trzyceleRuv’ax:

Jaki sens ma działanie i do czego prowadzi? Jest to pytanie, na które od zawsze próbowały znaleźć odpowiedź wszelkie istoty myślące. Od zarania dziejów te dwie kwestie zaprzątały umysł wszystkich filozofów i myślicieli Galaktyki, a żaden z nich nigdy nie odnalazł właściwej odpowiedzi. Autor tychże słów również nie jest na tyle szalony, by twierdzić, że uda mu się odpowiedzieć na te pytania. Sądzę wszakże, że w oparciu o życiorysy i światopoglądy dwóch Mrocznych Lordów oraz pewnego tyleż potężnego, co niezrównoważonego Mrocznego Jedi, udało mi się znaleźć tezę zbliżoną do prawdy- a przez to akceptowalną dla użytkowników Ciemnej Strony Mocy.

Chcę jedynie dodać, że daleki jestem od kwestionowania mądrości minionych Mrocznych Lordów, poddam pod wątpliwość jedynie część ich nauk, ponieważ – jak każda wiedza – tak i ta dezaktualizowała się z wiekiem (co dobitnie udowodniło Bractwo, odrzucając Zasadę Dwóch).

Darth Bane, Mroczny Lord Sithów był jednym z najbardziej potężnych członków naszego starożytnego Bractwa. Mimo iż potęga rodzi arogancję, a ona z kolei błędy, Bane uniknął ich zarówno w swoim postępowaniu, jak i naukach spisanych w swoim holocronie.

Z jednym, jedynym wyjątkiem. W swoich badaniach i medytacjach doszedł do wniosku, że celem Sitha, ostateczną dla niego nagrodą winna być potęga w Mocy. Winno się dążyć do osiągnięcia potęgi i zrozumienia w ramach Zasady Dwóch, na chwałę Bractwa. Bane, sam będąc potężny, uznał tą cechę za najbardziej dla Sitha istotną, uznał że Sith winien dążyć do niezwykłej mocy, a osiągnąwszy ją, stać się ideałem Mrocznego Lorda.

Otóż niezaprzeczalnie potęga jest niezwykle istotna i być może nawet najważniejsza dla Sitha, ale nie w bane’owskim rozumieniu “potęga dla samej potęgi”. Ta teza jest nie do obrony i dowodzi tego nawet sam Bane swoim życiorysem. Pobierając nauki w Akademii Bractwa Ciemności na Korribanie osiągnął upragnioną siłę i moc. Bane mógł w tym czasie na niej poprzestać- dalej być podwładnym Mrocznego Lorda Kaana i walczyć w Nowych Wojnach Sithów u boku swoich braci. Podejmując w tamtym okresie próbę zniszczenia Bractwa Ciemności, Lord Bane sam obalił swoją naukę. To naturalne, że osoba rozumiejąca naturę Mocy, nauki Sithów i umiejąca zrobić z tego użytek będzie chciała wykorzystać owe niezwykłe umiejętności, tak więc teza Dartha Bane’a, iż potęga sama w sobie powinna być dla Sitha celem, jest nieżyciowa i niemożliwa do wypełnienia. Taka jest natura Ciemnej Strony – mając potęgę, Sith chce zrobić z niej użytek, gdyż inaczej ją utraci.

Potęga, mądrość, zrozumienie i biegłość w użytkowaniu Mocy to niewątpliwie są rzeczy, do których Sith winien dążyć. Ale nie dla nich samych – powinny być one jedynie narzędziem do osiągnięcia wyższych celów. Można jednak uznać je za pierwszy stopień, podstawowe cechy każdego Sitha, który chce być godny tego miana.

Joruus C’baoth, niezrównoważony psychicznie klon mistrza Jedi Jorusa C’baotha, nie jest zbyt dobrym przykładem zrozumienia i użytkowania Mocy. Jednak nawet w tak zaawansowanym szaleństwie kryje się ziarenko rozsądku. Wszak jak cienka jest granica między szaleństwem a mądrością…

C’baoth, zabiwszy strażnika skarbca Imperatora na planecie Wayland, zaczął zamiast niego zarządzać tamtejszym miastem. “Zarządzać” to bardzo nieprecyzyjne słowo na określenie czynów C’baotha. Należy przypuszczać, że stopniowo przejmował kontrolę nad umysłami mieszkańców, tak iż zamieniali się w “lalki” całkowicie zależne od jego woli. Podobnie uczynił później z Covellem, generałem Armii Imperium. Gdy jednak wycofał się z jego umysłu- oficer zmarł.

Szalony Ciemny Jedi twierdził, że odnalazł prawdziwy sens i cel życia użytkownika Mocy- władzę, wierząc również, że odkrył jej prawdziwe znaczenie- bezpośrednią kontrolę nad umysłami. Oczywiście, władza i kontrola jest pragnieniem każdej inteligentnej istoty, czego dowodzą również działania Sithów. Wszyscy oni starali się zdobyć władzę, nad Galaktyką, choć nielicznym się to powiodło. Oczywistym jest, że panowanie nad innymi istotami, jest rzeczą, do której Sith z dzisiejszego Bractwa powinien dążyć. Ale oczywiście nie do panowania w rozumieniu C’baotha! Po pierwsze dlatego, że objęcie jurysdykcji nad ciałem zabija istotę- jeżeli chcemy przejąć kontrolę nad kimkolwiek, zamieniamy go w lalkę, a przecież nie o władzę nad martwymi skorupami powinniśmy walczyć. Po drugie: przejęcie władzy nad ciałami wszystkich istot w Galaktyce jest niemożliwe, a nawet gdyby było możliwe, doprowadziłoby do szaleństwa osobę rządzącą (dotyk tak wielu okaleczonych psychik jest nie do zniesienia!). W końcu po trzecie: władza nad bezwładnymi lalkami jest niepodważalna i absolutna, a taka nie daje satysfakcji. Zadowolenie przynosi tylko władza, o którą trzeba wciąż walczyć, bo tylko wtedy robi się użytek z osiągniętej potęgi.

Reasumując, Sith powinien się starać się o władzę- o supremację nad wszystkimi świadomymi istotami Galaktyki. Po osiągnięciu potęgi, władza jest normalnym, naturalnym pragnieniem. Jest ona drugim stopniem w rozwoju Sitha, stopniem pośrednim, acz niemniej ważnym niż pozostałe.

Trzecią wartość, którą Sith powinien starać się osiągnąć, przedstawię na przykładzie Mrocznego Lorda Dartha Plagueisa. Jeżeli źródła historyczne są dokładne, Plagueis był jedynym użytkownikiem Mocy, który znalazł sposób wpływania na midichloriany, tak by panować nad życiem.

