przyjmnijciemniakaPrzez całe wieki Moc była jednością. Jej istnienie podejrzewali filozofowie i gnostycy Galaktyki. Wielu teoretyzowało na ten temat. Wreszcie osiągnięto jednak cel – wpierw Kontrolę, później Czucie Mocy wokoło i na końcu poczęto wprowadzać Zmiany. Ta niewidoczna energia, która spaja i łączy cały wszechświat została wreszcie okiełznana. Postawiono pierwszy krok. Nieliczni mędrcy mogli już niejako namacalnie zweryfikować swe przypuszczenia co do natury Mocy. Kolejne pokolenia doskonaliły umiejętności i poszerzały wiedzę, którą otrzymały od przodków. Powstał Zakon. Jednolity, jak i sama Moc. Grupa istot, teologów i filozofów, którzy podtrzymywali ład w Galaktyce.

Od początku praktykowano dwie drogi szkolenia. Pierwszy, bardziej podstawowy, miał na celu opanowanie Mocy poprzez umysł. Adept kiełznał swe uczucia, podporządkowywał je woli umysłu, i dzięki jego dyscyplinie i hartowi nadawał formę wszechrzeczy. Wcześniej jednak odsuwał od siebie emocje. To jednak, jak rzekłem, był tylko początek. Później uczeń doskonalił się w trudniejszej sztuce. Teraz nie miał odrzucać uczuć. Wyprowadzał je znów na światło dzienne. Czuł wszystko wokoło i choć wciąż musiał trzymać emocje na wodzy, nie zatrzymywał ich sitem chłodnej, racjonalnej kalkulacji. Uczucia były soczewką, przez którą adept Mocy ogniskował jej energię i formował, nadając pożądany “kształt”. Dzięki tej ścieżce najpotężniejsi Mistrzowie byli niemal wcieleniami ładu wszechświata. Dysponowali potęgami, jakie nie śniły się ich braciom nieczułym na subtelny zew Mocy. Samą swą żelazną wolą Najwyżsi Mistrzowie potrafili zmieniać gwiazdy i planety. W ich rękach były miliardy miliardów istnień. Rozumieli, że ich wielka potęga niesie wielką odpowiedzialność i nosili jej brzemię z godnością, utrzymując Galaktykę w stanie równowagi. Wtedy jednak przyszedł czas Zmierzchu i Podziału.

Niefortunne wypadki, powodowane przez nazbyt żądnych wiedzy (lub władzy) adeptów trudniejszej ze ścieżek kończyły się często tragicznie. W Radzie Zakonu rosła opozycja wobec dawnych, uświęconych tradycją metod treningu. Wtedy nadeszła Schizma w Mocy. Wierni dawnej ścieżce Rycerze i Mistrzowie sprzeciwili się. Szybko zostali ogłoszeni renegatami. Galaktyka zatonęła w pożodze bratobójczych walk. Wreszcie jednak “Mroczni”, jak ich nazwano, zostali pokonani. Schwytano ich i skazano na banicję. Tak oto narodził się podział na Jasną i Ciemną Stronę Mocy. Tak właśnie zostało zasiane ziarno niezgody, które miało wielokroć później kiełkować i rodzić kwiat zemsty.

W trakcie swej wędrówki wygnańcy trafili na prymitywny lud Sith, czczący swoich szamanów, którzy korzystali, jak sami twierdzili, z magii. W rzeczywistości ich sztuczki były manipulacjami Mocą. Manipulacjami dokonywanymi za pomocą uczuć, nie tylko umysłu. Były więc Ciemną Stroną. Tam to niedawni jeszcze renegaci zostali władcami i niemal bogami. Tak narodziło się Imperium Sith. Jego narzędziem od początku była Moc. A szczególnym atutem, przewagą nad dawnymi braćmi, a dziś wrogami – Ciemna Strona Mocy. Ale czymże ona jest, jak jej używać?

