Każdy z nas stając u progu ruin świątyni Jedi na Coruscant zastanawia się jak doszło do tego, że najbardziej liczni i cenieni spośród galaktycznych wojowników dali się wciągnąć w pułapkę zorganizowaną przez jednego tylko Lorda Sith, w wykonanie której zaaranżowano tysiące niezależnych popleczników oraz żołnierzy Republiki.

 

 

Czystka Jedi przeprowadzona została w czasie wojny, a zaraz po niej ogłoszono powstanie Imperium Galaktycznego, na czele którego stanął Darth Sidious skrzętnie ukrywający swoją prawdziwą naturę pod postacią Imperatora Palpatine’a. Imperium, w którym nie było już miejsca dla Jedi. W dobie Nowej Republiki powrócił pogląd jakoby to za zdradą Republiki stali Lordowie Sith. Jest to pogląd równie prawdziwy co fałszywy. Po ostatnich analizach bowiem, analizach historycznych opartych na wypowiedziach przywódców Zakonu Jedi oraz niezaprzeczalnych faktów, wysnuta została nowa teoria podparta mocnymi argumentami, że to rycerze Jedi sami zgotowali sobie swój los, a co więcej rzeczywiście planowali zdradę Republiki w nawet większym stopniu niż Sithowie. Różnica polegała w braku przezorności u jednych i doskonałym planowaniu u drugich. Spróbujmy więc uchylić nieco zasłonę kłamstw, którymi otaczają nas Jedi, otwórzmy się na odmienny punkt widzenia, który zestawi po kolei wszystkie fakty. Spójrzmy najpierw na Wojny Klonów, ich początek i koniec, a także na to, co działo się z Jedi w ich trakcie. Później przyjrzyjmy się temu wszystkiemu z perspektywy Jedi, by dojrzeć powody ku ich zdradzie, następnie wróćmy do perspektywy Sithów, by na koniec zbierając wszystkie fakty razem uświadomić sobie, że Jedi prawdziwie planowali zdradzić Republikę Galaktyczną.

Stan wojny wobec wszelkich przyjętych norm rozpoczyna się zerwaniem stosunków pokojowych pomiędzy dwoma związkami politycznymi. Do tej definicji wspaniale pasuje konflikt zbrojny zapoczątkowany w roku 22 BBY przez Republikę Galaktyczną przeciwko Konfederacji Niezależnych Systemów. Od samego początku należy pamiętać, że to senatorowie – legalna władza Republiki zadecydowali o podjęciu działań wojennych, tym samym przekazując specjalne uprawnienia urzędowi Najwyższego Kanclerza do czasu zażegnania niebezpieczeństwa ze strony Konfederacji Niezależnych Systemów. Od tego momentu została powołana Wielka Armia Republiki, a jej głównym celem stało się całkowite pokonanie sił separatystów. Pamiętajmy też, że wojna trwa aż do zakończenia działań zbrojnych, wobec tego nie można mówić o jej zakończeniu do chwili gdy przywódcy jednej ze stron podpiszą pakt pokojowy bądź wszyscy zginą, a ich armia będzie pod całkowitą kontrolą strony zwyciężającej. Zgodnie z tą definicją ani śmierć Hrabiego Dooku, ani śmierć Generała Grievousa nie była wystarczająca do zakończenia wojny, ponieważ przywódcy wszystkich Systemów Niezależnych na czele z Wicekrólem Gunray’em wciąż mieli się dobrze koordynując działania armii droidów z powierzchni planety Mustafar. Pogląd, jakoby wojna miała się zakończyć po śmierci Generała Grievousa, jest jak najbardziej błędny. Grievous bowiem był głównym przywódcą militarnym, jednak pamiętajmy, że nie jedynym. W chwili jego śmierci z pewnością zostałby wybrany nowy utalentowany przywódca, Galaktyka w końcu zamieszkana jest przez biliony inteligentnych istot. Bardziej prawdopodobnym byłoby stwierdzenie, że wojna zakończy się wraz ze śmiercią Hrabiego Dooku, bowiem to właśnie on był politycznym przywódcą Separatystów od samego początku. Jak dobrze pamiętamy, nic takiego się nie stało i skoro Generał Grievous sprawnie przejął ster, dlaczego coś podobnego nie miałoby się zdarzyć po jego śmierci? Z pewnością śmierć nawet głównego lidera nie kończy wojny, a analogie same się nasuwają. Czy po śmierci Imperatora Palpatine’a wojna domowa się skończyła? Absolutnie nie, walki trwały jeszcze wiele lat po niej. Jak więc doszło do tego, że Mistrz Jedi Mace Windu próbował pojmać Wielkiego Kanclerza Republiki, faktycznego przywódcę jednej z walczących stron w trakcie trwania działań wojennych? Na jakich podstawach planowano legalnie zmienić rząd w czasie wojny, która się przecież nie skończyła? Odpowiedź jest prosta: na żadnych, nie było bowiem ku temu absolutnie najmniejszych przesłanek. Senat przekazał Kanclerzowi kompetencje aż do chwili zażegnania konfliktu, który po śmierci Grievousa nadal trwał. Jedi nie mieli prawa aresztować Kanclerza, a jedynym motywem, jakim się kierowali była własna wygoda i chęć przejęcia władzy. Jak? Wszystko po kolei.

