natura

No więc – kim byli, kim są, kim będą? Wiesz to? Ach… Myślisz, że wiesz? Naczytałeś się manuskryptów Jedi? Boisz się Ciemnej Strony? Porzuć obawy i lęki. Czytaj dalej, a powiem Ci, kim jesteśmy.

Wy wszyscy się nas boicie. Wszędzie można przeczytać “mroczny Zakon Sith” albo “zdegenerowani, mroczni Jedi” lub “renegaci”. Widzicie nas jako ucieleśnienie Zła. Jesteśmy wszystkim, co najgorsze, najbardziej mroczne. Jesteśmy strachami na niegrzeczne dzieci i bezlitosnymi potworami. Tak nas postrzegacie. Ale znów się mylicie. Błądzicie jeszcze głębiej. Pomysł ten poddał mi mój brat w Mocy – Craven – i za to mu dziękuję. Wasz podział na Strony Mocy jest sztuczny. Moc to jedność, ale ma różne oblicza, we Wszechświecie istnieją różne sposoby użytkowania jej. Nie potraficie nas zrozumieć i dlatego się nas boicie. Ten manuskrypt powstał z mojej dawnej już potrzeby, wzmocnionej jeszcze zachętą Cravena. Chcę, aby wszyscy poznali nasze prawdziwe oblicza.

Mogę nie mieć następnej okazji, więc dziękuję za inspirację do spisania tego manuskryptu mojemu bratu – Frankowi Furterce, mojemu bratu w Mocy – Cravenowi i wreszcie dwóm moim przyjaciołom – Jedi, którzy są nadal wierni do zaślepienia swym regułom i nie chcą uznać naszych racji: Maq i Viper – to dla Was powstał ten dokument.

– Neilax, Lord of Darkness from the Brotherhood of the Sith

Z biegiem lat praca Lorda Neilaxa uległa pewnej dezaktualizacji. Nasi archeologowie wciąż odkrywają nowe strzępki informacji o naszych Przodkach, a każdy wart swego miana Sith nieustannie bada możliwości, jakie otwiera przed nim Moc. Dlatego jestem przekonany, że moje uzupełnienie poniższego tekstu również się kiedyś zdezaktualizuje. Mam nadzieję, że wtedy znajdzie się ktoś, kto poprawi i mnie.

– Gorthuar, Master LoreKeeper from the Brotherhood of the Sith

Sithowie wczoraj

U zarania dziejów istniała Moc. Grupa filozofów, badaczy i teologów od dawna badała naturę wszechrzeczy i wreszcie odnalazła jej istotę. To była nieskończona, nieogarniona energia. Nazwali ją Mocą. Powoli nauczyli się z niej korzystać. Osiągali z nią głęboką jedność, a ona dawała w zamian niesamowite możliwości. Nie wszyscy potrafili ją wyczuć, a co dopiero spożytkować. Ci jednak, którzy mogli to robić zjednoczyli się. Powstał Zakon. Zakon Rycerzy Jedi.

Ale oni nie byli jedyni. Mniej więcej równo z nimi, a może nawet wcześniej, Moc potrafili wykorzystać “prymitywni” szamani na niektórych odległych planetach. Na jednej z nich, Korribanie, takie naturalne zdolności posiadali magowie ludu Sith. Ale pomiędzy nimi a Jedi istniała różnica. Otóż, magowie i szamani korzystali z Mocy od zawsze, dzięki własnej, odwiecznej mądrości. Angażowali w to swe uczucia. Targały nimi emocje, które jednak czynili sobie poddanymi, a one ich umacniały.

Jedi tymczasem odrzucili emocje, jako ścieżkę Zła, w wyniszczającej wojnie pokonując tych, którzy uczuć nie chcieli odrzucić. Tysiące lat później kilku, widząc swe błędy i niedoskonałości, wróciło jednak na ścieżkę wiedzy. Wtedy pośród Jedi po raz pierwszy zrodził się koncept od dawna znany magom Sithów – narzucenia swej woli Mocy, swemu otoczeniu, Galaktyce. To stąd narodziła się idea przywrócenia życia światom, zniszczonym w tamtej pierwszej wojnie. Jej zwolennicy zaczęli ulepszać istoty żywe poprzez nasączanie ich Mocą.

To ich nazwano Renegatami, Mrocznymi, zdegenerowanymi. Zyskali taki status w Starej Republice, gdyż Zakon był już wtedy bardzo silny. Zakon i Stara Republika zaczęły nas niszczyć, więc początkowo uciekliśmy. Jak najdalej. Nasza wiedza musiała przetrwać. Byliśmy zgorzkniali. Odezwały się uczucia – gniew, zawiść, wściekłość. Za to, że chcieliście nas zniszczyć, za to, że staliśmy się Waszymi koszmarami, za to, że stworzyliście podział na Strony Mocy. Musieliśmy żyć z naszymi mrocznymi uczuciami.

