ewentualnie posiadali istotny wpływ na politykę tychże. Dlaczego jednak rozwijać ten temat? Odpowiedź jest wprost banalna. Pośród wielu rodzajów, na które podzielono magię, znajduje się jeden, który mocno wiąże się powyższymi rozważaniami. Chodzi o magię szamańską, zwaną też po prostu szamanizmem właśnie. Definiuje się go jako rodzaj magii, pozwalający szamanowi (kobiecie lub mężczyźnie) na komunikację z duchami, osiąganie odmiennych stanów świadomości – a wszystko to w celu rozwiązania problemów, zyskania wglądu w przyszłość, pomagania innym, uzyskania wiedzy. Warto tu nadmienić, że w uniwersum “Star Wars” szamani Sith władali Ciemną Stroną Mocy. Tak więc praktycznie ich domeną było ukierunkowywanie tego pola energii dzięki spożytkowaniu własnych uczuć, a nie tylko rozumu. Dodatkową zbieżnością tej tradycji z magią jest zamienne nazywanie szamanów wprost magami. Uważam jednak, że jest to wciąż spłycanie ich roli. Trudno uwierzyć, aby w takiej kulturze nie byli oni także kapłanami. Jakakolwiek była ich wiara, musiała ulec poważnej zmianie po pojawieniu się Mrocznych Jedi, którzy zostali obwołani bogami.

Pora jednak przejść do omówienia podobieństwa magii Sith do samej Magyi Wysokiej. Przede wszystkim rzuca się w oczy jej elitarny charakter. Magya Ceremonialna wywodzi się od Sztuki, którą w średniowieczu parali się przede wszystkim królowie, bogaci rycerze, możni, niektórzy alchemicy. Także i w komiksach z serii “Opowieści Jedi” widzimy, że Mocą posługują się Lordowie Sith i prawie nikt poza nimi. Oczywiście, można przyjąć, że inni używają jej w sposób mniej widoczny i spektakularny, na przykład w celu wprowadzenia się w trans przed walką. Stawia to jednak, moim zdaniem, ich umiejętności w sferze porównywalnej do szamanizmu i magii niskiej, jaką w średniowieczu parał się gmin i ludzie niższego stanu.

Powyższa sytuacja ma swoje źródło w charakterze Magyi Ceremonialnej i, prawdopodobnie, Sztuki Sith. Obie musiały wymagać wielkich nakładów. Pominę kosztowne składniki, z nimi bowiem nie mogło być w Imperium Sith problemu. I tutaj jednak bogactwem bezpośrednio rozporządzali nieliczni. A elitę tę w komiksie reprezentują w wdoczny sposób tylko Lordowie Sith. Pozostaje jeszcze ponadto problem wykształcenia. Odpowiedniej wiedzy i przeszkolenia. W średniowieczu tylko nieliczni mogli się tym poszczycić, a i dziś jedynie osoby, które są skłonne prowadzić długotrwałe i żmudne badania, a także posiadają potwornie szeroką wiedzę (chemia, astronomia, geografia – to tylko wierzchołek góry lodowej, a każda z tych dziedzin musi być opanowana możliwie dogłębnie!) mogą starać się parać Sztuką Magyi. Trudno też wyobrazić sobie w Imperium Sith, gdzie panowało niewolnictwo i twardy system hierarchiczny, aby istniały szkoły publiczne i uniwersytety szkolące w używaniu Mocy. Pomijając najprostsze jej zastosowanie przez wojowników, prawdopodobnie można było się tego uczyć tylko i wyłącznie pod okiem Lorda lub innej osoby, stojącej odpowiednio wysoko na drabinie społecznej. Trudno przy tym uwierzyć, aby możliwe było samouctwo. Dyscyplina ta była po prostu nazbyt skomplikowana.

Kolejna analogia nasuwa się, jeśli chodzi o zakwalifikowanie magii Sith i Magii Ceremonialnej jako dobrych lub złych. Magya Wysoka angażuje w swe działania siły nadprzyrodzone, częstokroć demoniczne. Nadto dysponuje szeroką gamą środków wpływających na umysły i wolną wolę innych ludzi. Warto jednak wziąć pod uwagę fakt, że jest tylko i wyłącznie narzędziem. Jako taka może zostać wykorzystana zarówno w celu czynienia dobra, jak i zła. Co do magii starożytnych Sith, to podział wydaje się już dużo prostszy, ale to tylko złudzenie. To, że Jedi okrzyknęli Ciemną Stronę złą jest opinią jednostronną i podyktowaną strachem. Rzeczywiście, agresja i nienawiść mogą wyrządzić poważne szkody, ale są także i inne uczucia. Wspomnę, że i sami Sithowie czasem wahali się wkraczać na nowe terytoria swojej Sztuki. W tym miejscu wręcz same nasuwają się słowa Ludo Kressha skierowane do Nagi Sadowa: “Wpłynąłeś na niebezpieczne wody, rozpętując moce, których nie rozumiesz.” Także więc i tutaj istniało większe i mniejsze niebezpieczeństwo. Czy Sadow kontaktował się z mrocznymi istotami, które przez pierwotnych szamanów Sith były określane bogami? Czy może chodzi o jego domenę, iluzję, w której osiągnął niebywałą perfekcję, czyniąc wytwory swego umysłu wpół realnymi? A może Kressh odnosi się do innych potęg, których manifestacją stało się zniszczenie Denarii Nova? Chyba tylko dwaj zwaśnieni Lordowie mogliby odpowiedzieć na te pytania. Faktem jednak pozostaje, że jeden z nich widział niebezpieczeństwo w eksperymentach drugiego.