Jedi, którzy w czasie Wojen Klonów objęli dowództwo nad siłami Wielkiej Armii Republiki, przez okres trwania konfliktu zniknęli z wielu pozostałych aspektów swoich zwykłych działań. Rycerze, którzy dotychczas w opinii przeciętnego obywatela kojarzeni byli z tymi, którzy przynoszą pokój, stali się ikonami wojny, liderami, za którymi podążały armie klonów zaangażowane w przedłużający się konflikt. Utrata społecznego zaufania była pierwszym czynnikiem, dla którego w umysłach Mistrzów Jedi został stworzony plan przejęcia władzy nad Republiką czy może nawet zmiany jej ustroju. Pamiętajmy, że w latach przed Wojną Klonów Republika przeżywała kryzys związany z korupcją, samowolą senatorów i nieudolnością władzy centralnej. Powstanie Konfederacji Systemów Niezależnych brano za najlepszy przykład kryzysu. Nowo wybrany Kanclerz Palpatine był w rzeczywistości pierwszym kanclerzem od długiego czasu, który działał, a nie tylko obiecywał zmiany. Co prawda jego reformy prowadzące do ukrócenia korupcji były bardzo ograniczone, jednak dawały społeczeństwu poczucie bezpieczeństwa i większej sprawności władzy niż dotychczas. Od chwili wybuchu wojny wizerunek ten tylko się wzmacniał, szczególnie po pierwszych zwycięstwach nad siłami Separatystów, ponieważ odpowiednie informacje były właściwie propagandowo wykorzystywane. W chwili gdy Najwyższy Kanclerz zdobywał społeczne uznanie, Rycerze Jedi, skupieni na działaniach wojennych, coraz częściej znikali z życia przeciętnych obywateli. Rada Jedi musiała zdawać sobie z tego sprawę, a zaufanie społeczeństwa było podstawowym warunkiem przetrwania Jedi w Galaktyce, gdyby bowiem z jakiegoś powodu Jedi okazaliby się zbyteczni lub niechciani, to czas ich dalszej egzystencji byłby policzony, bowiem za wszystkie porażki po cichu obarczano nieudolność dowódczą Jedi.

Jedi zdecydowanie nie podobał się silny rząd skupiony w rękach jednego człowieka. Dlaczego? Nawet nie z powodu odmienności jego poglądów czy przynależności do Bractwa Sithów, lecz z powodu utraty swojego wpływu na działania Republiki oraz kontroli władzy. Jedi stanowili bowiem rodzaj państwa w państwie, rządzili się swoimi zasadami i dbali w pierwszej kolejności o własne dobro. Już w czasach starożytnych, tuż przed Wojną Domową Jedi, Rada Jedi postanowiła nie pomagać Galaktyce w konflikcie zbrojnym z Mandalorianami, co doprowadziło w końcu do ich upadku. Egoistyczne myślenie i utrzymanie wysokiej pozycji Zakonu za wszelką cenę, za każdym razem doprowadzało Jedi na skraj zagłady. Co z kolei było gwarancją przetrwania? Otóż skorumpowana do granic możliwości Republika ze słabym rządem była tym okresem, w którym Zakon Jedi mógł czuć się bezpiecznie i przeżywać okres świetności. Umiejętność manipulacji elit rządzących, pewność zaangażowania w każdy najmniejszy konflikt w Galaktyce, monopol na ich rozwiązywanie – to wszystko, czym Jedi podtrzymywali swój obraz bohaterów wśród społeczeństwa. Zmieniło się to z chwilą rozpoczęcia Wojen Klonów.