Ciemna Strona Mocy to po prostu sposób używania tego mistycznego pola energetycznego. Nazwa sugerowałaby “odmianę” Mocy, ale jest to bajka dla naiwnych dzieci, bowiem Moc jest niepodzielna. To, którą “Stroną” posługuje się dana istota jest określana jej intencjami i stanami umysłu. Aby używać Jasnej, należy wyciszyć emocje, odrzucić je, pozostawić za sobą i w pewnym stopniu dać się kierować Mocy. Tymczasem Ciemna Strona to pasja. Całe bogactwo uczuć i namiętności, które jedni uwalniają zupełnie poza wszelką kontrolą, a inni trzymają na wodzy, wyzyskując najpotężniejsze, najwartościowsze elementy. Pierwsza z możliwości jest bardzo kusząca. Zwłaszcza wielu młodych adeptów dawało się jej ponieść. To właśnie z ich winy doszło do Schizmy. Wiedzeni nienawiścią, zazdrością czy nieokiełznanym gniewem uderzali bez jakiejkolwiek litości. Sycili własną próżność swą niesłychaną potęgą, aż wreszcie Ciemna Strona wyciągnęła po nich swe macki. Proces był z reguły dość powolny. Taki użytkownik miał wielkie przeświadczenie własnej potęgi i siły. Potrzebował wewnętrznie co jakiś czas znów doświadczać tego uczucia. Z reguły koncentrowało się to na zadawaniu śmierci i bólu innym istotom. Tego rodzaju adepci nie zauważali, że zapadli się w bezdenną otchłań własnych mrocznych i ponurych żądz, obejmujących zaspokajanie tylko najbardziej prymitywnych potrzeb, które w dodatku nie pochodziły nawet w pełni od nich. Były stymulowane przez Ciemną Stronę, która, niczym żywy organizm, karmiła się strachem, bólem i śmiercią. Wzrastała od tych uczuć, sama nimi będąc. Następowało wyniszczanie jakichkolwiek innych potrzeb, poza najbardziej niezbędnymi do utrzymania procesów życiowych. One jednak także powoli zacierały się w umyśle bezwolnej już ofiary. Zamiast przyjmować składniki niezbędne do życia, adept Ciemności karmił się życiem w jego najczystszej formie. Wysysał je od innych istot, szczególnie lubując się w inteligentnych. Kiedy miała nadejść śmierć, istniała jeszcze jedna droga – zmienić ciało. Nie służyło to już właściwie dalszemu życiu. Chodziło tylko o kontynuowanie dzieła zniszczenia. Celem nie było zachowanie własnej egzystencji. To był tylko środek, aby odbierać inne życia, sięgać do władzy, zwiększać zasięg zniszczenia. Imperator, uosobienie Ciemnej Strony, czyż nie właśnie o to mu chodziło? Budował Nowy Ład. Przywrócił Bractwo Sith. Wciąż chłonął nową wiedzę. Ale tylko by sięgać po większą władzę. Pławił się w cierpieniu ofiar, dając upust swoim własnym żądzom i lękom, z ksenofobią na czele. W drodze do celu nie cofał się przed absolutnie niczym, depcząc wszelkie świętości, prawa, układy i tradycje. Co pragnął zbudować? Imperium Mroku? Jednak nie miało ono stać na fundamentach wzajemnego braterstwa. Jego trwałość gwarantowało po prostu niezawodne szpiegowanie siebie nawzajem tak, aby nikt nie mógł uknuć przeciw drugiemu spisku. Równowaga została jednak znów przywrócona.

Ale pozostaje też druga droga poprzez kręte i niebezpieczne ścieżki Ciemnej Strony. Droga kontroli i samodyscypliny. Tą stąpają Sith. Na początek jednak należałoby wyjaśnić jedną kwestię. Ścieżka ta jest uważana za “szybszą, łatwiejszą”. A jednocześnie Jedi twierdzą, że jest ona niebezpieczna i prowadzi w zatracenie. Otóż, jej charakter zależy tylko i wyłącznie od własnych predyspozycji adepta i jego nauczyciela. Wszak nie każdy, kto igra z ogniem spłonie i nie każdy wędrujący po górskich ścieżynach spada w przepaść. Wróćmy jednak z manowców dygresji do meritum sprawy. A będzie tymże sposób użycia Ciemnej Strony, jej wzbudzenia.