“Nie jest panem i władcą, kto nie jest panem samego siebie”. Czasem nasza psychika jest dla nas największą z możliwych zagadek. Osiągnąwszy wszystko, czego Sith może żądać, zapanujmy nad jedynymi istotami, jakie jeszcze nie słuchają naszej woli- nad nami samym. Nie chodzi tu zresztą tylko o nasz umysł, chodzi tu o każdy aspekt istoty. Osobowość, życie i jego procesy, żaden aspekt śwadomości nie może mieć przed nami tajemnic. Podsumowując: będąc potężnymi i mając u stóp Galaktykę, trzeba nam, jak Darth Plagueis, zyskać KONTROLĘ.

Niemniej jednak Darth Plagueis hołdował błędnej nauce Bane’a: “potęga dla samej potęgi”. Osiągnął pełne zrozumienie i poznanie Mocy, tak że pozwoliła mu ona panować nad życiem, lecz jego umysł zbyt zaprzątnięty był zrozumieniem tej niematerialnej siły, gdyż nie dostrzegł bardzo namacalnego i przyziemnego niebezpieczeństwa- zginął z rąk swego ucznia.

Dowodzi to, że choć kontrolował życie, nie miał władzy nad swoim własnym adeptem! Jego dzieło nie miało solidnej podstawy i przez to stracił wszystko. Należy dążyć do kontroli, takiej jaką miał Mroczny Lord Plagueis, ale nie tylko nad sobą samym, ale także nad wydarzeniami. Pełną kontrolę osiąga ten, kto zarządza swoim życiem, a przede wszystkim, kto zarządza śmiercią- kto zachowuje panowanie nad wszystkim co go dotyka. Nie chodzi tu o unikanie śmierci. Niestety, jest ona jedynym pewnikiem w tej szalonej Galaktyce- na pewno przyjdzie. Chodzi o to, by przyjąć ją na swoich warunkach i w odpowiedniej chwili. Jest to tak trudne, że żaden z wrażliwych na Moc, jeszcze nie osiągnął tego celu.

Darth Bane, Joruus C’baoth i Darth Plagueis. Potęga- Władza- Kontrola. Trzy cele Sitha, wynikające z siebie i uzupełniające się nawzajem. Tworzą Sitha idealnego, pana Wszechświata, Mocy i siebie samego. Bez pozostałych, każda pojedyncza z tych wartości, jest bez znaczenia i marginalna. Sądzisz, że uda Ci się je osiągnąć?

Seneks i Hanian:

Przy stawianiu sobie pytań dotyczących działania nie sposób zapomnieć o konsekwencjach wypływających z każdego naszego czynu. Przy stawianiu pytania: “Jaki sens ma działanie?” od razu dajemy sami sobie odpowiedź w postaci: “Sensem, a zarazem celem każdego działania są jego konsekwencje”. To nie działanie samo w sobie jest ważne, ale to do czego prowadzi. A właśnie. “Do czego prowadzi działanie?”. Tak zadane pytanie nie wyjaśnia niczego, a szukanie na nie odpowiedzi wśród mnogości najróżniejszych możliwości mija się z celem.

Dla Sitha bowiem każde działanie obłożone konsekwencjami powinno być dokładnie zaplanowane. Nie można przecież planować działania bez przewidywania tego, co wywoła, co więcej Sith oczekuje tych konsekwencji i dlatego działa. Tak było poczynając od intryg Nagi Sadowa poprzez działania Dartha Bane’a, a na planie dojścia do władzy przez samego Dartha Sidiousa kończąc. Jeżeli więc nie widzimy sensu działania, nigdy nie będzie nam dane stać się potężnym Sithem, nie dane nam będzie bowiem ułożyć własnego życia podług własnej woli, a w nagłych wypadkach zdamy się na wolę losu. Tym bardziej jeżeli nie wiemy, do czego nasze działania doprowadzą, nie możemy nazwać się Sithami, ponieważ oznacza to, że nie potrafimy się ani uczyć z historii słynnych Lordów, ani sami nie jesteśmy w stanie przewidzieć skutków własnych czynów. To natomiast może znaczyć jedynie, że nasze zrozumienie Mocy jest o ile nie żadne, to przynajmniej zbyt nikłe. Stąd stwierdzamy, że poddawanie w wątpliwość podstawowej nauki Dartha Bane’a łatwo obalić. Szczególnie nauki, która wyniosła go na szczyt władzy w Bractwie Sith oraz przyczyniła się do uczynienia Sithów potężniejszych niż kiedykolwiek.

Darth Bane w swoich medytacjach faktycznie uznał, że dążenie i osiągnięcie potęgi jest najistotniejsze dla Sitha. Potęgi dla samej potęgi. Owszem, ale czy to skreśla jego dalsze działania po osiągnięciu pewnego poziomu potęgi? Czy rzeczywiście swoim życiorysem udowodnił, że wysunięta przez niego samego teza jest błędna? Czyżby można było zarzucić temu wielkiemu Lordowi hipokryzję i błędy w jego podstawowej nauce, do której się stosował i dzięki której wyszedł na sam szczyt? Stanowczo nie. Takie stwierdzenie mogłoby wyjść z naszych ust jedynie przy niedokładnym rozumieniu jego działań oraz samej nauki.

Przyjrzyjmy się temu bliżej.

Absolutna potęga w Mocy jako ostateczna nagroda za wszelkie działania… W tym jest cały klucz rozumienia nauki o “potędze dla samej potęgi”! Ostateczną nagrodą za wszelkie działania prowadzące do niej. Tym właśnie kierował się Bane w swoim życiorysem i nigdy nie zaprzestał dążeń do jak największej potęgi. Pobierając nauki w Akademii Sith na Korribanie z pewnością stał się bardzo potężny, na co wskazuje szacunek i ukrywany strach jakimi był obdarzany nie tylko przez Lorda Kaana, ale przez całe Bractwo Ciemności. Dla każdego Sitha jednak wiedza i umiejętności, które posiadł w Akademii Sith są dopiero początkiem drogi ku absolutnej potędze. W przeciwnym wypadku każdy, kto szkolił się w Akademii, byłby szalenie biegły w Mocy i niemal niepokonany. Dobrze wiemy, że to nieprawda i dopiero długie praktykowanie Mocy, ciągły trening, stawianie czoła wyzwaniom i doświadczeniom życiowym oraz własne poszukiwanie potęgi są w stanie doprowadzić Sitha na szczyty. Darth Bane w przeciwieństwie do innych członków Bractwa Ciemności zdawał sobie z tego sprawę. Dlatego właśnie opuścił Lorda Kaana, widząc w jego działaniach przerażającą cząstkę szaleństwa mogącego doprowadzić Sithów do zagłady. Kaan, który postanowił zatrzymać się w swojej podróży ku większej potędze i wykorzystać już posiadaną, przegrał. To właśnie Darth Bane stwierdzając, że absolutna potęga to cel – użył swoich już opanowanych umiejętności do osiągnięcia jeszcze większej potęgi.