Jedi, mając wysokie poparcie społeczne, zdecydowali się poprowadzić kolejną kampanię skierowaną przeciwko skorumpowanej Republice przez Konfederację Systemów Niezależnych. Gdyby bowiem konfederacja przejęła władzę, to Zakon Jedi z pewnością zostałby rozwiązany. Jedi zostali awansowani do rangi generałów i poprowadzili kampanię przeciwko separatystom na Geonosis. Tu jednak spotkało ich zaskoczenie, ponieważ mimo iż kampania okazała się sukcesem, to nie zapobiegła ona w żaden sposób wojnie. Jedi sami wplątali się w konflikt zbrojny i coraz częściej już nie jako bohaterowie, lecz aniołowie śmierci, mający za sobą tysiące żołnierzy rozpanoszyli się po Galaktyce. Utracili tym samym fundament swojej egzystencji – wspomniane wyżej zaufanie społeczne, a Rada Jedi szybko uświadomiła sobie tę stratę. Wojna przyniosła też inny aspekt, decydujący o osłabieniu Jedi, mianowicie stracili oni wpływ na decyzje Senatu Galaktycznego. Dotychczas, jako niezależne ciało doradcze Wielkiego Kanclerza, dostawali zawsze to, czego żądali, zawsze pod sztandarami zachowania pokoju w Galaktyce. W chwili przejęcia większości władzy przez Kanclerza Palpatine’a, ich rola ograniczyła się do działań militarnych, podczas gdy decyzje senatu i samego Kanclerza przestawały być od nich zależne. Co więcej system zaczął działać w odwrotną stronę i teraz to Kanclerz miał prawo wpływać na Radę Jedi, natomiast Rada, prowadząc wojnę pod sztandarami Republiki, była zobowiązana przyjmować decyzje Najwyższego Kanclerza. Taka sytuacja okazała się nie do zaakceptowania i Jedi za wszelką cenę pragnęli powrócić do starego systemu, którego bronili, a który pozwalał im na kontrolowanie ważniejszych decyzji w Senacie, a tym samym życia w Galaktyce. Właśnie w końcowym etapie Wojen Klonów ukształtował się w głowach Mistrzów Jedi spisek mający na celu obalenie silnej władzy Kanclerza i powrót do dawnej skorumpowanej przeszłości. Jak?

Jedi definitywnie stracili zaufanie społeczne oraz swój wpływ na Kanclerza i Senat, w trakcie wojny zyskali jednak coś innego, coś o porównywalnej wartości. Mianowali się generałami Wielkiej Armii Republiki i w zasadzie to oni, a nie Senat, czy Kanclerz byli odpowiedzialni za całość działań wojennych i kontrolę sił zbrojnych, a przynajmniej byli o tym przekonani. Tracąc poparcie społeczne, zyskali owo pozorne podparcie w armii. Sami będąc potężnymi wojownikami, dostali w ręce najsprawniejszą machinę wojenną tysiąclecia. W ich władaniu była kilku milionowa armia klonów zawsze lojalna wobec swoich dowódców i gotowa wykonać każdy rozkaz. Pomiędzy wieloma dowódcami-klonami a Jedi powstały więzi przyjaźni i miłości, które dodawały pewności Jedi, co do faktycznego kontrolowania armii. Nie raz historia Republiki pokazywała jak bardzo pomoc armii może okazać się skuteczna w próbach przejęcia władzy. Darth Revan wraz ze swoim uczniem Malakiem z pewnością nie byliby aż takim zagrożeniem dla Starej Republiki, gdyby nie posiadali poparcia swoich wojsk. Jedi z pewnością rozumieli korzyści płynące z kontrolowania armii i wiedzieli, jak ją wykorzystać. Jeżeli tylko udałoby im się wyeliminować kanclerza i przejąć władzę nad Senatem Republiki, to mając pod sobą całą Wielką Armię Republiki praktycznie nie mieliby naturalnych wrogów po wyeliminowaniu Separatystów. Wtedy mogliby powrócić do starych zacofanych rządów i cieszyć się wygodną pozycją „strażników pokoju”. Na szczęście okazało się, że powrót do dawnej słabej wersji Republiki jest niemożliwy, a zamęt jaki stworzyli Jedi jest zbyt silny, by mogli ponownie go ogarnąć. Próba zamachu na Najwyższego Kanclerza była ich największym błędem. Dlaczego?