Kluczem są tu emocje. Nieważne jakie, choć przywykło się uważać, że chodzi o uczucia “złe”. Na przykład Gniew, Nienawiść, Zazdrość, Strach. Jedi odrzucają wszystkie namiętności, aby oddalić od siebie pokusę, co w wielu przypadkach maskuje tylko i wyłącznie słabość charakteru, który nie będzie potrafił dać sobie rady z miotającymi danym adeptem uczuciami. Same jednak emocje nie są również niczym wielkim. Choćby i w największym Gniewie nikt nie przebije głową durastali. Dopiero w kombinacji z Mocą i we właściwie utrzymywanej kontroli uczucia potrafią wyzwolić swą prawdziwą siłę. Te burzliwe namiętności, którym wszyscy podlegamy stają się soczewką, jeśli wolno użyć takiej metafory. Moc jest jak promień światła. Kierujemy go w tę soczewkę, ogniskujemy i używamy z morderczą precyzją. Niewiele jest umiejętności wykształconych przez użytkowników Mocy, które to zdolności wiążą się nierozerwalnie tylko z jedną bądź drugą “Stroną”. Jedi posiadają swoje transy, które wymagają od nich pełnego wyciszenia umysłu. Tymczasem użytkownicy Ciemnej Strony, zarówno ci przez nią opętani jak i świadomi potrzeby kontrolowania, mogą wyzwalać pewne moce tylko i wyłącznie pod wpływem uczuć “złych”. Trudno natomiast powiedzieć, że adept Mroku nie będzie na przykład potrafił osłonić się Mocą lub też leczyć. Exar Kun, krótko po swoim przejściu na Ciemną Stronę nie potrafił wykrzesać z siebie Mocy nawet do telekinezy, kiedy wyciszał umysł, chcąc sięgnąć do Jasności. Potrafił jednakże spożytkować swój Gniew, aby osiągnąć ten sam efekt. Lord Vader musiał chodzić w swoim skafandrze bojowym, ale wciąż próbował się wyleczyć. Nie osiągał tego już jednak przez transy leczące. Powoli natomiast budował w sobie zdolność leczenia przy pomocy Ciemnej Strony. Wzbudzał w sobie Gniew. Ogniskował go na swej przypadłości i wspomagał pewną frustracją i złością za to, że inni mogą funkcjonować normalnie, a on wciąż musi być zamknięty w tej mechanicznej skorupie. Wtedy przychodziły chwile ulgi. Płuca znów zaczynały funkcjonować. Mimo że wciąż był to stan krótkotrwały, to jego długość systematycznie się zwiększała. Jak więc można myśleć, że takie moce jak leczenie się czy czysto defensywne osłony Mocy są niedostępne “po Ciemnej Stronie”? Rzeczywiście, niektóre stany transu są poza możliwościami takich adeptów, ale jedynie z ich własnego wyboru. Wiele mocy jest także poza zasięgiem Jedi. Dopóty, dopóki trzymają się oni Kodeksu nie wolno im użyć Mocy w celu zranienia lub zabicia innej istoty, chyba że nie mają absolutnie innego wyjścia. Nie mogą także pod żadnym pozorem używać swych umiejętności w stanie Gniewu, Nienawiści czy Strachu. Nie mogą posiłkować się tymi uczuciami, gdyż wtedy użyją “Ciemnej Strony”. Cóż w tym jednak złego, skoro emocje otaczają nas ciągle i są nieodłączną częścią naszej egzystencji?

Jaki jest sens odrzucania od siebie namiętności, uczuć? To one definiują sposób użytkowania Mocy. One wzmacniają ją. Są paliwem i huraganem, który musi pozostawać pod kontrolą. Przyjmij więc Ciemną Stronę. Zrób to i udowodnij, że jesteś godzien nosić brzemię Mocy. Bo jest to brzemię odpowiedzialności i samodyscypliny.