Gdyby, wiedząc o planach Kaana podążył za nim, nie osiągnąłby już nic. Gdyby po detonacji bomby myślowej zatrzymał się i używał swoich umiejętności do pokonania Jedi, prawdopodobnie też nic by nie osiągnął. On jednak wiedział, że w ani jeden, ani drugi sposób nie osiągnie absolutnej potęgi. Dlatego znalazł sobie uczennicę, zaczął jej szkolenie samemu wciąż się doskonaląc i dążąc do jeszcze większej biegłości w Mocy. Ustanowił Zasadę Dwóch, dzięki której dał możliwość uzyskania absolutnej potęgi kolejnym pokoleniom Sithów. Prawdziwym zamierzeniem Dartha Bane’a nie było bowiem zatrzymanie się na potędze, którą się już posiada, lecz ciągłe doskonalenie się, by zdobyć jej jeszcze więcej, dojść do granic swych możliwości i wtedy cieszyć się z nagrody jaką jest “potęga dla samej potęgi”. Dopiero wtedy bowiem Sith jest spełniony, gdy osiągnie absolutnie wszystko to na co pozwala mu jego potencjał. Oczywistym jest, że by to osiągnąć będzie musiał wykorzystywać swoje posiadane już umiejętności, działać, przewidzieć skutki i konsekwencje tych działań, aby tym samym jeszcze zwiększyć swoją potęgę. I tak aż do końca.

Joruus C’baoth jest nie tyle niezbyt udanym przykładem, jeśli chodzi o zrozumienie i użytkowanie Mocy, jest przede wszystkim przykładem mocno naciąganym, jeśli mówimy o Sithach, a on Sithem w żadnym wypadku nie był. Gdy mówimy o Lordach Sith oraz aspekcie władzy, to mamy przecież co najmniej parę znacznie lepszych przykładów. Podam dwa, które przychodzą najszybciej do głowy: Darth Sidious i Naga Sadow. Zarządzali wielkimi imperiami, robili to w bardzo zręczny sposób, umiejętnie pozbywali się przeciwników. Jak wiemy, w ostatnich fazach ich rządów coś przestało działać jak należy. Chęć podbojów, pewność siebie. Jednakże osobiście jestem pewien, że dalsze pokolenia Sithów powinny czerpać inspirację ze swoich wielkich poprzedników, a nie z historii chorego klona.

I jeszcze jedno: rozumiem pojęcie konkurencji, ale gdy rządzisz i co chwila musisz oglądać się za siebie, to możesz wpaść w paranoję, która będzie odbierana jako twoja słabość. Władza absolutna to element boskości, czegoś perfekcyjnego.

Zgadzamy się absolutnie, że Sith musi panować nad sobą, jednakże najważniejsze jest to, by zrobił to PRZED zdobyciem potęgi i władzy. Sith, który nie zna siebie samego, nie powinien, a zasadniczo nie jest godzien, by rządzić czymkolwiek, bo narobi szkody nie tylko sobie, a przede wszystkim galaktyce, którą chce objąć w posiadanie. “Musisz być panem swych emocji, nie ich sługą.” Jednakże uważajmy, by nie popaść w skrajność. Pamiętajmy, że to Jedi cały czas się kontrolują i ograniczają, zamykając sobie drzwi do potęgi. My, Sithowie, zawsze będziemy używać uczuć i pasji, bo jest to jedna z rzeczy, które odróżniają nas od Jedi. Musimy opanować sztukę samokontroli w takim stopniu, by być w stanie zrzucić wszelkie ograniczenia i wpaść w wir emocji, gdy tylko przyjdzie nam na to ochota.

Kompletnie nie zgadzam się, jakoby Darth Plagueis hołdował jakimś błędnym naukom (o czym powyżej), a także ze stwierdzeniem “Jego dzieło nie miało solidnej podstawy i przez to stracił wszystko.” Bracie, chyba jednak nie do końca zrozumiałeś jego życiowe dzieło (oczywiście, opieramy się na skąpych informacjach, jakie mamy o Lordzie Plagueisie), którym bez wątpienia była osoba Lorda Sith – Dartha Vadera, wcześniejszego Anakina Skywalkera i zarazem Wybrańca. Plagueis nie mógł stracić wszystkiego, ponieważ jego dziedzictwo dalej istniało i odegrało niebagatelną (najważniejszą?) rolę w historii Galaktyki.

Polemizowałbym również z tym, że jeszcze żadnemu z wrażliwych na Moc nie udało się przyjąć śmierci na swoich warunkach, czyli tak naprawdę zwyciężyć w pewnym sensie najważniejszą bitwę życia.

Trzy cele Sitha: potęga, władza, kontrola. Tylu wielkich Sithów, którzy te cele osiągnęli i tyluż Sithów, którzy ten cel osiągną. Należy jednak pamiętać, że Sith musi się cały czas rozwijać, obierać różne drogi i spełniać własną wolę, niezależnie od niczego. W tym wypełnia się bowiem sens istnienia i ku temu prowadzą Sitha różne drogi do tego by zdobyć absolutną kontrolę nad własną potęgą, a poprzez absolutną władzę wypełniać swoją wolę. Taki jest nasz punkt widzenia na te cele, a czy uda nam się je osiągnąć? Oczywiście. Dlatego właśnie jesteśmy Sithami.

Ruv’ax:

Wydaje mi się, że nasza różnica zdań, Bracia, wynika z pierwszego celu: potęgi. Jest to kwestia tego, czy wierzymy w zasadę “potęga dla samej potęgi” i czy postępujemy według niej. Według mnie jest ona, ni mniej, ni więcej, obietnicą potęgi doskonałej i nieograniczonej. W zamian za poświęcenia całego życia poznaniu Mocy, otrzymujemy nieposkromioną siłę i umiejętności dokonywania nadludzkich czynów. A dlatego, że poświęcanie całego życia tylko jednemu celowi jest zbyt krótkowzroczne, trudno Sithowi, który przejawia pragmatycznie podejście do życia, postępować według niej. Ja po prostu nie wierzę w tę zasadę, neguję ją, bo mam inne pojęcie na temat tego, czym jest potęga.