Nauczyliśmy się posługiwać tymi najmroczniejszymi uczuciami. Daliście nam wspaniały oręż. Używając go wydaliśmy Zakonowi ostateczną bitwę, jednakże było zbyt późno. Po naszej przegranej wygnaliście nas. ponownie poszerzając nasze horyzonty. Wygnaliście nas na kraniec znanej przestrzeni, poza ten kraniec. Trafiliśmy na Korriban. Tam lud Sith powitał nas jako równych swoim władcom, jako bogów. Przyjmując miejsce pośród Lordów Sith ostatecznie udoskonaliliśmy nasze umiejętności, połączyliśmy nasz potencjał i ich pradawną wiedzę.

Teraz wami gardzimy. Nienawidzimy was. Za to, że staliśmy się tym, czego nienawidziliście, czego się baliście. Za to, że staliśmy się WAMI, ale tymi prawdziwymi, tymi bez fałszywej maski niewinności. Wami, normalnymi istotami, nie pozbawionymi przywar i zła. Wami z krwi i kości. Przyjęliśmy nasze brzemię i nosimy je do dziś. Tym byliśmy.

Sithowie dziś

Wiesz już, kim byliśmy. Pora na to, czego się boicie. Pora na wiedzę zakazaną. Wasi Mistrzowie przestrzegają was przed wiedzą o nas. Ale wiedza to potęga. Tym samym odbierają sobie i wam możliwość pokonania nas. Biedni głupcy… Nasza siła bierze się z Mocy. Wszyscy mówicie, że nasza potęga jest złudna, że niszczy nas wewnętrznie. Tymczasem tylko bezmyślni, żądni władzy głupcy, którzy przyjmą Moc ponad swe możliwości, jak Palpatine, mogą zginąć i udławić się swą siłą. Prawdziwi Sithowie natomiast znają limity swych możliwości i widzą pewne granice. Dostrzegają wartość współpracy w dążeniu do narzucenia woli Sithów Galaktyce. To znaczy być świadomym Sithem.

Jednym z takich był Darth Vader. Prawdziwy Mroczny Lord. Ciemna Strona utrzymywała go przy życiu, a gdyby poznał większą potęgę, potrafiłby uleczyć się całkowicie. Szkolił wielu uczniów, którym przekazywał dziedzictwo Sithów. Imperator był niszczony przez Ciemną Stronę. Jego naczynie nie było wystarczająco silne, aby pomieścić zawartość. Moc rozrywała ciało. Widział w uczniach Vadera zagrożenie dla siebie. Wielu zniszczył. Żądny władzy głupiec. Szkoda, że Lord Vader nie zajął jego miejsca. przynajmniej nas od niego uwolnił.

Jesteście nadal zbyt zacofani, aby pojąć, że emocje nie muszą przyćmiewać rozsądku. Wręcz przeciwnie – utrzymywane na wodzy, wyostrzają wszelkie zmysły. Wasi nauczyciele mówią, że ścieżka Mroku jest łatwa. To nieprawda.

Prawdziwy, świadomy Sith musi przebyć długą i krętą drogę, zanim osiągnie przynajmniej poziom wtajemniczenia Rycerza, o tytule Mrocznego Lorda nie wspominając. Czeka na niego wiele pokus, żądza władzy nie dzielonej z nikim, ale nagroda jest warta wszelkich trudów. To niewyobrażalna potęga i niemal nieograniczona wiedza. Jesteśmy po prostu istotami, które wyrastają ponad przeciętność.

Kolejni Sithowie coraz częściej stawali się nimi przez nieudolność Jedi. Oni nie mieli odwagi służyć “dobru” przez zabijanie piratów i handlarzy niewolników, przez prowadzenie wojen. My nie mieliśmy skrupułów. Zło nas stworzyło, więc je niszczyliśmy. Czy to nie paradoks? My, wcielenia Zła i Mroku, niszczyliśmy to, czego nie potrafili lub nie chcieli niszczyć Jedi. Chociaż powinni.

Wyobraźcie sobie chłopca-niewolnika. Był nim, od kiedy pamięta. Całe swoje życie marzył o tym, by zostać Jedi. W końcu, podobno zrządzeniem Mocy, spotyka jednego. Z nadzieją, że mógłby razem z matką, jedyną osobą, która go naprawdę kochała, rozpocząć normalne życie w świcie, gdzie niewolnictwo jest przestępstwem, pyta tegoż Jedi: “Przybyłeś nas uwolnić?” I wtedy pada odpowiedź: “Nie. Przykro mi, ale nie.” I to jest ten świątobliwy Mistrz Jedi, ten dumny mąż, który ma jakoby bronić sprawiedliwości i dobra? Ma służyć wszelkim istotom rozumnym i chronić ich prawa do życia? A co zrobiłby Sith? Ten zły, przesiąknięty do szpiku kości Mrokiem i nienawiścią wojownik? Prawdziwy Sith potrafiłby zlikwidować ten problem. A gdyby był Mrocznym Lordem, to już niedługo planetka byłaby okazem praworządności na tle kosmosu! Wiecie, kto był tym opisanym chłopcem?