Przyjrzymy się teraz samemu zamachowi na życie Palpatine’a, bo jest on kolejnym dowodem na to, że Jedi planowali przejąć władzę nad Galaktyką. Sith czy nie, to właśnie on był jedyną osobą, która stała na drodze Jedi, by kontrolować Republikę. Po jego śmierci nikt nie sprzeciwiłby się rycerzom Jedi. Gdyby zabrakło Palpatine’a, Senat bardzo szybko dostałby się pod ich kontrolę (co sami pamiętajmy planowali), a poparcie w armii trzymałoby społeczeństwo w ryzach aż do powrotu do starego skorumpowanego i bezsilnego systemu rządów kontrolowanych przecież tak właściwie przez Radę Jedi. Aresztowanie Najwyższego Kanclerza nie było bowiem aresztowaniem w dosłownym tego słowa znaczeniu (do którego z resztą nie mieli prawa), lecz zamachem na jego życie, a co ważniejsze – nie miało to nawet za wiele do czynienia z jego naturą Sitha. Mace Windu w towarzystwie trzech innych spiskowców wkroczył do biura Kanclerza z zamiarem zabicia go, chociaż na wstępie przywitał swoją niedoszłą ofiarę słowami: „Jesteś aresztowany, Kanclerzu”. Potem wywiązała się epicka walka pomiędzy Windu i Palpatine’em, którą przerwało wkroczenie Anakina Skywalkera. Od tego momentu Mistrzowi Jedi nie zależało już na aresztowaniu Kanclerza, lecz na zwykłym samosądzie, który raz, że jest całkowicie nielegalnym zamachem na życie głowy państwa i to w czasie wojny, a dwa, stoi przecież w sprzeczności z tym, w co wierzą Jedi, bowiem zabijanie nieuzbrojonego więźnia jest jedną z najgorszych zbrodni. W tym momencie Skywalker domaga się postawienia Palpatine’a przed sądem, lecz jaka jest odpowiedź Windu? Przecząca! Jako powód nie podaje tego, że Palpatine jest Sithem, ale to, że Kanclerz jest „zbyt niebezpieczny, by go trzymać przy życiu”, zbyt niebezpieczny, ponieważ „kontroluje Senat i wszystkie sądy”. Zaraz! Jest to niebezpieczne dla kogo? Jedynie dla Jedi, ponieważ kanclerz jest jedynym aspektem ukrócającym nadmiar władzy Jedi. Fakty są takie, że Windu zdawał sobie sprawę z tego, że jego działania są niezgodne z jakimkolwiek prawem Republiki i to bez znaczenia, czy Najwyższy Kanclerz jest Sithem czy nie. Był to zwykły zamach stanu oraz próba zamordowania kanclerza w celu całkowitego przejęcia władzy w Republice.

