wojownikmag1Sith jest istotą świadomą swego miejsca w świecie i przeznaczenia, jakie szykują mu gwiazdy. Sith sam “sieje i zbiera”, jest artystą, nie rzemieślnikiem. Jeśli coś robi, robi to sprawnie, niemal intuicyjnie. Nie zmusza się do niczego, jego czyny i postawa muszą wypływać z jego przekonań, muszą być częścią jego natury. Dlatego trudno jednoznacznie odpowiedzieć na pytanie o naturę Sitha, czy skłania się on ku magii czy walce. Przede wszystkim nie wolno mu ignorować potrzeb własnego ciała i ducha. Niebagatelne znaczenie ma tu fakt, w jaki sposób dany Sith odbiera rzeczywistość, jaki światopogląd jest jego udziałem i w jaki sposób staje się dyspozytariuszem pewnych wzorców kulturowych, których jest epigonem. Nie bez znaczenia jest także chociażby biologia jego ciała, chemia jego umysłu. Jeślibym miał jednak zamiar pokusić się o pewien przekrój społeczności Sithów, to zaryzykowałbym stwierdzenie, że im pełniejsza wiedza Sitha i większa sprawność w posługiwaniu się Mocą, tym częściej odrzuca on oręż jako narzędzie osiągania celu. Moc wszak pochodzi od istot żywych nie zaś od narzędzi, właściwym wobec tego wydaje się czerpanie korzyści bezpośrednio z Niej, niźli transformacja rzeczywistości za pomocą materii nieożywionej. Jak podkreślam, jest to jedynie moja prywatna opinia, opinia człowieka dopiero wkraczającego na Ścieżkę Poznania.

Jednak pokuszę się o drobny przykład, który pozwala mi domniemywać, że w istocie moja teza nie odbiega daleko od prawdy. Chodzi mi o sylwetki dwóch Sithów, którzy w kontekście zgromadzonych materiałów badawczych wydają się być najlepiej znanymi i opisanymi przez historyków postaciami tego szacownego Bractwa. Mowa oczywiście o znakomitościach takich jak Darth Sidious i Darth Vader. Pierwszy był Mistrzem, drugi zaś jego Uczniem. Nie podlega żadnej dyskusji, że umiejętności Mistrza daleko bardziej przewyższały zdolności jego podwładnego. Sidious nie tylko posiadł, wydawałoby się – dawno zapomnianą – wiedzę, ale również, co ważne, sam prowadził udane studia nad naturą Mocy, a nowe metody treningowe i wnioski ze swoich studiów nad Mocą opublikował w “Kompendium Ciemnej Strony”, składającym się z trzech tomów: “Księgi Gniewu”, “Słabości Gorszych” i niedokończonego “Tworzenia Potworów”.

O tym zresztą, jak naprawdę potężnym adeptem Mocy był Imperator, dowiadujemy się ze słów Wielkiego Admirała Thrawna, który przyznaje, że za pomocą Mocy Palpatine kontrolował idący w setki tysięcy personel Imperialnej Floty Gwiezdnej w czasie kosmicznych bitew. Jakże prostackie i obłudne w tym świetle wydają się być próby przedstawienia Imperatora jako strzelającego błyskawicami staruszka czynione przez propagandę tzw. Nowej Republiki. Ale wracając do tematu, teraz, kiedy uświadamiamy sobie prawdziwą potęgę Sidiousa, musimy zwrócić jednocześnie uwagę, że tylko w kilku przypadkach brał udział bezpośrednio w jakiejś walce. Zaiste, choć był w stanie zwycięsko walczyć z czterema Mistrzami Jedi równocześnie, trudno tego wielkiego Lorda nazwać wojownikiem. Wszak jego domeną były zacisza gabinetów i sekretne zgromadzenia, a nie pola bitew. Owszem, Palpatine budował potężne floty, formował gigantyczne armie, rzadko kiedy używał broni sam. Zamiast tego wolał się posługiwać posłusznymi sobie stworzeniami. Nawet niszcząc przeciwników, czerpał z najczystszej formy Mocy, z własnych uczuć, zamiast użyć miecza. Znamienne jest to, że choć początkowo walczył z nastającym na niego Mace’em Windu wręcz, w chwili zwycięstwa rozprawił się z nim błyskawicami Ciemnej Strony. Zresztą trudno sobie wyobrazić, że udałoby mu się zostać najpotężniejszą istotą w Galaktyce przy pomocy li tylko miecza świetlnego.

wojownikmag2Podejrzewam, że prędzej zamachałby się na śmierć niż zdążył rozmontować cały ten skorumpowany system pseudorepublikański. Mogę śmiało w tym miejscu zaryzykować stwierdzenie, że gdyby nie tak wielkie zamiłowanie do techniki, cele, które sobie Imperator stawiał, realizowałby raczej na drodze Magii Sith. Zapewne zamiast klonować żołnierzy używałby technik pozwalających hodować bestie, tak, jak zaczął to robić na Byss.

Spójrzmy teraz na przywoływanego wcześniej Dartha Vadera. Bez wątpienia był świetnie wyszkolony w technikach walki, gdyż musimy pamiętać, że jego głównym celem było fizyczne wyeliminowanie Jedi. Sidious sam uznawał go za swe największe dzieło, najlepszy przykład stworzonego potwora, a te, wedle jego własnych wskazówek, winny być silne tam, gdzie twórca słaby. Vader nigdy nie przywiązywał wielkiej wagi do bardziej ezoterycznych form władania Mocą. Czy to ze zwykłego braku zainteresowania, czy z przypisywanej mu niekiedy niemożności pogodzenia się z tym, kim się stał, albo z powodu odniesionych ran, opanował tylko podstawy Magii Sith, nigdy nie zagłębiając się dalej. Oczywiście, przewyższał w tej dziedzinie dowolnego Mrocznego Jedi, ale do Imperatora było mu daleko. Nie można zapomnieć, że Lord Vader był wielkim nauczycielem dziesiątek, jeśli nie setek istot. Szkolił niemal wszystkich Imperialnych Inkwizytorów, na równi z Prorokami Ciemnej Strony odpowiadał za trening Rąk Imperatora, wreszcie nauczał pierwszych z nowego pokolenia Lordów Sith. Prawdziwie własnych uczniów miał jednak rzadko, można ich zliczyć na palcach jednej ręki. Zwykle szkolił innych tylko na polecenie Lorda Sidiousa. Główną formą realizacji Vadera była zawsze walka, czy to wręcz, czy w kokpicie TIE.

W świetle przytoczonych tu faktów wydaje mi się, że prawdziwemu Sithowi, jakkolwiek nie powinna być mu obca droga wojownika, do pełni realizacji potrzebna jest znajomość Magii Sith i pełne zrozumienie celu, który chce zrealizować. Chcę tu być, jeszcze raz podkreślę, dobrze zrozumiany: Sith może, a nawet powinien być wspaniałym wojownikiem, czuć prawdziwą rozkosz w walce, musi jednak jednocześnie znać moment, w którym należy otrzepać z siebie kurz wojny. Dla nikogo bowiem pokój nie jest tak wyczekiwaną porą jak dla prawdziwego żołnierza.