Według mnie potęga to narzędzie, broń. Należy o nie dbać, należy je ostrzyć, aż osiągnie stan, w którym przetnie wszystko. Dla naszej biegłości w Mocy, takim momentem jest chwila, gdy osiągniemy kres, granicę naszej wrażliwości na Moc, wyznaczaną przez midichloriany. Osiągnięcie tego celu, pierwszego z trzech, od razu rodzi konieczność, a nawet pragnienie nowego sensu działania. Jak mówiłem naturalną koleją rzeczy takim celem jest dominacja nad innymi istotami. Dlatego nie “celem każdego działania są konsekwencje”, a raczej “konsekwencją osiągnięcia każdego celu jest obranie sobie nowego”.

Jednak, aby nie być gołosłownym negując zasadę naszego czcigodnego przodka, jeszcze raz wytłumaczę dlaczego Bane sam nie przestrzegał swojej zasady (być może nie rozważywszy wprzódy jej filozoficznych implikacji).

Przede wszystkim, Bracie Hanianie, przeceniasz rolę Akademii w życiorysie Bane’a. Fakt, że wrażliwość na Moc objawiała się u niego nawet bez treningu świadczy, że był on naprawdę BARDZO potężny w Mocy. Potężniejszy niż większość Sithów, którzy byli, którzy są i którzy nastaną. Akademia uwolniła w nim Moc, skrywaną przedtem, gdyż Dessel nie trenował się w jej używaniu. Wiemy dobrze, jakich niekiedy bzdur nauczano w tym czasie na Korribanie. Bane w dużej mierze samemu sobie zawdzięczał swój rozwój. Mistrzowie korribańscy wskazali mu jedynie drogę, która później podążył samotnie. Dlatego sądzę, że jeśli nawet Bane nie uzyskał zrozumienia Mocy w stopniu, jaki przedstawiłem (osiągając granicę możliwości swojego ciała), osiągnął coś bardzo do tego zbliżonego.

Osiągnął cel swojego życia. Mógł już nie robić nic. Mógł wycofać się w jakieś pradawne czeluście, opuścić swoje ciało, bo przecież nie miał już celu, sensu, który go napędzał. Wykonał swoje zadanie. Mógł nie robić nic.

Dlaczego opuścił Bractwo Ciemności? Przecież według jego zasady, cel został osiągnięty, a więc go mogła obchodzić jakaś mała wojna w obliczu osiągniętej potęgi?

Ale na co komu potęga, gdy się jej nie używa, gdy leży ona na dnie świadomości, odkurzana tylko od czasu do czasu, gdy trzeba przenieść jakiś ciężki przedmiot bądź zdekapitować jakiegoś natręta?

Potęga jest narzędziem, a ono rdzewieje nieużywane. Jaki pożytek z młota, gdy nie ma czego uderzyć?

Dlatego Bane wymyślił teorię znaną odtąd jako Doktryna Bane’a bądź Zasada Dwóch i jął wprowadzać ją w życie. Potrzebował celu, a więc go wymyślił. Natura każdej świadomej istoty żyjącej nie znosi próżni.

W jednym zgoda z Bane’em: powinniśmy dążyć do dotknięcia granicy wytyczonej nam przez naturę. Ale co zrobić z takim doświadczeniem- tu absolutnie się nie zgadzam.

Joruus C’baoth. Tu pełna zgoda, przykład nieco naciągany. Chciałem ukazać kogoś, kto za swój życiowy cel (żeby nie powiedzieć obsesję) obrał panowanie. Racja, Naga Sadow i Darth Sidous byli wielkimi władcami i powinniśmy ich naśladować. Ale czy byli niespełna rozumu? Chciałem na zasadzie kontrastu ukazać prawdziwe znaczenie słowa “władza”. Trudno o większy kontrast z rzeczywistością i prawdą, niż w światopoglądzie i przekonaniach C’baotha. Zgadzam się, że nie jest on wzorem, ale przecież nie uczyniłem go wzorem, tylko przykładem.

Jeśli chodzi o zasadę kontroli, to tu Braci muszę przeprosić. Nie wyjaśniłem dostatecznie o co mi chodzi. Bo kontrola to nie jest zaplanowanie swojej śmierci, ani nawet przewidywanie wydarzeń z prekognicyjną pewnością.

Kontrola to przewidywanie i panowanie nad wszystkimi wydarzeniami, osobami, zjawiskami, etc. jakie nas dotykają. Władza nad wszelkimi aspektami życia. Manipulowanie zdarzeniami i istotami, tak aby nic nie mogło nas zaskoczyć. Wybieganie myślą wprzód i samodzielne tworzenie przyszłości, która się ziszcza, zamiast na nią oczekiwać. W równaniu z nieskończoną ilością niewiadomych, jakim jest życie, wypełnianie brakujących danych i przewidywanie (a nawet tworzenie) wyniku. Oznacza się to stanie niemalże bogiem, w stopniu takim, w jakim jest to możliwe dla istoty śmiertelnej. Kontrola wszystkiego i wszystkich jest, moim zdaniem pełnym wykorzystaniem Mocy i jestem pewien, że tego celu nikt jeszcze nie osiągnął, ani w najbliższej przyszłości nie osiągnie.

Hanian:

Od razu na wstępie zgodzę się z Tobą, Bracie Ruv’axie, w jednym: nasze sposoby rozumienia potęgi diametralnie się różnią. Widać, że nie do końca udało Ci się pojąć znaczenia “potęgi dla samej potęgi”. Pomimo, że jak sam piszesz, jest to obietnica potęgi doskonałej i nieskończonej, to zdajesz się nie zauważać jednej bardzo istotnej sprawy. Otóż Darth Bane nigdy w swoim życiu takiej potęgi nie osiągnął. Dla mnie bowiem potęga to nie tylko rozwinięty potencjał użytkowania Mocy, lecz ciągłe dążenie do jeszcze doskonalszego rozwinięcia tego potencjału, co postaram się wyjaśnić poniżej. Natomiast na początek chciałbym zweryfikować jedno z Twoich stwierdzeń: “poświęcanie całego życia tylko jednemu celowi jest zbyt krótkowzroczne”. Całkowicie się z tym nie zgadzam. Dlaczego? Ponieważ każdy Sith w historii, powtarzam KAŻDY miał jeden cel w życiu i tym celem było właśnie osiągnięcie jak największej potęgi. Ten jeden cel otwierał im wrota ku innym. Sprawiał, że poprzez dążenie do ostatecznej potęgi mogli sobie stawiać pomniejsze cele. Darth Sidious, Naga Sadow, Freedon Naad, Darth Revan, Darth Bane, Darth Vader. wszyscy oni nieustannie się rozwijali. Służyło to jednemu celowi: stać się najpotężniejszą istotą w Galaktyce. Dlaczego uczeń Sith zawsze zdradzał swojego mistrza? Właśnie po to, by osiągnąć jak największą potęgę. Dlaczego potem nie poprzestawał na tym i starał się wyeliminować wszystkich potencjalnych wrogów, w tym Jedi? Ponownie po to, by osiągnąć jeszcze większą potęgę. Ostateczną potęgą bowiem nie jest osiągnięcie nieskończonej biegłości w Mocy, ale stanie się najpotężniejszą istotą w Galaktyce, co wiąże się z wyeliminowaniem wszystkich potencjalnych konkurentów. Po to, by nikt już nie był w stanie rozwinąć jeszcze większej potęgi, a tym samym zagrozić najpotężniejszemu Sithowi w Galaktyce.