Sithowie w postaci Lorda Sidiousa bezapelacyjnie kontrolowali działania wojenne z obu stron. Wiedzieli do czego zdolni są Jedi i do czego się posuną. Tylko oni byli w stanie zaprowadzić pokój w Galaktyce i to właśnie zrobili. Jedi dali się sprowokować i to ich zgubiło, Sithowie zaprowadzili pokój, który trwał nieprzerwanie przez kolejne dwie dekady. Darthowi Sidiousowi zależało przejęciu władzy nad Senatem w równym stopniu co Jedi. Tylko, że on pragnął wzmocnić cały organizm państwowy, podczas gdy Jedi starali się zostawić Republikę osłabioną, bo tylko tak mogli ją kontrolować. W praktyce jednak Sithowie nie istnieli. Byli legendą czy może nawet bajką, którą opowiadało się niegrzecznym dzieciom. Nikt nie wierzył w ich istnienie, a Jedi osłabieni w swoim skorumpowaniu mogli jedynie oprzeć się na podejrzeniach i odczuciach. Z pewnością jednak to właśnie Sithowie byli odpowiedzialni za wzniecenie wojny, z pewnością byli też odpowiedzialni za powstanie Konfederacji Systemów Niezależnych, a także za większość wydarzeń w czasie Wojen Klonów. Jedna sprawa jest jednak wciąż zagadką! Sithowie byli w ukryciu od tysiąca lat. Galaktyka zdążyła o nich zapomnieć i oto nagle pojawiają się ponownie, by po raz pierwszy w historii przejąć pełnię władzy w Galaktyce. Dlaczego właśnie to Darth Sidious zdecydował się ujawnić istnienie Sithów? Palpatine od małego ćwiczony w sztukach Sith przez Dartha Plagieusa – innego geniusza swoich czasów był też dobrze nauczany. Posiadając niezwykły zmysł przewidywania, zabójczą inteligencję, determinację i nienawiść do Jedi, był w stanie wyłapać wszystkie ich słabości i je wykorzystać. Darth Sidious dobrze znał historię Galaktyki, Republiki i Jedi. Wiedział, że stagnacja prowadzi do osłabienia zmysłów oraz wyczuwał jak lata pokoju, dobrobytu i świetności Zakonu Jedi w rzeczywistości strasznie go skorumpowały. Jedi byli obecni wszędzie tam, gdzie chcieli, by pod przykrywką wprowadzania pokoju i sprawiedliwości rozszerzać swoją władzę i wpływy. Oczywiście pięknie sformułowana doktryna stanowczo temu przeczyła, lecz przejmowanie kontroli stało się elementarnym składnikiem ich egzystencji. Wiele konfliktów było rozwiązywanych tak, by przynieść Zakonowi jak najwięcej korzyści, podczas gdy z tragediami całych gatunków, jak choćby z cywilizacją Kaleeshan, się nie liczono. Pomagano jednym, podczas gdy inni byli często bezpodstawnie karani za swoją odwagę. Tego typu zachowanie pozostawiło tyle zamieszania w strukturze Mocy, że Jedi po tysiącu lat swoich „sprawiedliwych” rządów zamglili sobie oczy nie będąc w stanie rozpoznać, że prawdziwe zagrożenie pochodzi właśnie od nich samych. Sytuację doskonale rozumieli Sithowie, nie skrępowani ograniczeniami Jasnej Strony Mocy i wiekami prób utrzymania się przy władzy w Republice. Ich czysta wizja Galaktyki pozwoliła stworzyć plan, który ujawnić miał, jak bardzo skorumpowani isą Jedi oraz to, że będą w stanie zaprzeczyć swoim własnym ideałom, by tylko zachować stan rzeczy takim, jaki przez lata przynosił im korzyści. Jedi mieli potencjał zdrady zapisany już od dawna, a Sithowie jedynie to wykorzystali i wydobyli na światło dzienne. Plan Dartha Sidiousa właśnie dzięki słabościom i żądzy władzy Jedi przebiegał tak doskonale.

Przyjrzyjmy się jak to wszystko wyglądało. Darth Sidious wiedział doskonale do czego są w stanie posunąć się Jedi i co mogą zaplanować, gdy zostaną przyciśnięci do muru. Wiedział, że ich przekonania zostały wypaczone, a zdrowy rozsądek zastąpiony podskórnym pożądaniem władzy i kontroli. Zdawał sobie sprawę z ich słabości oraz tego, że tracą dotychczasowe wpływy. Sprytnym posunięciem w postaci rozkazu 66 nie dopuścił też do przejęcia władzy przez Jedi nad armią. Jedi wpadli zarówno we własne sidła intrygi i żądzy władzy nad skostniałymi i skorumpowanymi częściami Republiki, jak i nie byli w stanie poprawnie ocenić sytuacji. Po zamordowaniu Hrabiego Dooku, to Generał Grievous stał się przywódcą sił Separatystów i od tego momentu Jedi uczepili się w swoim postępowaniu pomysłu, jakoby zgładzenie Greviousa kończyło Wojny Klonów. Było to oczywistą bzdurą i służyło jedynie wykonaniu planu ponownego przejęcia pełni władzy w Republice. Najlepszym dowodem na to jest Czystka Jedi, która jak pamiętamy odbyła się po zabiciu Greviousa, a w trakcie prowadzenia działań wojennych. Faktycznymi przywódcami armii droidów byli bowiem przywódcy Separatystów, a oni byli chwilowo na planecie Mustafar. Koniec wojny nie zależał więc nawet w najmniejszym stopniu od zgładzenia Grievousa, bowiem to dopiero Darth Vader unieszkodliwił armię Separatystów właśnie z powierzchni Mustafar. Tym jednak kierowali się w swoim postępowaniu Jedi, którym zależało na jak najszybszym przejęciu kontroli nad Senatem. Dlatego też planowali zamach na życie Wielkiego Kanclerza. Ktoś może jednak powiedzieć: „Zaraz! Nie! Mace Windu wraz z towarzyszącymi mu Mistrzami Jedi chcieli zaaresztować Kanclerza, ponieważ okazał się Lordem Sith!” Otóż nie. Jak pamiętamy w chwili gdy Anakin przekazuje Windu wieści o tym, że Palpatine to Lord Sith, Mistrz Jedi jest już w drodze do biura Kanclerza, by się z nim rozprawić. Jedi w tym właśnie momencie wyczuli, że jest to idealna okazja, by powrócić do starego porządku rzeczy. Mając pod kontrolą armię, zdecydowali się objąć po raz kolejny kontrolę nad Senatem, a tym samym społeczeństwem Galaktyki. To, że Palpatine był Sithem nie było nawet pretekstem do tego, by się go pozbyć. Jedi od dawna planowali ten ruch, a gdy tylko nadarzyła się okazja postanowili usunąć silnego Kanclerza, przejąć kontrolę nad Senatem i doprowadzić do wyborów nowego rządu by – cały czas kontrolując armię – obsadzić stanowisko Kanclerza kimś im sprzyjającym, a potem powrócić do swoich zakulisowych rządów, jednocześnie oczyszczając się ze wszystkich zarzutów wspierania wojny, a tym samym ponownie zdobywając społeczne zaufanie. Tak oto Jedi planowali po raz kolejny wejść w posiadanie pełni władzy w Galaktyce. Na całe szczęście przeliczyli się, nie docenili potęgi Sithów oraz zawiedli się na lojalności armii, w której takie nadzieje pokładali.