Wracjąc jednak do porównania obu rodzajów magii – ośmielę się już w ten sposób je nazwać. Również i magia Sith posiadała ogromny wpływ na umysły, że wspomnę tylko atak na Coruscant, kiedy to oddział Jedi nie był w stanie przejrzeć iluzorycznych obrazów Sadowa i potraktował je jak rzeczywistą armię. Wykraczało to daleko poza “wpływ na słabe umysły”, jaki pokazał później Obi-Wan Kenobi. Tutaj wizja stała się niemal rzeczytwistością. Potwierdzają to późniejsze eksperymenty Aleemy Keto. Imponujące wrażenie robi także popis władzy nad umysłami Exara Kuna, który uczynił cały Senat bezwolnym audytorium swego wystąpienia i walki z Mistrzem Vodo-Sioskiem.

Istnieje jeszcze jedna zbieżność między magią a Mocą, którą to zbieżność jednak do tej pory celowo pomijałem. Powodem tego jest dyskusyjność mojego założenia. Przyjmuję mianowicie, że jakkolwiek trudno to dostrzec, użytkownicy Mocy stosowali rodzaj własnych gestów “magicznych” i “zaklęć”. Zwłaszcza ten ostatni sposób pierwotnego, zakorzenionego głęboko w podświadomości władania energią Mocy jest trudny do udowodnienia. Zajrzawszy jednak do komiksu “Złoty wiek Sith” możemy się przekonać, że albo Naga Sadow zdradzał skłonności do mówienia do siebie, albo w swej sferze medytacyjnej na orbicie Primus Goluud zastosował rodzaj formuły, która pozwoliła mu się skupić, zwiększyć nacisk na wizualizację i osiągnąć pożądany efekt. Także i pojedynek Kressha i Sadowa na miecze poprzedzony zostaje czymś, co może zostać uznane tylko i wyłącznie za mowę mającą zdeprymować rywala. Pozostaje jednak faktem, że to właśnie wtedy “ożywają” pola energetyczne, otaczając broń obu Lordów Sith. Oczywiście, same słowa tego nie wywołały, ale pozostaje w sferze domysłów czy nie posiadały głębszej roli, jaką próbuję im tu nadać.

Co do gestów, to tu już nieco łatwiej o dowody. Przykładowo – duszenie, zaprezentowane przez Lorda Vadera przy akompaniamencie słynnego “I find your lack of faith disturbing.” Mroczny Lord Sith wykonuje wtedy gest, który uważam za zbędny. W tym sensie, że i bez niego teoretycznie wszystko mogłoby zostać dokonane (jeśli nie traktować go jako w pewnym sensie “magicznego”). Jednak umysł wciąż broni się przed czymś, czego właściwie nie może pojąć – jak oddziałuje, skoro nie dochodzi do fizycznego kontaktu? Sądzę, że ten ruch miał służyć zwizualizowaniu, w pewnym sensie “ufizycznieniu” dokonywanego ataku. Dość dziwnie ma się sprawa ze “sztuczkami Jedi” – tutaj oddziaływanie następuje w stu procentach między umysłami, więc gest Obi-Wana nie powinien być konieczny. Sądzę, że można uznać to za pewne – dość delikatne, ale jednak – analogie między Mocą a magią.

Na koniec już warto spojrzeć znów tylko i wyłącznie na starożytnych Sith. A konkretnie – na ich biżuterię. Amulety i medaliony, pomagające kontrolować Moc, magazynujące energię, leczące, maskujące i wiele, wiele innych. To właśnie kolejna zbieżność z Magyą Ceremonialną. Tam też potrzebne są równie materialne dodatki. Rozumie się samo przez się, że “konsekracji” tych magicznych precjozów towarzyszą osobne rytuały. Nie zapominajmy, że amulety Sithów również nie tworzyły się przez samo li tylko wykucie! Interesującą rzeczą jest też sfera medytacyjna Nagi Sadowa i cylinder, z którego Aleema Keto kierowała swoimi iluzjami. Nasuwają mi one bardzo żywe skojarzenia z miejscami, zwanymi occultum. Słowo to oznacz ni mniej, ni więcej – magiczne laboratorium (w Magyi Wysokiej). Musi ono być specjalnie umeblowane i przygotowane, aby mag mógł z niego efektywnie korzystać, by wspomagało jego moc. A w końcu Sadow mógł zadowolić się dużo bardziej przestronną komnatą na jednym ze swoich okrętów. Gdyby dodatkowo trzymał go z dala od ognia walki – byłby idealnie bezpieczny. Czy to nie dziwne?

Sądzę, że wykazałem wszystkie najistotniejsze i najbardziej uchwytne korelacje między użytkowaniem Mocy a magią w ogóle oraz szczególnie między magią Sith a Magyą. Oczywiście, można się spierać, można także wyszukiwać inne punkty wspólne. Pozostaje jednak faktem, że zbieżności istnieją, gdyż Moc to po prostu nieco odmienny system magiczno-filozoficzno-religijny uniwersum “Gwiezdnych Wojen”.

spisał Neilax, Lord of Darkness from Brotherhood of the Sith

Źródła na temat ezoteryki:

  1. Biała i czarna magia, Gabriel Grant, Wyd. Kirke
  2. Magija w teorii i praktyce, Aleister Crowley (wersja elektroniczna; fragmenty)
  3. Księga Jogi i Magiji, Aleister Crowley (wersja elektroniczna; fragmenty)
  4. Liczne materiały elektroniczne ściągnięte z Internetu, w części anonimowe; m.in. z www.occult.prv.pl