Dlaczego według mnie Darth Bane nigdy nie osiągnął doskonałej i nieskończonej potęgi? Ano dlatego, że ciągle do niej dążył. To właśnie jego działania doskonale pokazują, że tym, czego chciał, było osiągnięcie “potęgi dla samej potęgi”. Musisz się zgodzić, Bracie, że mimo, iż był niezwykle potężny, to Lord Kaan ciągle mu zagrażał, podobnie zresztą jak reszta Bractwa Ciemności. Mimo, że bardzo potężny, Dath Bane musiał się liczyć z tym, że nie jest jedynym potężnym Sithem i może się okazać w przyszłości, że ktoś przerośnie go w umiejętnościach. Znał to doskonale z doświadczenia. W czasie treningu w Akademii na Korribanie był niezwykle potężnym uczniem, bez trudu pokonującym najlepszych adeptów. To jednak wkrótce się zmieniło i po pewnym czasie to jego pokonano, a on sam musiał odbudowywać swoją potęgę. Darth Bane wiedział, że ta nieskończona potęga to wartość bardzo ulotna, dlatego przez całe życie dążył, by osiągnąć jeszcze większy poziom umiejętności. W swojej potędze widział, że nie jest niezniszczalny. Wiedział, że jeżeli nie będzie się stale rozwijał, to w końcu znajdzie się ktoś, kto przerośnie go w umiejętnościach. Doskonale widać to w czasie, gdy jego ciało zamęczone przez orbaliski było bliskie poddania się. Darth Bane prosił wtedy Darth Zannah o skrócenie jego męki, jednocześnie obawiając się, że może wpaść w ręce Jedi. Jak widać, nigdy w swojej historii Darth Bane nie osiągnął nieskończonej potęgi. Dlatego właśnie wciąż do niej dążył. Do “potęgi dla samej potęgi”. Wiedział bowiem, że dopiero po jej osiągnięciu będzie bezpieczny.

Zdecydowanie nie przeceniam roli Akademii w życiu Bane’a. To właśnie trening tam uświadomił mu, że przez całe swoje życie musi się rozwijać, bowiem w przeciwnym razie, mimo całej swojej potęgi, stanie się łatwym celem dla innych. Doskonale widać to przy okazji pojedynków z Sirakiem. Dzięki temu, że Bane sam przeżył upokorzenie, zdołał zobaczyć prawdziwy cel swego życia – osiągniecie niewyobrażalnej potęgi. Nie mógł tego osiągnąć bez wyeliminowania wszystkich potencjalnych konkurentów. I chociaż osiągniecie ostatecznej potęgi się nie powiodło, to nigdy, ale to nigdy Darth Bane nie zdradził własnej zasady “potęgi dla samej potęgi”.

Po co bowiem Sithowi potęga? Po to, by upewnił się, że jest ona ostateczna i nieskończona. Z takiego właśnie założenia wychodził Darth Bane, Sithowie przed nim i po nim. Nigdy nie ustawali w dążeniu do osiągnięcia tego celu. Pisałeś, Ruv’axie, że “konsekwencją osiągnięcia każdego celu jest obranie sobie nowego”. Czyż nie zgadza się to z moją tezą iż – “celem każdego działania są konsekwencje”? Absolutnie nie. Mamy cel i osiągamy go. Potem są konsekwencje tego czynu. Czasem prowadzą one do obrania nowego celu, a czasem nie. Nie ulega jednak wątpliwości, że to właśnie te konsekwencje są najważniejsze, bowiem właśnie one wyznaczają nam kierunek dalszych działań. Bez znaczenia, czy będzie to osiągniecie kolejnego celu, czy utrzymanie sytuacji już zaistniałej. Są to konsekwencje, które są celem każdego działania.

Ruv’ax:

I znów, Bracie, muszę stwierdzić, że Twój wywód nie jest wystarczającym dowodem na słuszność zasady “potęga dla samej potęgi”, bo do tego właściwie sprowadził się nasz spór.

Cytuję: “(…) każdy Sith w historii (…) miał jeden cel w życiu i tym celem było właśnie osiągnięcie jak największej potęgi.” Absolutnie nie, sam przytoczyłeś, Bracie, dwóch lordów, którzy przeczą Twojej tezie: Dartha Sidiousa i Dartha Vadera. Mogą być oni wręcz dowodem na słuszność mojej tezy przedmiotowości potęgi – Palpatine dążył do władzy, osiągnąwszy przedtem potęgę. Potraktował ją przedmiotowo, dokładnie tak, jak przedstawiłem w mojej pracy.

Zadajmy sobie pytanie: dlaczego Wybraniec Jedi Anakin Skywalker stał się uczniem Mrocznego Lorda Sithów? Czy dlatego, że łaknął potęgi? Potęgi dla potęgi? Nie, oczywiście że nie. Już wówczas uważał, że jest najpotężniejszym Jedi Zakonu, był przekonany, że ma umiejętności mistrza. Większa potęga była mu potrzebna, by uratować swoją ukochaną, a więc de facto również dla niego była narzędziem.

Cytuję raz wtóry: “Dlaczego uczeń Sith zawsze zdradzał swojego mistrza? (…) Dlaczego potem nie poprzestawał na tym i starał się wyeliminować wszystkich potencjalnych wrogów, w tym Jedi?”

Nie dla potęgi; przecież i bez zabicia swojego mentora trzymałby w garści potęgę otrzymaną od niego. I bez zabicia potencjalnych wrogów, wiedziałby, że są nic nieznaczącymi śmieciami. Uczeń Sith czynił tak, by osiągnąć władzę i kontrolę.

I jeszcze jeden cytat: “Ostateczną potęgą bowiem nie jest osiągnięcie nieskończonej biegłości w Mocy, ale stanie się najpotężniejszą istotą w Galaktyce.”