Oczywiście można argumentować, że Jedi chcieli aresztować Najwyższego Kanclerza ponieważ to on stał za wojną, powstaniem ruchu Separatystów, co tym samym czyni go zdrajcą Republiki. Zgoda. Palpatine faktycznie jest winny tym zarzutom, lecz nie zapominajmy, że robił to wszystko, by ratować Galaktykę i cały organizm państwowy przed upadkiem, podczas gdy zdrada Jedi miała na celu tylko i wyłącznie ich własne dobro. Poza tym zmierzający do gabinetu kanclerza rycerze aż do momentu pojawienia się zeznania Anakina Skywalkera nie mieli pojęcia, że to właśnie Mroczny Lord jest odpowiedzialny za to wszystko. Przedstawienie jednego świadka nie byłoby prawdopodobnie wystarczające, by skazać Kanclerza na jakąkolwiek karę. Gdyby jednak jego aresztowanie powiodło się, to długotrwałe śledztwo z pewnością dostarczyłoby dowodów na zdradę Palpatine’a. Ale hej! Przecież Windu nie szedł go aresztować, tylko zabić i całe szczęście, że mu się to nie udało. Dzięki temu cała Galaktyka dowiedziała się, że to właśnie Jedi są prawdziwymi zdrajcami nie tylko Republiki, ale i swoich ideałów. Reasumując: Jedi z ochotą przystąpili do działań wojennych na Geonosis widząc w tym dodatkową okazję do umocnienia swojej władzy. Gdy sytuacja wymknęła się spod kontroli i konflikt się rozszerzył, przejęli kontrolę nad działaniami wojennymi i Wielką Armią Republiki. Jednak zyskując lojalność armii, stracili zaufanie społeczne, co było dotychczas podstawą ich funkcjonowania. Wojna pokazała jak bardzo skorumpowany był zakon i jak mocno polegał na posiadanej władzy, a gdy ta władza dzięki Palpatine’owi zaczęła topnieć, zawiązali spisek, mający przynieść koniec jego rządom i powrót do „starych dobrych czasów”. Przeliczyli się jednak i za sprawą własnej nieograniczonej buty wpadli w sidła własnej słabości i spisku Sithów. Ich próba ponownego przejęcia władzy nad Republiką na szczęście okazała się nieudana, a społeczeństwo i Senat zostali poinformowani o ich próbach. Tysiące senatorów gorącym aplauzem przyjęli wiadomość o zniszczeniu zakonu Jedi, z rąk którego tak wiele ludów wycierpiało, zakonu, którego buta i nadmierna potęga były dobrze znane. Od tego momentu cała władza została przekazana w silne ręce, w ręce które miały uzdrowić i usprawnić cały organizm państwowy i przywrócić Galaktyce jej siłę i chwałę. To, że ręce te należały do Sitha, należy uznać za ostateczny dowód upadku i zdrady Jedi.

spisał: Hanian Chan, Mroczny Adept Inkwizycji