Tak, to Anakin Skywalker, który później stał się Darthem Vaderem. To on przywrócił później równowagę Mocy. Wyrwał Jedi z letargu. Tak, to prawda, niemal was zniszczył, ale, paradoksalnie, tylko to ożywiło na nowo wasze wartości i pozwoliło wam przetrwać. Spójrzmy prawdzie w oczy – to my pozwoliliśmy wam dalej istnieć i wrócić do świetności. To śmieszne, ale ocaliło was to, czego najbardziej nienawidziliście. Teraz pewnie widzisz, że nie ma się czego bać… Nie chcę, żebyście widzieli nas jako tych, którym zawdzięczacie swe dalsze trwanie, bo to niemożliwe, ale postarajcie się przynajmniej nas zrozumieć. Towarzyszymy wam wszędzie. Jesteśmy nierozłączni, jesteśmy waszymi cieniami i czymś jeszcze więcej. Jesteśmy wami.

Spójrz jeszcze raz na młodego Anakina. Dlaczego stał się tym, kim się stał? Życie nigdy go nie rozpieszczało, ale wizyta u Rady Jedi, musiała przybliżyć przepełnienie się czary goryczy. To życie i zło, którego nie umieli lub po prostu nie chcieli zniszczyć Jedi, do tego doprowadziło. Doprowadziło do ich wyniszczenia. Życie doprowadziło do jego zgorzknienia i dało mu wielką dawkę cynizmu. Poza tym wyssało z niego całą litość, jaką mógł jeszcze posiadać.

To przez nieudolność istniało niewolnictwo. Przez nieudolność istniało zło całej galaktyki. Korupcja i prywata senatorów Starej Republiki. Dlatego powstało Imperium. Dlatego Lord Vader niszczył nieudolnych, niekompetentnych i gardził biurokratami i sprzedawczykami, jakimi chętnie wysługiwał się Imperator. Lecz nawet Imperator miał pewne braki. Nie wszystko chciał załatwić, dopóki było mu na rękę. Przestawał być Darthem Sidiousem, Mrocznym Lordem Sithów, zmieniając się w Palpatine’a, polityka.

Dlatego właśnie Lord Vader postanowił zdobyć jego wiedzę i później go zniszczyć. Zniszczyć i rządzić… Ale nie samemu – razem z synem, z którego chciał zrobić kolejnego ucznia. Z synem, który mógłby zostać nawet potężniejszy od swojego ojca. Pokłady emocji, jakie Luke ujawnił na pokładzie Drugiej Gwiazdy Śmierci, niemal zabijając Vadera w pojedynku, pokazały jego potęgę. Gdyby tylko jeszcze nie te przesądy… Jego mistrzowie również bali się Ciemnej Strony – widzieli w niej zagrożenie.

Nie jesteśmy złymi istotami. Nasze życie zostało dramatycznie zmienione przez kogoś lub coś i z reguły, stoicki spokój w obliczu niebezpieczeństwa i zła nie dawały nic oprócz kolejnych ofiar. Dlatego staliśmy się tym, kim się staliśmy.

Jestem, kim jestem. I jestem z tego dumny, bo to mój w pełni świadomy wybór. Czy to samo możesz powiedzieć o sobie? Jestem Mrokiem, którym chcecie mnie widzieć. Jestem Złem, którym chcecie mnie widzieć. Dlatego od niepamiętnych czasów dochodzi do konfrontacji pomiędzy Jedi a Sithami. Mam jednak nadzieję, że zanim Moc da mi nieśmiertelność, pojmiecie, co tracicie i zaprzepaszczacie. Zrozumiecie, że nie jesteśmy źli, tylko dlatego, że wykorzystujemy szansę na sprawniejsze wprowadzanie w życie Waszych ideałów.

Sithowie jutro

Kim będziemy, pytacie? Nie wiem… Tego nikt nie jest w stanie odgadnąć. Ktoś mroczny utworzy Akademię Ciemnej Strony, widzę przyszłość wyraźnie. Ale to nie będzie monumentalna budowla w dżungli. To stacja kosmiczna. Bezduszna, zrobiona z metalu i tworzywa. To nie ma nic wspólnego z Mocą. To pachnie działaniami Imperatora.

Gdyby znalazł się wśród uczniów ktoś, kto sprzeciwiłby mu się. Ktoś silny Mocą i przeszkolony. Ktoś, kto nie wypaczy nauk starożytnych Sithów. Jedno tylko mnie niepokoi. Imperator nie pozwoli na rewoltę. Zawsze chciał tworzyć tylko posłusznych sobie, bezlitosnych morderców, nikogo więcej. Jeżeli to naprawdę jego dzieło, jeżeli naprawdę po raz kolejny powrócił, będzie chciał zniszczyć nas.

Widzę też odległą przyszłość, mgliście, niewyraźnie. Potężnego Sitha w kolczastym pancerzu na tronie imperialnym na Coruscant. Jego zaufanych, którzy nie rzucają mu się do gardła mimo jego choroby. Oni współpracują. Oni rozumieją, że nieograniczoną władzę nad Mocą, nad otoczeniem, nad Galaktyką daje tylko jedność.