Po pierwsze: właśnie przyznałeś, Bracie, że konsekwencją potęgi jest władza i kontrola. Po drugie: czymże jest Moc? Podręcznikowa definicja uczy nas, iż to energia łącząca wszystkie żywe istoty w całym wszechświecie. Wiemy jednak, że jest czymś więcej, że definicja nie oddaje pełnej istoty tej siły. Pierwszą reakcją istot Galaktyki na odkrycie Mocy było ślepe uwielbienie. Bowiem Moc w tajemny sposób kieruje wszelkimi ścieżkami, wszelkimi zachowaniami, etc. Czy wszechobecne siła kontrolująca wszystko, “zwróci uwagę” na to, że w jednej z bilionów galaktyk ktoś stał się bardzo biegły w jej używaniu?

Ostateczną potęgą, jaką obiecuje zasada Bane’a jest absolutne zrozumienie niewytłumaczalnej tajemnicy! To niemożliwe. Ale poprzez osiągnięcie kontroli, możemy uzyskać podobny status “bóstwa” co Moc, a przez to zrozumieć ją lepiej niż ktokolwiek inny, choć naturalnie nie w zupełności.

Bracie, nie można dążyć do osiągnięcia potęgi “jeszcze doskonalszej”. Przecież to oksymoron sam w sobie! Osiągamy kres naszej wrażliwości na Moc, dotykamy tej granicy i poznajemy ją, a później ćwiczymy, by utrzymać potęgę. Koniec, kropka. Nie można być potężniejszym, niż jest nam to pisane (stąd nie każdy osiągnie władzę i kontrolę).

“Darth Bane musiał się liczyć z tym, że nie jest jedynym potężnym Sithem i może się okazać w przyszłości, że ktoś przerośnie go w umiejętnościach.”

Oczywiście, że tak. Ale należy rozróżnić potęgę i umiejętności. Umiejętnością korzystania z potęgi jest osiągnięcie supremacji nad innymi istotami, wreszcie kontroli nad życiem swoim i innych. Darth Bane osiągnął potęgę, ale nie czuł się bezpieczny, chociaż ćwiczył i w pełni rozwinął swój potencjał. Czułby się bezpieczny, gdyby zamiast gonić za mrzonką o potędze absolutnej, osiągnąłby władzę: wtedy bowiem miałby nadnaturalną potęgę Mocy wspartą dodatkowo siłą swoich poddanych, kimkolwiek by oni nie byli. Natomiast kontrolując, stałby się nieosiągalny. Ponieważ z potęgi uczyniłby narzędzie!

Jeżeli wszyscy Sithowie przed Bane’em i po nim kierują się jego zasadą, to po co imperia, bractwa, zakony, wojny, armie? Nie, Bracie. Bane stworzył zasadę, w którą bez wątpienia wierzył, ale nie umiał nauczyć jej następnych pokoleń, a poprzednie pokolenia Sithów, po prostu zasady tej nie znały.

Hanian:

Znów, po raz kolejny muszę się z Tobą Ruv’axie, nie zgodzić. Twój wywód wcale nie stanowi przykładu na to, że zdobywanie “potęgi dla samej potęgi” jest błędne.

Widzę za to teraz, że zupełnie inaczej rozumiemy samo pojęcie potęgi. Dla Bane’a (a ja podzielam jego punkt widzenia) potęga to nie tylko środek, ale przede wszystkim cel. Natomiast dla Ciebie, Bracie, potęga ma być jedynie pomniejszym celem mającym utorować drogę do zdobywania innych celów, nie jest zaś celem samym w sobie. Błąd.

Na początek chciałbym zdefiniować pojęcie potęgi w rozumowaniu Darth Bane’a i moim:

Potęga to nie jedynie poziom użytkowania Mocy, czego starasz się nie zauważać. Potęga to skomplikowany twór składający się po równo z umiejętności w Mocy, rozmiaru władzy, wykorzystywania potencjałów. Przede wszystkim jest to jak największy wpływ na życie i przeznaczenie innych.

Przez tysiące lat Sithowie byli zdolni przyporządkować sobie innych, potrafili wyznaczać sobie cele, dochodzić zemsty, powiększać swoje terytorium po to właśnie, by zwiększyć swoją potęgę. Bez potęgi tj. władzy, umiejętności i wpływu nie mogliby nawet zamarzyć o osiągnięciu jakiegokolwiek innego celu, natomiast po osiągnięciu tego celu mogli dążyć do kolejnego. Dlaczego? Bo byli potężni, a poprzez swoje działania zawsze starali się jeszcze zwiększyć swoją potęgę. Ponieważ gdy kierujemy się zasadą “potęgi dla potęgi”, to nie tylko mamy narzędzie zdolne prowadzić nas do każdego celu, lecz potęga ta jest celem sama w sobie, bo musi być pielęgnowana i powiększana tak, by służyć Sithowi za cel ostateczny.

Jest to dość skomplikowane, lecz wcale nie jest zaprzeczeniem.

Owszem konsekwencją potęgi jest władza i kontrola, jednak to one stają się wkrótce jedynie narzędziem do. powiększania swojej potęgi

Całkowicie nie zgadzam się z tym jakoby Darth Sidious traktował zdobytą przez siebie potęgę przedmiotowo. Wręcz przeciwnie. On był jej świadom, przez co rozumiał, że właśnie ona wyniosła go na szczyt, gdzie jeszcze się zwiększyła. Będąc na szczycie, nie mógł spocząć na laurach i nie bazował jedynie na tym co już osiągnął. On musiał stale zwiększać swoją potęgę po to, by stawała się niejako jego pokarmem, który dawał mu siłę do działania. Poprzez te działania zwiększał poziom swej potęgi jeszcze bardziej. Czymże były eksperymenty z wyszukaniem sobie nowego ciała, jeśli nie próbą zatrzymania posiadanej już potęgi i kontynuacji poszukiwań jeszcze większej! Nie chodziło mu jedynie o władzę. Dlaczego?

Ponieważ (jak twierdzisz, Bracie) Darth Bane powinien uzyskać w pierwszej kolejności władzę, zamiast osiągnięcia największej potęgi jaką mógł, ponieważ wtedy czułby się bezpieczny o swoją pozycję? Ależ to całkowite głupstwo! Czyż Darth Sidious zdobywając władzę nad praktycznie całą Galaktyką czuł się bezpieczny? Nie! Nadal dążył do. no właśnie czego? Do osiągnięcia jeszcze większej potęgi.

Napisałeś, Bracie, tak: “Zadajmy sobie pytanie: czemu Wybraniec Jedi Anakin Skywalker stał się uczniem Mrocznego Lorda Sithów? Czy dlatego, że łaknął potęgi? Potęgi dla potęgi? Nie, oczywiście że nie. Już wówczas uważał, że jest najpotężniejszym Jedi Zakonu, był przekonany, że ma umiejętności mistrza.”

No właśnie. Przekonanie o posiadaniu umiejętności mistrza czyniło go potężnym, ale nie. najpotężniejszym. Zawsze powtarzał, że chce czegoś więcej, że się nie spełnia jako Jedi. To właśnie popchało go w objęcia Ciemnej Strony Mocy na długo przed tym gdy “musiał” ratować ukochaną. Doskonałym dowodem jest to, że po jej utracie wcale nie zboczył ze ścieżki, która do tej śmierci doprowadziła. Nadal szukał, nadal się rozwijał, nadal poszerzał horyzonty, by osiągnąć granice swoich możliwości i jak największą potęgę.

Napisałeś, Bracie, tak: “Cytuję raz wtóry: >>Dlaczego uczeń Sith zawsze zdradzał swojego mistrza? (…) Dlaczego potem nie poprzestawał na tym i starał się wyeliminować wszystkich potencjalnych wrogów, w tym Jedi?<< Nie dla potęgi; przecież i bez zabicia swojego mentora trzymałby w garści potęgę otrzymaną od niego.”

Bracie. Z twojego twierdzenia wynika, że uczeń Sith nie musiał zabijać swojego mentora, ponieważ i bez niego posiadał potęgę, ale jaką? Otrzymaną od niego. To właśnie znaczy, że zabijając swojego mentora jednak posiadłby jeszcze większą potęgę, na której zdobycie nie pozwalał mistrz. Uczeń Sith jedynie sam mógł do końca rozwinąć skrzydła, eliminując wszystkich potencjalnych wrogów i stać się istotą niewiarygodnie potężną!

Nie zapominaj, Ruv’axie, że “osiągnięcie potęgi dla samej potęgi” nie ogranicza się na pewnym poziomie tej potęgi i zabrania jej powiększania. Wręcz przeciwnie. Jako, że Moc, którą władamy, jest nieskończona, także potęga może być nieskończona. Nie było w historii Galaktyki nikogo, kto osiągnąłby pełnię władzy nad Mocą, pełną kontrolę nad każdą jedną istotą, każdym zakamarkiem Galaktyki. To znaczy, że potęga może być wciąż poszerzana. Taka była celowość stwierdzenia Bane’a.

Napisałeś, Bracie, tak: “Jeżeli wszyscy Sithowie przed Bane’em i po nim kierują się jego zasadą, to po co imperia, bractwa, zakony, wojny, armie?”

No właśnie po to, by te imperia, bractwa, zakony, wojny, armie i wszystko co dzieje się w Galaktyce służyło Sithowi, jego większym, czy mniejszym celom, jego rozwojowi i ciągłemu udoskonalaniu. Moc ma potęgę nieskończoną i Sith chce do tego potęgi zbliżyć się jak najbardziej. Po to, by osiągnąć swoje cele, lecz jednocześnie, by poprzez osiągniecie tych celów jeszcze swoją potęgę powiększyć. Osiągnąć “potęgę dla samej potęgi”.

Ruv’ax:

Bracie, muszę przyznać, iż straciłem już nadzieję, że zdołam Cię przekonać. Mimo tego, postaram się, abyś zrozumiał mój punkt widzenia.

Potęga wcale nie jest pomniejszym z trzech celów. Takie stwierdzenie przypomina dyskusję, która z części budowli jest najważniejsza – fundamenty, komnaty, a może strych? Nie rozwiążemy tej kwestii. Teoretycznie fundament jest dla użytkowników i mieszkańców budowli bez znaczenia; do niczego nie służy. Ale dom bez fundamentów zostanie zniszczony i rozpadnie się.

Potęga jest jak fundament. Jest podstawowym warunkiem osiągnięcia czegokolwiek. Jest narzędziem, o które należy nieustannie dbać i które tworzy nam szansę na osiągnięcie czegoś więcej.

Cytuję: “Potęga to nie jedynie poziom użytkowania Mocy jak starasz się nie zauważać. Potęga to skomplikowany twór składający się po równo z umiejętności w Mocy, rozmiaru władzy, wykorzystywania potencjałów.”

Nie do końca. Myślę, że powinniśmy rozróżnić potęgę w rozumieniu “przyziemnym”. Mówiąc o takiej potędze mam na myśli ilość poddanych, ilość okrętów, którymi można manewrować, wielkość armii… Ale jest i potęga w Mocy. Jak mówiłem, leży u podstaw tego, co osiągnęliśmy i osiągniemy. Co ważne, legitymizuje też naszą supremację nad innymi istotami.

Mówiąc w swoim wywodzie o “potędze”, miałem na myśli ten jej drugi rodzaj. Trudno mi wobec tego odnieść się do fragmentu Twojej pracy, w którym wrzucasz potęgę w Mocy, wpływy oraz władzę nad innymi istotami i jeszcze kilka innych czynników do wspólnego wora “potęgi”. Mimo tego, w pewnym sensie mogę się z Tobą, Bracie, zgodzić, że pojęcia “władza”, “potęga” oraz “kontrola” są ze sobą tożsame. Nie do końca jednak. Kontrola i władza są po prosu tak naturalnymi, normalnymi rozwinięciami potęgi, iż może nam się wydawać, że jest to jedno i to samo. W rzeczywistości jednak trzy cele należy przyrównać do równoważnych części tego samego organizmu. Żadna z nich nie jest użyteczna bez pozostałych.

Cytuję: “Z twojego twierdzenia wynika, że uczeń Sith nie musiał zabijać swojego mentora, ponieważ i bez niego posiadał potęgę, ale jaką? Otrzymaną od niego. To właśnie znaczy, że zabijając swojego mentora jednak posiadłby jeszcze większą potęgę, na której zdobycie nie pozwalał mistrz.”

Posłużę się znów przykładem Sidiousa. Skoro jednym, jedynym celem Sitha winna być potęga, to czemu Palpatine zabił swojego mistrza, zanim ten przekazał mu wiedzę o powstrzymywaniu śmierci i wpływaniu na midichloriany? Nie zdobył przecież jeszcze takiej potęgi, jaką posiadał Plagueis. Zrobił to przedwcześnie, ponieważ miał wizję nowego ładu: kontroli i władzy w Galaktyce.

Cytuję: “Osiągnięcie potęgi dla samej potęgi nie ogranicza się na pewnym poziomie tej potęgi i zabrania jej powiększania. Wręcz przeciwnie. Jako, że Moc, którą władamy jest nieskończona także potęga może być nieskończona.”

Po pierwsze: Bracie, przecież Ty właśnie opisałeś skutek potęgi – kontrolę! Nieskończoną pewność wypływającą z Mocy, że wszystko i wszyscy są od nas zależni i nam posłuszni!

Po drugie: pozwolę sobie użyć metafory i przyrównać potęgę do drzewa. W teorii każde drzewo rośnie przez cały okres swojej wegetacji. Wzrasta, ażeby mieć lepszy dostęp do światła, ażeby więcej kropel deszczu trafiało właśnie do niego. W teorii. W praktyce bowiem w egzystencji drzewa przychodzi taki moment, kiedy niekorzystne warunki środowiska wstrzymują jego wzrost. Kiedy jego korzenie trafiają na głaz nie do skruszenia, bądź inne rośliny nie pozwalają dalej się rozwinąć. Wtedy natura wymusza inne priorytety: jak na przykład wydanie owoców. I wydawanie ich znów i znów, by zachować ciągłość gatunku.

Nasza potęga nie może rosnąć w nieskończoność, gdyż wtedy bylibyśmy potężni jak sama Moc. My jesteśmy tylko jej częścią i nawet w pełni rozwinięty potencjał wrażliwego na Moc będzie marną imitacją możliwości tej wszechwładnej siły. Jesteśmy jak drzewo: w końcu nadejdzie moment, gdy ułomne ciało nie pozwoli nam już bardziej rozwinąć naszej potęgi. Wtedy przychodzi czas na wydanie owoców: władzy i kontroli, by móc cały czas się rozwijać i mieć cel, do którego można dążyć. I mimo, że tak jak drzewo, zmieniamy wtedy nasze priorytety, cały czas musimy dbać o korzenie i fundament naszych zdolności: o potęgę. Tak jak drzewo naprawia swój pień, gdy zostanie uszkodzone w czasie burzy, tak i my dbamy i ostrzymy potęgę-narzędzie, by cała zbudowana na niej budowla nie legła w gruzach.

Hanian:

Nie tak dawno temu napisałem: “Ponieważ gdy kierujemy się zasadą >>potęgi dla potęgi<<, to nie tylko mamy narzędzie zdolne prowadzić nas do każdego celu.”

To z kolei jest cytat z Twojej pracy: “Jest podstawowym warunkiem osiągnięcia czegokolwiek. Jest narzędziem, o które należy nieustannie dbać.”

Bracie, naprawdę nie wiem dlaczego nie masz nadziei na to, że mnie przekonasz do swoich racji. Wydaje mi się, że obaj się tak właściwie zgadzamy, a jedynym aspektem, gdzie są między rozbieżności jest wykorzystanie tej potęgi, nie zaś sama definicja.

“(… )pojęcia “władza”, “potęga” oraz “kontrola” są ze sobą tożsame(…)”

Zupełnie nie to miałem na myśli pisząc, że władza i kontrola zawierają się w potędze. Wręcz przeciwnie. Są pewnym wyznacznikiem potęgi i mieszczą się w jej definicji, nie są jednak tożsame. Dla mnie każdy z tych elementów posiada własną charakterystykę, lecz zebrane wszystkie razem tworzą to, co nazywamy potęgą.

“Kontrola i władza są po prosu tak naturalnymi, normalnymi rozwinięciami potęgi, iż może nam się wydawać, że jest to jedno i to samo.”

Kontrola i władza z pewnością nie są ani jednym i tym samym, ani też nie są rozwinięciami potęgi. To one razem tworzą to, co nazywamy potęgą. Osobno są dokładnie tym, czym są – kontrolą, lub władzą. Nie będę się tutaj rozdrabniał na podkreślanie różnic pomiędzy nimi. Ważniejsze jest to, że osobno są ograniczone, lecz razem budują potęgę.

“Żadna z nich nie jest użyteczna bez pozostałych.”

Za pewne masz rację. Dla Sitha nie jest użyteczna bez pozostałych. Sith nie powinien się ograniczać i to właśnie dlatego Sith musi pojąć oba znaczenia, by osiągnąć swój cel – jak największą potęgę.

“Skoro jednym, jedynym celem Sitha winna być potęga, to czemu Palpatine zabił swojego mistrza, zanim ten przekazał mu wiedzę o powstrzymywaniu śmierci i wpływaniu na midichloriany? Nie zdobył przecież jeszcze takiej potęgi, jaką posiadał Plagueis. Zrobił to przedwcześnie, ponieważ miał wizję nowego ładu: kontroli i władzy w Galaktyce.”

Motywy, jakimi kierował się Sidious zabijając swojego Mistrza, pozostają nie do końca jasne i możemy się w tej kwestii jedynie domyślać. W pewnym momencie szkolenia, gdy uczeń wie już prawie wszystko to, co jego nauczyciel, staje się on coraz bardziej zbędny. Moim zdaniem umiejętność wpływania na midichloriany i powstrzymywania śmierci wydawała się Sidiousowi zbędna na daną chwilę i jak pokazała przyszłość, miał co do tego całkowitą rację. Miał własną wizję potęgi i skupiał się na rozwinięciu innych jej aspektów. Obecność mentora była mu do tego zbędna, dlatego też go zabił.

“Nieskończoną pewność wypływającą z Mocy że wszystko i wszyscy są od nas zależni i nam posłuszni!”

Jak dotąd nikomu się to jeszcze do końca nie udało, dlatego uważam kwestię powiększania swojej potęgi nadal za otwartą.

“Wtedy przychodzi czas na wydanie owoców: władzy i kontroli, by móc cały czas się rozwijać”

W takim razie nadal się rozwijając – powiększamy swoją potęgę… Jak już wspominałem kilkanaście razy władza i kontrola to nie owoce potęgi, lecz jej składniki. Różnica jest taka, że bez władzy i kontroli nie można mówić o potędze. Mając natomiast tylko władzę, lub jedynie kontrolę, również nie osiągamy potęgi…

Ogólnie nie zgadzamy się, Ruv’axie, jedynie w kwestii tego, czy wykorzystywanie potęgi jest jedynie aktem ograniczonym do poszerzania jej aspektów – władzy i kontroli, czy też poszerzanie swojej władzy i kontroli jest jednocześnie zwiększaniem swojej potęgi.

Ja będę trzymał się tej drugiej definicji stojącej moim zdaniem z filozofią Dartha Bane’a. Mam nadzieję, że wyraziłem swoje poglądy jasno i jednocześnie dziękuję Ci za ciekawą dyskusję.

Na chwałę Imperium Sithów!

Ruv’ax:

Mój Bracie,

choć nie udało nam się do końca dojść do całkowitego porozumienia, mam wrażenie, że wyjaśniliśmy sobie dogłębnie nasze stanowiska i punkty widzenia. Cieszę się z naszej dyskusji i dziękuję za nią Tobie, jak i bratu Seneksowi. Mam też nadzieję, że jeszcze kiedyś zainteresuje ona kogoś, że na coś się przyda.

Skończoną dyskusję pozostawiam na pożytek Sithom i, tak jak powiedziałeś, na chwałę Imperium Sithów!